Proszę natychmiast…


O pomniku, który zmienił się w żywego psa, psich kupach w kieszeni i o tym, co ma wspólnego Elvis Presley z Marleyem vel Maniusiem - opowiada dziennikarka Maria Szabłowska.

Takiego mądrego psa w życiu nie widziałam! – tak pani Mila podsumowała pewne zabawne zdarzenie. Otóż Maniuś, mój terier szkocki, nie znosi warczącego odkurzacza, czemu daje często wyraz, rzucając się na niego. Nasze wysiłki wychowawcze w tym zakresie okazały się bezskutecznie. Kiedy więc pani Mila przyszła posprzątać nasz dom, wolałam uprzedzić ją o wrażliwości szkota. I dobrze się stało, że ją na to przygotowałam, ponieważ gdy tylko włączyła odkurzacz, Maniuś przypuścił na niego atak. Wtedy ona ze stoickim spokojem, choć bardzo zdecydowanie, przemówiła do niego tymi słowy: „Proszę natychmiast przestać rzucać się na odkurzacz i wyjść do drugiego pokoju!”. Na co Maniuś jak zaczarowany odwrócił się na pięcie i wyszedł.

To zdarzenie utwierdziło mnie w przekonaniu, że do psa należy zwracać się pełnymi zdaniami, a nie tylko za pomocą krótkich poleceń. Dlatego bardzo dużo rozmawiam z Maniusiem i z radością odnotowuję, że on, choć ma dopiero dwa lata, coraz więcej rozumie. Takie podejście do psa zalecają także Paul Loeb i Suzanne Hlavacek, autorzy książki „Mądrzejsze niż myślisz”, która służy mi za przewodnik po psiej duszy. Jest tu wiele przykładów z życia wziętych, które pokazują, jak pies myśli, czuje i reaguje na nasze zachowania.

W młodości, aby zrozumieć, o czym śpiewał mój idol Elvis Presley, nauczyłam się angielskiego, teraz, aby dobrze rozumieć mojego psa, czytam książki o czworonogach. Lubię opowieści, których bohaterami są psy, takie jak „Marley i ja” Johna Grogana, ale moją ulubioną książką jest „Timbuktu” Paula Austera, napisana z punktu widzenia psa. Zadziwiające, jak autor potrafił wniknąć w psychikę czworonoga. Każdy właściciel psa powinien ją przeczytać. Nawet jeśli jego pupil, tak jak nasz Maniuś, nie sprawia prawie żadnych kłopotów.

Maria Szabłowska
fot. Celestyna Król

Graficzny pies

W szkotach zakochałam się z dwóch powodów. Najpierw podczas pobytu na stypendium w Waszyngtonie długo nie mogłam oderwać oczu od pieska z brązu, który stoi obok pomnika prezydenta Franklina Delano Roosevelta. Później się dowiedziałam, że w ten sposób został upamiętniony ukochany terier szkocki prezydenta o imieniu Fala, który towarzyszył mu przez wiele lat nawet podczas ważnych wydarzeń politycznych, a gdy grano hymn narodowy, robił stójkę i trwał w tej pozycji do ostatniej nuty. Zwróciłam też wtedy uwagę na wyjątkowo graficzną sylwetkę tej rasy. Widać to doskonale w rysunkach małych dzieci – ich psy przypominają właśnie szkoty. Drugim powodem mojego zauroczenia rasą był Dżip, terier szkocki należący do moich znajomych.

No wychodź, chcę spać

Maniuś, w rodowodzie Marley, jest naszym drugim szkotem (pierwszy był Nestor, który towarzyszył nam przez 13 lat). Po tych moich wieloletnich doświadczeniach mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że szkot jest pieskiem niekłopotliwym, radosnym i poręcznym. Ani za mały, ani za duży. Nie za ciężki, ale też nie tak lekki jak choćby york. Walcowaty tułów i zwarta budowa ciała sprawiają, że mimo niedużego wzrostu może uchodzić za prawdziwego psa. W ogóle nie znam problemu, co zrobić z psem, kiedy wychodzę, ponieważ Maniek chętnie zostaje sam w domu. Czasem nawet czuję presję z jego strony, bo kiedy zbyt długo szykuję się do wyjścia, ostentacyjnie układa się na swoim posłaniu i patrzy na mnie tak, jakby chciał zapytać, co ja tam jeszcze robię, kiedy on już chce spać.

Maria Szabłowska
fot. Celestyna Król

Kocha nawet listonosza

Szkoty, jak większość terierów, rzadko potrafią zgodzić się z innymi psami. Przy tym są bardzo honorowe i nie odpuszczą najcichszego mruknięcia pobratymców. Maniuś zwykle sam prowokuje, i to szczególnie tych potężniejszych. Dlatego wolimy przechodzić na drugą stronę ulicy, kiedy widzimy nieznajomego czworonoga. Z drugiej jednak strony, jeśli polubi jakiegoś psa, to przyjaźń kwitnie. W okolicy ma dwóch przyjaciół: jamnika króliczego Buzia i czarnego wodołaza o imieniu Maciuś. Biegnie do nich radośnie i razem szaleją do upadłego.

Ma też przyjaciółkę weimarkę Nelę, której właścicielką jest córka męża. Kiedy wpadają do nas na obiad, zawczasu przestawiam wazony i inne kruche bibeloty na wyższe półki, bo nasze psiaki uwielbiają się gonić. Całe to zamieszanie rekompensuje frajda, którą daje nam przyglądanie się tej psiej przyjaźni, szczególnie po zabawie, kiedy zmęczone kładą się blisko siebie, tworząc piękny szaro-czarny obrazek.
Maniuś kocha też ludzi, wszystkich bez wyjątku, nawet listonosza. I nie można jasno powiedzieć, czy to pies bardziej mój, czy męża, ponieważ każde z nas ma miejsce w jego sercu, także córka, która już z nami nie mieszka.

Jeśli pojawia się w domu ktoś obcy, Maniuś ocenia, czy zabawa będzie od razu, czy trzeba trochę poczekać. Zwykle kręci się dookoła gościa z piłką lub inną ulubioną zabawką. Na początku nie jest nachalny, ale gdy już rozbawi się na dobre, to trudno się od niego uwolnić.

Kupa w kieszeni

Maniusiowi nie grozi nadwaga, ponieważ uwielbia spacery. Wychodzimy na nie kilka razy dziennie. Jeśli zdarzy nam się zaczytać w książkach i przerwa między spacerami robi się zbyt długa, nasz podopieczny nam się przypomina. Ściąga wiszącą w przedpokoju smycz i trzymając ją w pysku, przychodzi do mnie i patrzy tak rozczulającym wzrokiem, że rzucam wszystko i wychodzimy. Oczywiście nie do ogródka, bo to jest miejsce tylko na poranną toaletę.

Idziemy na prawdziwy spacer. Obowiązkowo z woreczkami na kupki w kieszeni. Niestety, nie wszyscy mają nawyk sprzątania po swoim psie. Inna sprawa, że koszy u nas jak na lekarstwo. W Londynie czy w Nowym Jorku koszy nie brakuje, a kto nie sprząta, płaci wysokie kary. Na Helu, dokąd często jeździmy przed sezonem, postawiono budki z woreczkami, ale płatnymi. Kto wychodząc z psem na spacer, zabiera pieniądze? Poza tym nie było nigdzie kosza, żeby woreczek wyrzucić. To kolejny pomysł jakiegoś urzędnika, który z pewnością nie ma psa. Zatem zarówno na Helu, jak i w wielu innych miejscach wracam ze spaceru nie tylko z psem, ale także z jego kupą w kieszeni.

Nestor w czołówce

Lubię podkreślać, że jestem właścicielką teriera szkockiego. Mam kolczyki ze szkotem i śliczną broszkę, którą dostałam od Hanki Bakuły. Namalowała też obrazek ze szkotem, który podarowała mojemu mężowi. A u mnie w pracy wisi rysunek teriera szkockiego, który Hanka nabazgrała długopisem na kartce, gdy kiedyś zaprosiłam ją do rozmowy na żywo w radiu.
Mam też dwie porcelanowe figurki z Ćmielowa, który jest znany z tego, że w fabryce porcelany jeszcze za czasów prezydenta Reagana (także właściciela szkota) wymyślono limitowaną serię figurek przedstawiających psy tej rasy. No i mój Nestor zainspirował autora czołówki „Wideoteki dorosłego człowieka” i pojawia się w niej szkot.

Inni ludzie

Coś magicznego musi być w terierach szkockich, skoro tyle wyjątkowych osób właśnie je wybierało na swoich pupili. Są wśród nich wszak prezydenci Franklin D. Roosevelt, Ronald Reagan i George W. Bush, aktorzy Humphrey Bogart i Liza Minnelli, a także królowa Wiktoria.
Ale nie trzeba szukać daleko. Pięknego teriera szkockiego Tytusa mieli państwo Kaczyńscy. Utkwiło mi w pamięci wzruszające pożegnanie, jakie Maria Kaczyńska napisała na swej stronie WWW po jego śmierci. Niektóre gazety ostro to skrytykowały, zarzucając jej, że tak po ludzku żegna się z psem. A ja doskonale ją rozumiałam, bo przecież pies jest domownikiem, członkiem rodziny. Jesteśmy do niego przywiązani, kochamy go, odczuwamy więc boleśnie jego stratę. Ale to potrafią zrozumieć tylko ludzie, którzy mają lub kiedykolwiek mieli psy. Bo według mnie to są zupełnie inni ludzie.

Maria Szabłowska
Dziennikarka muzyczna, arabistka z wykształcenia, prowadzi w radiu „Muzyczną Jedynkę” i w telewizji „Wideotekę dorosłego człowieka”, autorka książek „Elvis – amerykański sen”, „Cały ten big beat”.