Przychodzi pies do lekarza - Psy.pl

Przychodzi pies do lekarza

Polacy znani są z biegłości w medycynie i polityce. Domorosłej oczywiście. Poza tym popadamy w skrajności. Albo kochamy, albo nienawidzimy.

Albo nie wychodzimy z gabinetu lekarskiego, albo trafiamy tam jedynie dowiezieni karetką zwanej erką. I to nieprzytomni. A po odzyskaniu przytomności i tak wiemy lepiej od lekarza, jak się leczyć. Wszystkie te zachowania przenosimy na zwierzęta. 

Znam wielu opiekunów zadręczających psy różnymi terapiami i takich, którzy szukają pomocy lekarza, gdy pies już kona. Jedno i drugie zachowanie jest złe i tym bardziej oburzające, że dotyczy istoty w stu procentach zależnej od człowieka. Ten nigdy nie powinien zapominać, że pies pójdzie za nim wszędzie. Nawet do piekła czy na stół operacyjny.

Nie umniejszam tu roli stołu. W ogromnej większości zabiegów ratuje życie. Sama często przy nim staję. Mam wówczas na względzie tylko dobro mojego pacjenta. Stół lekarza weterynarii – i to niekoniecznie operacyjny – zawsze jest jednak dla psa miejscem stresującym. Tak jak nie trzeba nadużywać leków, tak samo psa trzeba stawiać na stół w gabinecie wtedy, gdy potrzeba jest rzeczywista.

Profilaktyka nigdy nie może być doszukiwaniem się chorób. Ma przed nimi strzec, ale nie zapominajmy, że są takie, którym nie uciekniemy. Mam tu na myśli dolegliwości związanie z wiekiem lub genetycznym zapisem rasy. Są również choroby, z którymi musimy się pogodzić, a nawet zaprzyjaźnić. Dotyczy to w takim samym stopniu ludzi i zwierząt. Jeśli ktoś urodzi się z wadą wzroku, skazany jest na okulary. Alergik będzie musiał unikać alergenów, a po utracie nogi zostanie tylko proteza. W przypadku osób czworonożnych przeważnie niepotrzebna.

Większość opiekunów psów pamięta o profilaktycznych szczepieniach i ochronie przed pasożytami, ale to nie wszystko. Równie ważne jest odżywianie. Mawia się: Jesteś tym, co jesz. I wcale nie mam tu na myśli tego, co wymieniono na opakowaniu gotowego jedzenia. Zdrowe jedzenie musi być zgodne z zapotrzebowaniem gatunkowym i jak najmniej przetworzone. Nawet gotowanie obniża jego wartość. Ani ludzkie, ani zwierzęce żołądki nie są przygotowane na E-ileś tam i frytki. Ponad 90 proc. współczesnych chorób ma swe źródło w żywieniu. Wszystko zaczęło się wraz z fast foodami dla ludzi i zwierząt.

Pomyliło nam się „łatwe” ze „zdrowym”. Łatwizna wdarła się w większość aspektów życia. Chcemy mieć pigułkę na szczęście i zdrowie. Nie godzimy się ze starością i chorobą. To nasza sprawa, ale nie róbmy tego zwierzętom.

Każda żywa istota ma prawo do słabości i jesieni życia, a potem śmierci. Nie ma na to tabletki ani zastrzyku. Ileż to razy tłumaczę opiekunom psów i kotów, że leczymy pacjenta, a nie wyniki badań. Pies ma piętnaście lat i złe wyniki badań, ale czuje się znakomicie. Dopisuje mu humor i apetyt. I to jest ważne, a nie papier z zawyżoną aktywnością enzymów wątrobowych. Nadgorliwość w leczeniu może być zabójcza. Stąd wziął się gorzki żart, że pacjent przeżył mimo leczenia. Niedawno odwiedziła mój gabinet zdenerwowana opiekunka małego kundelka. Już w drzwiach zażądała natychmiastowego odrobaczenia psa. – Co się stało? – zapytałam. – Przed chwilą połknął muchę!

Innym razem pewien pan tłumaczył mi, że nie może wykastrować swojej suczki, bo nie miała szczeniaków. Zapytałam, czy je planuje. Odpowiedział, że nie, ale jeśli się wykastruje suczkę, która nie została matką, straci ona swoją „kobiecość”. Z pewnością był przekonany, że stosuje profilaktykę kobiecości. Jestem i zawsze byłam zwolenniczką zdrowego rozsądku. Należy się nim kierować w każdej dziedzinie życia. Jedną z nich jest szukanie prawdy u specjalistów, a nie u Goździkowej. Cóż, kiedy Polak zawsze wie lepiej. Wystarczy podsłuchać rozmowy w gabinecie lekarskim.

Autor: Dorota Sumińska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *