Pies w filmie - Psy.pl

Pies w filmie

Pewnego pięknego dnia moja pani zabrała mnie na przejażdżkę autobusem. Nie wiedziałam, dokąd się wybieramy, ani że będą się tam działy dziwne rzeczy. Po prostu nie wiedziałam jak się kręci film

Wysiadłyśmy w okolicy, którą znałam już wcześniej – odwiedzałam tu mojego psiego kumpla. Ale tym razem pani skierowała kroki w inną stronę. Po chwili zauważyłam znajomą, która dawała mi smakołyki, kiedy byłam mała. Nie za darmo, musiałam na nie zapracować! Dobrze zapamiętałam te pyszności, dlatego od razu wsadziłam nos do jej kieszeni. Może trafi się jakiś smakołyk? Niestety, kieszeń była pusta

Zaczęłam rozglądać się wkoło. Było tu dużo ludzi, którzy chodzili w tę i z powrotem, nosili dziwne sprzęty i sprawiali wrażenie, że są czymś szalenie zajęci. Bardzo lubię ludzi, bo to w większości miłe i pożyteczne dla psów stworzenia, dlatego postanowiłam nawiązać trochę nowych przyjaźni. Wszyscy byli przemili, niektórzy nawet mnie głaskali, ale nie mieli dla mnie zbyt wiele czasu.
Zauważyłam, że na trawniku stanęła jakaś dziwna wysoka konstrukcja. Obok pojawiła się… psia buda. „Co tu robi buda dla psa?” – pomyślałam, ale nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo. Przyjechał też duży samochód z drabinami na dachu. Te wszystkie rzeczy nie zdziwiły mnie tak bardzo jak to, że w budzie położył się… człowiek. Ludzie mają czasami dziwne pomysły. Na wysoką konstrukcję wspiął się inny człowiek i zaczął patrzeć przez jakiś aparat. Pani, ta od smakołyków, kazała mi usiąść niedaleko budy. Usiadłam, tym bardziej, że w ręku pani pojawiły się pyszności.

Siedziałam tak sobie, bardzo skupiona na smakołykach, ślinka napływała mi do pyska, kiedy jednym uchem zanotowałam okrzyk: ,Akcja!”. Nagle… ojej! Jak grom z jasnego nieba spadła na mnie rzęsista ulewa! Nie rozumiałam skąd to się bierze! Przecież przed chwilą nie było żadnego deszczu! Owszem, uwielbiam wodę i pływanie, a deszcz to dla mnie pestka, ale to było tak zaskakujące, że aż się cofnęłam. Kawałek dalej ulewa się skończyła. To nie w porządku tak zaskakiwać psa.
A jednak… przed nosem znów poczułam cudowny zapach parówek. Kusiły, abym weszła ponownie w ten niby-deszcz. Wahałam się tylko przez chwilę i znów zalały mnie strumienie wody. Pani, ta od smakołyków, powiedziała, żebym siedziała, więc siedziałam. Obiecujący zapach parówek kręcił w nosie. Pani oddaliła się kawałek, a ja dalej siedziałam (czyż nie jestem dzielna?). Woda zalewała mi oczy i przylepiała uszy do głowy, ale starałam się nie spuszczać wzroku z pani.

W pewnej chwili moja pani, która stała obok budy, zaczęła do mnie mówić, dlatego patrzyłam w jej stronę. Jeszcze tylko chwila i… deszcz przestał padać, tak gwałtownie jak zaczął. Pani od smakołyków zwolniła mnie z siadu, dostałam nagrodę i byłam wolna! Zaczęłam szaleć i tarzać się po trawie. Myślałam, że to już koniec, ale całą zabawę powtórzyliśmy jeszcze kilka razy. Ostatecznie stwierdziłam, że nie jest to takie złe i warto przez chwilę posiedzieć w deszczu, oczywiście dla smakołyków.
Zresztą bycie mokrym dobrze robi na humor. Mokry pies (o czym zapewne wiecie) dostaje zwykle ataku głupawki, objawiającej się dzikimi biegami, skokami i tarzaniem. Było mi wesoło, a moja pani powiedziała, że może komuś pomożemy. Podobno mam zagrać w filmie telewizyjnym apelującym o pomoc dla powodzian.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *