Prawie na pewno nie wdepniesz w psią kupę w Koszalinie

Skuteczne działania zachęcające opiekunów psów w Koszalinie do przestrzegania prawa, jeśli chodzi o utrzymanie czystości w mieście, prowadzi od 2011 roku straż miejska. W ramach akcji „Czysty poranek” w niektóre dni funkcjonariusze straży rozpoczynają pracę godzinę wcześniej niż zwykle, czyli o 6 rano. Przez dwie godziny patrolują wybrany obszar, skupiając się głównie na właścicielach wyprowadzających w tym czasie na poranny spacer swoje psy. Mają w rękach ulotki wydrukowane przez Urząd Miasta, które zawierają instrukcję, jak pozbywać się psich kup. Te ulotki są dobrym pretekstem do rozpoczęcia rozmowy, a zabrane do domu przypominają opiekunom psów o ich obowiązkach. Strażnicy sprawdzają przy okazji, czy spacerujący z psem jest wyposażony w cokolwiek, co służyłoby do posprzątania po pupilu.

Osoby pozostawiające psie odchody lub puszczające psa luzem w miejscu publicznym są karane mandatem w wysokości 50-100 zł, ale zgodnie z ustawą może on wynosić nawet 500 zł. – Staramy się dostosować kwoty do skali wykroczenia – mówi Piotr Simiński, komendant Straży Miejskiej w Koszalinie – ale i tak są one na tyle dotkliwe, że spełniają swoją dyscyplinującą rolę. Ukarani zazwyczaj przyjmują mandaty, przyznając, że źle zrobili. Ale, co najważniejsze, w przyszłości nie łamią już prawa.

      

Akcja jest prowadzona od 2011 roku. Gwarancją jej skuteczności jest to, że nigdy nie wiadomo, w jaki dzień i w jakim miejscu pojawią się pracownicy straży miejskiej. Zwykle reagują na sygnały mieszkańców, że w danym rejonie są problemy ze sprzątaniem odchodów lub puszczaniem psów luzem.

Kilka lat temu było bardzo dużo takich interwencji, dzisiaj rzadko można spotkać osoby z psem, który nie jest prowadzony na smyczy – dodaje komendant Simiński – a sprzątanie po pupilach staje się nawykiem.

W ocenie komendanta ok. 70 proc. opiekunów psów nosi ze sobą woreczki, łopatki czy rękawiczki potrzebne do posprzątania po pupilu. – Naszym sukcesem jest też to, że niemal zupełnie zaniknął zwyczaj wypuszczania psa luzem – dodaje komendant – ludzie szli na łatwiznę i rano otwierali drzwi domu czy mieszkania, żeby czworonóg sam sobie pobiegał. Często taki czworonożny spacerowicz bez pana trafiał na strażnika miejskiego i jak po sznurku prowadził go do swojego domu. A tam właściciela psa czekała niemiła niespodzianka, czyli grzywna. Dlatego teraz już nie ryzykują. PK