Jak zachowuje się pies na wsi, kiedy jest tam pierwszy raz?

Twój miejski pies na wsi będzie po raz pierwszy? Cóż, od nadmiaru nowych wrażeń może przestać słuchać swojego opiekuna i ruszyć w pogoń za atrakcyjnym łupem w postaci innych zwierząt… Na co jeszcze musimy zwrócić uwagę, kiedy zabieramy psa na wieś?

Kika: Żywe jest interesujące

Kto by pomyślał, że ta kura tak szybko przestanie się ruszać? A zapowiadało się tak ciekawie. Kiedy stado kur wystartowało mi dosłownie spod łap, byłam w siódmym niebie. Nie mogłam się zdecydować, którą gonić. No a potem przecież chciałam się tylko z nią pobawić. Może trochę za mocno ją przycisnęłam… Teraz pan jest zły, bo ponoć nie słuchałam jego krzyków – a on w ogóle mnie wołał? Nie zauważyłam. Byłam bardzo zajęta! Co gorsza, gniewa się też pan tej kury…

Miejski pies na wsi, który dotąd widywał jedynie piwniczne koty – tam wpada w oszołomienie. Tyle zapachów i poruszającej się atrakcyjnej, bo szybko uciekającej zwierzyny. Nic dziwnego, że pies, który w rutynowych sytuacjach wydawał się posłuszny, narażony na tak jawne pokusy, zapomina się i rusza w pogoń. Często też zwierzak uważany przez właściciela za ciapę albo dobroć wcieloną nagle przejawia łowiecki instynkt, co kończy się poranieniem albo zabiciem gonionego stworzenia.

Póki nie stwierdzimy, jak pies na wsi reaguje na kury, kaczki i większe stworzenia – lepiej profilaktycznie przypiąć mu długą linkę, która w razie czego pozwoli uniknąć morderstwa popełnionego na niewinnym ptaku. Jeżeli zaś już dojdzie do najgorszego, nie uciekajmy chyłkiem z miejsca zbrodni. Zwykle i tak znajdzie się świadek, który opowie o wszystkim gospodarzowi. Lepiej za uszczuplony inwentarz zapłacić – a psa na przyszłość lepiej pilnować.

pies na wsi
fot. Shutterstock

Bruno: Ofiara porządku

Halo, czy ktoś wreszcie wyjdzie ze mną na spacer? Nie mogę już wytrzymać, siedzę od kilku godzin w tym miejscu – to taki taras czy balkon, a na nich się nie załatwia, to chyba oczywiste. Co jakiś czas zaglądają tu do mnie i zamiast założyć mi obrożę, zapiąć smycz i wyprowadzić jak należy, gadają bzdury o tym, jaki to ja muszę być szczęśliwy, bo „mam tyle terenu”. No właśnie, to nasz teren. Nasze mieszkanie. A w mieszkaniu się nie brudzi! Zapomnieli o tym?

Nieszczęsny Bruno został… zbyt dobrze wychowany. Absolutny zakaz załatwiania się w mieszkaniu przełożył na taki sam zakaz brudzenia na terenie „swojej” posesji. A kiedy pies jest w swoim zachowaniu konsekwentny, to na całego. Nic dziwnego, że z każdą godziną zwierzak męczył się coraz bardziej. Wiele miejskich czworonogów nie ma takiego problemu w nowym miejscu; domyślają się, że „ich teren” kończy się za drzwiami domu i ogród już się do niego nie zalicza.

Ale spotyka się i takie, które muszą stoczyć walkę z sobą, zanim się zdecydują na zrobienie siusiu w przydomowym ogródku. Dlatego przy radykalnej zmianie warunków z mieszkania w bloku na wiejskie obejście trzeba bacznie pupila obserwować, żeby sprawdzić, czy nie należy do tej szczególnej grupy.

Nora: Pora na wycieczkę

No tak. Zostawili mnie w ogrodzie i weszli do domu. Jeśli myślą, że się zmartwiłam, to się grubo mylą! Tu jest wspaniale, wszystko pachnie tak interesująco… A w płocie – co ja widzę – dziura. Hurra! Zmieszczę się w niej, wystarczy trochę się skulić i… już jestem na zewnątrz. No nie, co za wspaniałe życie! Po przeciwnej stronie drogi – czy mnie nos i oczy nie mylą…? To chyba krowy! A tam dalej hałasują psy, zaraz pójdę się z nimi zapoznać. No i jeszcze las. Rewelacja, trzeba go będzie zwiedzić, stanowczo. No po prostu nie mogę się zdecydować, od czego zacząć!

Zanim wybierzemy ofertę agroturystyczną, by na miejscu uniknąć niemiłych niespodzianek, upewnijmy się, czy gospodarze postrzegają rolę psa podobnie jak my. Zakaz wstępu czworonoga do domu nie uraduje turysty psiarza…

Miejski pies na wsi nie musi się zachwycić, gdy nagle zostanie sam na terenie posesji, bez prawa wejścia do domu; z drugiej strony, może się tym zachwycić przesadnie – tak jak to zrobiła Nora. Zwierzak nieznający danego terenu i jego zagrożeń (droga, na której samochody się rozpędzają, niebezpieczne psy z pobliskiej posesji, myśliwi przesadnie dbający o „czyszczenie” terenu z psów kłusujących itd.) po wydostaniu się na zewnątrz ma małe szanse na to, by wrócił cało i zdrowo.

Generalnie wskazane jest dość mocne ograniczanie samodzielnych pobytów miejskiego psa na terenie posesji. No i – jak zawsze – zwierzak musi mieć na szyi obrożę z adresówką, i to taką, z której łatwo odczytać dane właściciela.

psy na wsi
fot. Shutterstock

Reks: Pies na wsi, czyli miejscowi nie lubią przybyszy!

Ależ tu hałas. Tak sobie idę środkiem tej drogi, a po obu stronach krzyk, wrzask, obelgi… Co, ja jestem „wstrętnym przybłędą” i „miastowym oberwańcem”? JA??? Pokazałbym wam, wiejskie burki, gdzie raki zimują… gdybym nie był na smyczy…

Zmorą podmiejskich osiedli i wsi są psy umiejące znaleźć dziurę w ogrodzeniu. To na ogół silnie terytorialne zwierzęta, czujące się gospodarzami, niestety nie tylko własnego podwórka, ale i terenów przyległych, a zwłaszcza ulicy przed posesją. Jeśli takich psów jest kilka, tworzą zgrane stado i czują się upoważnione do wspólnego atakowania przybyszów. Takie stado bywa niebezpieczne, jeśli nawet nie dla ludzi (których gwałtownych ruchów na ogół się jednak nieco obawiają), to dla psów – na pewno. Atak „miejscowych” na „przybłędę” kończy się najczęściej poważnymi obrażeniami.

Przechodząc z psem przez wieś pełną ujadających psów, trzeba się wykazać czujnością i zwracać uwagę na podbiegające do nas zwierzęta. Na pewno nie będą żartować. Szczytem nierozwagi jest pozwalanie swojemu psu na zbliżanie się do płotów i drażnienie czworonożnych stróżów. To tylko potęguje wzajemną nienawiść. Dziś ogrodzenie powstrzymało agresora, jutro może się okazać, że ktoś nie domknął furtki…

Autor: Paulina Łukaszewska