Podróże z pazurem. Snupi odwiedził już 37 państw na 5 kontynentach!


Od sierpnia 2017 roku Iza i Piotr Miklaszewscy oraz ich pies Snupek są w podróży dookoła świata. Pandemia zatrzymała ich na dłużej w Meksyku.

Od sierpnia 2017 roku Iza i Piotr Miklaszewscy oraz ich pies Snupek są w podróży dookoła świata. Pandemia zatrzymała ich na dłużej w Meksyku.

Meksyk to kraj chichuahuy, czy Snupi zaprzyjaźnił się jakąś?

Piotr Miklaszewski: Mieszkamy obecnie na zamkniętym osiedlu na północy Meksyku i faktycznie, nasi sąsiedzi obok i naprzeciwko to chihuahuy. Ludzie mają ich zazwyczaj trzy, cztery, a przynajmniej dwie. Są one dość żwawe i lubią szczekać, dlatego sporo osób je trzyma, bo robią tu za alarm, ale nigdy nie wychodzą z nimi na spacery, więc są dodatkowo nabuzowane energią. A Snupek? On od zawsze wolał towarzystwo ludzi niż innych psów. Psie zabawy są często dla niego zbyt nudne czy brutalne, gdy chce się z nim bawić większy pies. Tym bardziej teraz, kiedy ma już 13 lat i masę najdziwniejszych doświadczeń (np. zjazd na 850 tyrolce, myślę, że wolałby to powtórzyć niż zabawy z psami). Czasem, raz na kilka miesięcy, zdarzy się, że poczuje więź z psem i się bawią jak szaleni – totalnie nie potrafi znaleźć w tym prawidłowości, bo raz to pies, raz suka, raz pies mniejszy, raz większy.

Podróże z pazurem
fot. www.instagram.com/podroze_z_pazurem

Jak Snupi znosi wysokie temperatury w Meksyku? Macie już z tym doświadczenie po Afryce…

PM: Po tym, jak ugrzęźliśmy w Gwatemali na osiem miesięcy podczas pandemii i zaczęliśmy prace nad powieścią komiksową, zdecydowaliśmy się porzucić autostop i kupić małą furgonetkę. To ona jest naszym domem od sierpnia 2020 roku, czasem tylko zatrzymujemy się na dłużej u życzliwych osób, które nas goszczą, czy na kempingach. Przejechaliśmy już prawie cały Meksyk, a przynajmniej od jego południowej granicy do północnej. Dyskomfort wysokich temperatur zależy od wilgotności powietrza. W miejscu gdzie jest 50 stopni, ale sucho, to tak długo, jak jest się w cieniu, nie jest nieprzyjemnie. Ale jeśli są „tylko” 33 stopnie, ale w klimacie wilgotnym (np. kolumbijskie wybrzeże czy Amazonia), to jest nie do wytrzymania… Nie wspomagamy się żadnymi wymyślnymi wynalazkami. Po prostu dbamy, by futro Snupka było wyczesane i zadbane, zawsze mamy wodę, zawsze tworzymy mu zacienione schronienie (np. z plecaków i karimaty, gdy łapaliśmy samochody na autostop przy drodze). Przede wszystkim ograniczamy aktywność w momencie największych upałów i nadrabiamy z samego rana lub wieczorem. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Snupek jest już mistrzem adaptacji i wie, że czasem trzeba przeczekać, a potem zostanie mu to wynagrodzone.

Podróże z pazurem
fot. www.instagram.com/podroze_z_pazurem

Snupi jako 13-latek nie jest już młodzieniaszkiem (choć kundelki są z reguły odporniejsze i dłużej sprawne), czy wciąż aktualne jest to, co piszesz na blogu, że niemal każdy pies ma większą wydolność niż nawet wysportowany człowiek? Czy to wy musicie nadążać za Snupim, czy jednak teraz on za wami?

PM: Każdy zdrowy pies i bez zdeformowań genetycznych! Jeszcze kilka dni temu, gdy ktoś usłyszał, że Snupi ma 13, to był pewien, że mówimy o miesiącach, a nie o latach. Takie reakcje mamy w zasadzie każdego tygodnia. Od dwóch lat mniej, bo Snupi już mocno posiwiał, ale to ciągle wulkan energii i nadal wiele osób myśli, że to po prostu jego umaszczenie. Jeszcze w zeszłym roku w Gwatemali bez problemu zdobył z nami 3900 m wulkan, podczas gdy Iza musiała iść spać na dwie godziny, by zwalczyć skutki choroby wysokościowej. Oczywiście on też ostatecznie poszedł spać, bo co innego miał robić? Dostrzegamy, że Snupi coraz mniej toleruje zimno i więcej śpi, ale gdy tylko dzieje się coś ciekawego, to widać u niego radość z tego powodu. My też się zestarzeliśmy, a przynajmniej znudziliśmy – podczas gdy dla niego niezmiennie każdy dzień jest cudem życia. Zatem w naszej relacji chyba ciągle ta proporcja jest zachowana i to my musimy nadążać za nim. Może gdybyśmy adaptowali 10-letniego psa w wieku 20 lat, to wtedy byłoby inaczej. Teraz my mamy 33 lata, a on 13.

Jaka anegdota z życia ze Snupim najbardziej utkwiła Wam w pamięci?

PM: Snupi nauczył nas tak wiele, że nie mam pojęcia. Drugie tyle nauczyło nas to, do czego Snupi się przyczynił – w tym sam pomysł na podróżowanie autostopem. Ale jedna z moich ulubionych anegdot to ta z Peru.
By dojść do Choquequirao (inkaskich zabytków nieopodal osławionego Machu Picchu). trzeba iść półtora dnia z wioski Cachora. To zapewne główny powód, dla którego miejsce to odwiedza w ciągu roku tyle turystów, co Machu Picchu w ciągu tygodnia (między 20-30 tys., dobrze widzicie – MP odwiedza rocznie między 1,5 do 2 mln ludzi). W wiosce Cachora bywają więc obcy, ale zazwyczaj przywożą ich dżipy agencji turystycznych, by zjedli tylko obiad, a potem jadą jeszcze kilka kilometrów dalej – do rozpoczęcia właściwego szlaku.

My marsz zaczęliśmy znacznie wcześniej, od skrzyżowania drogi dojazdowej z główną trasą, 14 km od wioski. Na szczęście, droga okazała się prowadzić wyłącznie w dół i mieć liczne skróty, przebiegające przez wyjątkowo swojskie tereny mieszkalne. Chałupki i ledwo trzymające się domki oddalone od siebie o kilkadziesiąt metrów. Okolica wyjątkowo ciekawa, trochę jak spacer po skansenie. Bo skoro Cachora to wiocha zabita dechami, to co dopiero jej „obrzeża?!

Mieliśmy z Izą na sobie wszystkie trekkingowe, kolorowe ubranka, plecaki, buty, no i Snupiego. Przystanęliśmy w końcu na przerwę. Zainteresowana naszą obecność staruszka wyszła z chałupki. Nie mam pojęcia ile mogła mieć lat, to bardzo trudno oszacować w takich krajach, zwłaszcza w takich zakątkach. Czasem te babcie mają 90 lat i zasuwają jak mrówki, a czasem mają tylko 70, ale trudy życia sprawiły, że wyglądają już na 90. Mówiła trochę po hiszpańsku, bo w takich miejscach często ludzie mówią tylko w quechua (pozostałości języka Inków i wcześniejszych cywilizacji), na dodatek w lokalnym dialekcie. Niemniej jej akcent i modyfikacja słów sprawiały, że trudno się z nią rozmawiało. Zapytała, czy Snupi jest chory. Przerażeni pomyśleliśmy: „Coś mu jest, a my nie zauważyliśmy?! Coś ma spuchnięte, coś mu cieknie z nosa, coś z okiem, gdzieś krwawi?!”, i zaczęliśmy mu się przyglądać , ale stwierdziliśmy, że wszystko wygląda w porządku. Pytamy, więc: „Dlaczego miałby być chory?”. Babuszka odpowiada „Bo nie ma zielonej obróżki!”. W wielu miejscach w Peru zielona obróżka jest zakładana bezpańskim czy na półbezpańskim psom – które mają właścicieli, ale spędzają większość czasu na ulicy – gdy otrzymają szczepionkę na wściekliznę.

Czy to nie… intrygujące: starowinka widzi nas – białych, z jasnymi włosami, wysokich (no bez przesady, ale w porównaniu do lokalnych), widzi te nasze wszystkie śmieszne ubranka i gadżety, jakieś dziwaczne plecaki, że wodę pijemy przez jakiś dziwny plastik (filtr słomkowy), słyszy, że nie mówimy nawet tym samym hiszpańskim, a tym którym mówimy, to i tak ledwo. Zdążyliśmy jej też wcześniej napomknąć, że Polska to w Europie – i nieważne jest, czy ona ma jakiekolwiek pojęcie gdzie to jest, czy to kraj, osobny kontynent, ale na pewno ma jakąś świadomość, że to gdzieś daleko stąd. Nawet nasz pies wygląda inaczej niż większość psów w okolicy. Mimo tych wszystkich różnic z jakichś powodów kobieta sądziła, że tam, skąd pochodzimy, psy też dostają zielone obróżki, gdy dostają lekarstwo.

Frapujące, prawda? To teraz zastanów się, czy nie jesteś taką babuleńką, a zielona obróżka twoim wyobrażeniem o świecie. Oceniając coś, budując swoje przeświadczenie o czymś, wypowiadając się w jakimkolwiek temacie, miej świadomość, że nie ma jednej uniwersalnej rzeczywistości. Że to, co wiesz, jest zapewne znikomym procentem pełnej wiedzy. Że świat nie jest taki, jaki jest pod twoim nosem. Nie mierzy się całej rzeczywistość swoimi ograniczonymi doświadczeniami.

CHWILA NA PRZEMYŚLENIA, bo poniżej druga część puenty, która przyszła przypadkowo, a nie chcę, żeby zaburzyła pierwszą.

I mówiąc to, wcale nie chcę przekonywać, że wszystkie wartości i style życia są równe, równie dobre i równie wartościowe. Nie! Nie wszystkie wartości mogą funkcjonować równoprawnie. Jednocześnie nic, ani nikt, w życiu nie jest czarne (złe) albo białe (dobre). To nie znaczy, że te kolory nie występują. To znaczy tyle, że są wymieszane, i budują coś mniej lub bardziej szare, ALE… Ale jak przybliży się wystarczająco mocno, pozna coś wystarczająco mocno, to dostrzeże się wciąż widoczne cząstki białego i czarnego, a kolor każdej z nich z czegoś wynika i ciągle może się zmienić. Zdobywaj cząstki poprzez wiedzę i doświadczenia, a wtedy przekonaj się, czy to takie proste malować na biało i czy na pewno malujesz w kolorze, w jakim ci się wydaje.

Podróże z pazurem
fot. www.instagram.com/podroze_z_pazurem

Którą z form podróżowania Snupi lubi najbardziej: jacht, łódź, bus, samolot?

PM: Autokary chyba najmniej, bo w nich zazwyczaj musi być cały czas w swoim transporterze. Samolot w kabinie pasażerskiej to były nudy, ale na pewno było mu tam przyjemnie: mało drgań, klimatyzacja. Lubi samochody, bo lubi poznawać nowe osoby, często połączone z drapankiem, ale zaczęły go nudzić chyba już. Za to ogromnie pokochał naszą furgonetkę. Uwielbia ją, może dlatego, że właśnie jest już trochę starszy i kiedy chce wyglądać przez okno wygląda, kiedy chce spać, śpi. Nie ma co chwilę pobudek na zmiany samochodu, tylko jedziemy ciągiem kilka godzin. No i nasz van jest wysoki, więc widać w nim dużo więcej, uwielbia teraz wyglądać przez szybę. Chyba każdy środek lokomocji ma swoje mocne strony,  ale gdyby miał wybrać jeden, to chyba wygrywa dinghy – czyli dmuchany ponton z silnikiem, którym płynie się z jachtu do lądu i z powrotem, kiedy łódka stoi na kotwicy. Nie ma dla Snupka znaczenia, czy płynie na ląd, czy z powrotem na łódkę, to jest po prostu ekstra przejażdżka. Oj tak, gdy tylko słyszy dźwięk silnika dinghy, od razu chce wskakiwać i płynąć – zdarzały się dziesiątki razy, że tak wskakiwał do obcych osób. A gdy już płynie, to staje wtedy na dziobie dinghy i łapie zapachy w nos i wiatr w futerko. Przypuszczam jednak, że więcej niż 15 minut, przestałoby mu pasować, bo wieje podczas takiej przejażdżki bardzo mocno i nieustannie. No i jeśli fale są wysokie, to można się nieźle zmoczyć, a Snupek mokry być nie lubi.

Podróże z psazurem
fot. www.instagram.com/podroze_z_pazurem

Pracujecie nad nowym komiksem, możesz zdradzić, co będzie jego tematem, to kontynuacja historii podróży? Kiedy się ukaże?

PM: Tak, to kontynuacja dalszych losów z pierwszej części „Podróże z pazurem – Historia łapą pisana”. Wsiadamy na prom na południu Hiszpanii i rozpoczynamy naszą przygodę z Marokiem. Podróże niesamowicie kształcą i otwierają rozum. Czytelnik będzie to odkrywał razem z nami i poprzez nasze historie, pozna bliżej Maroko: kulturę, niuanse, w tym to, że nie jest krajem arabskim. Dzięki dialogom, interakcją bohaterów i kolorowym ilustracjom, dużo łatwiej wczuć się w klimat historii, przenieść w zupełnie inny świat a nawet poczuć, jak to jest podróżować z plecakiem . Oprócz rozrywki, staramy się naszym komiksem nieść treść dużo ważniejszą, która skłoni do przemyśleń. Nasza historia jest takim spoiwem i fundamentem, bo głównym przekazem jest pokazanie różnorodności świata i oswajanie z nią. Chcemy uświadamiać w nim o problemach społecznych, ekologicznych, i to, że w wielu aspektach, nie powinniśmy zostawiać bierni. Komiks jest dedykowany dla osób powyżej ósmego roku życia, bo do zrozumienia wielu przekazów, trzeba mieć już jakieś podłoże informacyjne, bądź cierpliwego rodzica, który wszystko wytłumaczy. Choć, myślimy, że młodsze dzieci, też tam znajdą coś dla siebie, będą się cieszyły warstwą rysunku i samą historią. Sądzę, że nawet dorośli

Komiks „Podróże z Pazurem – Kalima nosi piaski Sahary” lada moment powinien się ukazać w przedsprzedaży i wtedy w okolicach 21 kwietnia powinien trafić do rąk czytelników. Wtedy też ruszy właściwa sprzedaż.

rozmawiała Magdalena Ciszewska

zdjęcie główne: www.instagram.com/podroze_z_pazurem

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments