Szelki czy obroża – co jest lepsze dla psa? Wyjaśnia zoofizjoterapeuta

Czy jest coś bardziej ekscytującego w życiu psa niż spacer? To nie tylko pora załatwienia potrzeb fizjologicznych, to również czas eksploracji, spotkań, znaczenia terenu i zacieśniania relacji między psem a jego opiekunem. Spacer powinien być bezpieczny i przyjemny zarówno dla psa, jak i osoby na drugim końcu smyczy. Dlatego wybór odpowiednich akcesoriów spacerowych jest tak ważny. Tylko co będzie lepsze? Szelki czy obroża?

Zakup akcesoriów może być nie lada wyzwaniem. Jeszcze kilkanaście lat temu wybór był nader skromny, dziś stajemy przed przyprawiającym o zawrót głowy wachlarzem różnych modeli obroży i szelek.

Debata w temacie „szelki czy obroża” trwa i, jak to zwykle bywa, nie ma na to pytanie jednej, prawidłowej odpowiedzi. Argumenty, które padają w dyskusji, dotyczą zazwyczaj wychowania i relacji psio-ludzkich, jednak dziś przyjrzymy się tematowi z punktu widzenia psiego ciała.

Szelki czy obroża? Na co postawić?

Zamienienie obroży na szelki może być dobrym pomysłem, szczególnie jeśli mamy do czynienia z psem „dynamicznym”. Stosując szelki, unikamy szarpania za szyję, zarówno tego aplikowanego przez właściciela jako forma „korekty” zachowania, jak i tego spowodowanego przez gwałtowne manewry czworonoga.

Jak bardzo szarpanie za szyję potrafi nadszarpnąć zdrowie psa, udowodnił już w 1992 roku szwedzki badacz psów Anders Hallgren. Przebadał on 400 psów, z których 252 miało problemy z kręgosłupem. Aż 78% psów określonych jako agresywne lub nadaktywne miało urazy szyi i kręgosłupa. Powodem tej zbieżności było ciągnięcie na smyczy i szarpanie za obrożę.

Ciasno zapięta obroża może też być niebezpieczna dla psów ras miniaturowych, narażonych zarówno na urazy kręgosłupa szyjnego, jak i na zapadanie tchawicy. Kolejną grupą psów, które powinny unikać ucisku na szyję, są przedstawiciele ras brachycefalicznych (czyli np. buldogi i mopsy). U psów tych często występują wady anatomiczne w obrębie podniebienia, krtani i tchawicy, mogące prowadzić do problemów z oddychaniem i poważnego niedotlenienia organizmu. Dlatego zaleca się, aby psy „płaskonose” chodziły raczej w szelkach, a nie w obroży.

Buldożek w szelkach
fot. Shutterstock

Szelki, tylko jakie?

Jeśli już zdecydowaliśmy się na szelki, prawdziwe wyzwanie dopiero przed nami! Właściwe dobranie szelek, w poszanowaniu dla komfortu, budowy i biomechaniki psa jest dość trudne. Większość dostępnych na rynku modeli nie spełnia niestety tych kryteriów.

Tymczasem źle dobrane szelki nie tylko są dla psa niewygodne, ale również ograniczają swobodę ruchu, co prowadzi do niefizjologicznych obciążeń i napięć w całym ciele. Wiele modeli szelek opiera się na mięśniach i miejscach ich przyczepu do kości – jeśli szelki są zbyt ciasno zapięte, mogą powodować miejscowe niedotlenienie i ból mięśni. Zbyt ciasne szelki u szczeniąt z kolei mogą zniekształcać rozwijające się stawy.

Które modele szelek wybierać, a których unikać?

Większość spośród dostępnych modeli szelek niekorzystnie oddziałuje na aparat ruchu. Jednym z najpopularniejszych modeli są szelki o trójkątnym kształcie – są one bardzo wygodne do wkładania i zdejmowania, jednak ograniczają mobilność łopatki i stawu ramiennego. Podobnie działają szelki opierające się na klatce piersiowej (tak jak na przykład szelki norweskie, potocznie zwane „norwegami”), które przy każdym wykroku uciskają mięśnie klatki piersiowej i staw ramienny.

Inną kategorią są tak zwane szelki treningowe („halti harness”), które za pomocą wymyślnego systemu pasków i sznurków mają oduczyć psa chodzenia na napiętej smyczy. Ciągnięcie na smyczy powoduje automatyczne pociągnięcie głowy do dołu, ucisk pod pachami i „zablokowanie” ruchu. Chociaż producenci tego rodzaju sprzętu reklamują swoje szelki jako „bezstresową” naukę chodzenia na smyczy, trzeba wziąć pod uwagę, że jest to metoda awersyjna, która nie tylko sprawia psu dyskomfort, ale też bardzo niekorzystnie wpływa na kręgosłup szyjny i stawy ramienne.

Wydawać by się mogło, że problem jest nieco wyolbrzymiony – przecież wiele psów chodzi na spacery w najrozmaitszych szelkach, biega w nich i uprawia sporty, nie wykazując oznak dyskomfortu czy bólu. Jednak skutki zaburzonej biomechaniki są raczej odroczone w czasie i niełatwe do wychwycenia niewprawnym okiem. Długofalowe konsekwencje noszenia źle dobranych szelek mogą być poważne: bóle mięśni, zmiany postawy, rozwój choroby zwyrodnieniowej stawów i kręgosłupa.

Najlepsze szelki dla psa – na co zwrócić uwagę?

Spośród wszystkich rodzajów szelek dostępnych na rynku, w zasadzie tylko szelki typu guard (potocznie – guardy) zyskują aprobatę zoofizjoterapeutów. Szelki te składają się z paska na brzuchu i paska na plecach, połączonych dwiema „obręczami.” Opierają się nie na tkankach miękkich, ale na szkielecie psa, czyli na kręgosłupie i mostku. Pozwalają na równomierne rozłożenie nacisku i umożliwiają swobodny ruch kończyny piersiowej (czyli potocznie „przedniej łapy”). Ich dodatkową zaletą jest fakt, że psom nie jest łatwo „wydostać” się z tego rodzaju szelek, co ma duże znaczenie w przypadku psów lękliwych.

Musimy jednak pamiętać, że nawet szelki właściwego rodzaju będą niekorzystnie oddziaływać na aparat ruchu, jeśli będą źle dobrane. Pas brzuszny nie powinien przekraczać mostka (jeśli pies nie jest bardzo otyły, początek i koniec mostka z łatwością wyczujemy przez skórę). Pas na plecach powinien zaczynać się w kłębie, czyli u podstawy szyi, i być odpowiednio długi. Pierwsza „obręcz”, łącząca pas brzuszny i grzbietowy, powinna znajdować się u podstawy szyi. Dzięki temu unikniemy zarówno ucisku na szyję psa, jak i na staw ramienny. Druga „obręcz” powinna znajdować się mniej więcej w połowie klatki piersiowej.

Wariantem szelek typu guard są takie, które od strony brzucha mają szerszy pas, rozdwajający się na kształt litery Y. Takie szelki najmniej uciskają na szyję, co jest szczególnie ważne u psów z tendencją do ciągnięcia i przedstawicieli ras brachycefalicznych.

Szczeniak w szelkach
fot. Shutterstock

A co ze szczeniakami?

Dobrze dobrane szelki typu guard będą również odpowiednie dla szczeniąt, zarówno małych, jak i dużych ras. Należy wszakże pamiętać, że szczenię rośnie szybko i szelki należy na bieżąco dopasowywać do zmieniających się rozmiarów psa. Wiele szelek ma możliwość regulacji z boku, rzadko jednak istnieje możliwość regulacji paska znajdującego się na grzbiecie.

Tymczasem, jeśli będzie on w guardach za krótki, wymusi to na szczenięciu przyjmowanie nienaturalnie wygiętej pozycji, co może doprowadzić do deformacji kręgosłupa.

Co jeszcze jest ważne?

Najlepiej dobrane będą oczywiście szelki szyte na miarę. Na polskim rynku istnieją firmy, które specjalizują się w produkcji szelek nie tylko idealnie dopasowanych do konkretnego psa, ale również przykuwających uwagę kolorowymi wzorami i estetyką wykonania. Jeśli jednak, chociażby ze względów finansowych, nie możemy sobie na takie szelki pozwolić, wybierzmy model zapewniający dużą możliwość regulacji. Zwróćmy uwagę, aby punkty regulacji rozmieszczone były symetrycznie, po obu stronach – w przeciwnym razie szelki będą wciąż przesuwać się na psie.

Każde szelki, także te szyte na miarę, powinny mieć możliwość dopasowania do zmieniającego się ciała, w końcu każdemu psu może się zdarzyć przytyć lub schudnąć. Aby sprawdzić, czy szelki nie są zbyt ciasne, wsuńmy palec pomiędzy materiał a skórę psa: powinniśmy to zrobić bez problemu, ale też bez nadmiernego zapasu przestrzeni. Poświęćmy też chwilę, aby przyjrzeć się materiałowi, z którego szelki są wykonane – ważne, aby nie był zbyt szorstki ani sztywny. Poza tym, im większy pies, tym szersze powinny być paski materiału, z którego szelki są wykonane.

Pamiętajmy, że każde, nawet najlepsze szelki powinny być zdejmowane po spacerze. Sprzączki i klamry, służące do regulacji, nie przeszkadzają psu w ruchu, ale na pewno nie będą wygodne podczas odpoczynku.

Anna Gawryś – zoofizjoterapeutka i groomerka, członkini Polskiego Związku Zoofizjoterapeutów, na co dzień pracuje głównie z pacjentami po zabiegach ortopedycznych i psimi seniorami.

Autor: Anna Gawryś