Psia wierność w okopach - Psy.pl - mamy nosa!

Psia wierność w okopach

Podczas II wojny światowej psy walczyły w szeregach wszystkich stron konfliktu

Czym jest wojna, psy wiedzą od dawna. By się o tym przekonać, wystarczy obejrzeć egipskie malowidła ścienne sprzed 6000 lat, przeczytać „Odyseję” Homera czy wspomnienia Napoleona o psie spoczywającym obok zabitego żołnierza. Ogromną pomocą czworonogi były też na frontach II wojny światowej, choć początkowo uważano, że w dobie tak dużego zmechanizowania na polu walki nie okażą się przydatne. Szybko jednak udowodniły, że są niezastąpione.

Bamse – psycholog w marynarskiej czapce
Do dziś najsłynniejszym psem w Norwegii jest Bamse, potężny bernardyn, który stał się symbolem oporu przeciwko III Rzeszy. Już jako szczeniak uczestniczył w morskich podróżach, bo jego właściciel – kapitan statku – często zabierał go w rejsy. Gdy Norwegia została zaatakowana, Bamse trafił wraz ze swoim panem do wojska. Po jej klęsce wraz z resztą załogi ewakuowano go do Wielkiej Brytanii – to był początek wojennej tułaczki.
Dzięki swemu miłemu usposobieniu Bamse podnosił morale załogi – chętnie uczestniczył na przykład w okrętowych zabawach: grał z marynarzami w piłkę nożną lub po prostu ochoczo biegał za piłką po pokładzie. Podobno podczas działań bojowych stał niewzruszony na dziobie okrętu w marynarskiej czapce podarowanej mu przez załogę.
Bamse szybko zaskarbił sobie sympatię w szkockich portach, w których okręt często cumował. Wzbudzał też zdziwienie, bo sam poruszał się po okolicy. Troskliwa załoga wykupiła mu nawet bilet miesięczny na autobus, którym podróżował na własną łapę…
W portowych knajpkach Bamse stawał w obronie marynarzy ze swojego okrętu. Kiedyś uratował życie oficerowi, na którego rzucił się napastnik z nożem. Pies bez wahania dopadł agresora i popchnął go tak, że ten wpadł do wody. Innym razem wyciągnął z niej tonącego marynarza.
Bamse nie doczekał niestety końca wojny. Przeżył wiele męczących rejsów i niemieckich ataków, lecz w lipcu 1944 r. przegrał batalię z własnym sercem. Trumna psa została owinięta w norweską flagę. Uroczysty pogrzeb odbył się w asyście załogi statku, setek dzieci oraz sześciu norweskich okrętów. Świadkowie twierdzą, że mężczyźni, którzy przeżyli koszmar wojny, rozłąkę z rodzinami i wygnanie, nie wstydzili się łez. Upływ lat nie zamazał pamięci o Bamse – w 40. i 50. rocznicę jego śmierci na miejsce pochówku przypłynęły norweskie okręty podwodne, aby złożyć hołd czworonożnemu bohaterowi.

Chips – pogromca Włochów
Gdy w 1941 r. Stany Zjednoczone włączyły się do wojny, wielu obywateli przekazało wojsku swe psy. Jednym z nich był Edward J. Wren, który w 1942 r. oddał swojego ulubieńca Chipsa, mieszańca owczarka niemieckiego, collie i husky. Po intensywnym szkoleniu na psa wartowniczego Chips wraz z innymi czworonogami popłynął za ocean.
Po zakończeniu rejsu pies wraz z 3. Dywizją Piechoty uczestniczył w walkach w Afryce Północnej. Tam spotkał go największy zaszczyt – pełnił służbę wartowniczą podczas konferencji w Casablance z udziałem prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina D. Roosevelta i premiera Wielkiej Brytanii Winstona Churchilla.
Podczas swej wojennej tułaczki Chips trafił też na Sycylię. Podczas ciężkich walk o wyspę wyrwał się opiekunowi i sam ruszył na ukryte włoskie stanowisko broni maszynowej. Zaskoczona załoga przerwała ostrzeliwanie przeciwnika i poddała się czworonogowi. Lekko ranny pies jeszcze tego samego dnia ostrzegł swój oddział przed zasadzką, czym przyczynił się do wzięcia w niewolę kolejnych dziesięciu Włochów.
Za swoje bohaterskie czyny Chips miał otrzymać Purpurowe Serce i Srebrną Gwiazdę. Jak napisał dowódca 3. Dywizji Piechoty generał major Lucian Truscott: „Chips wykazał się niezwykłą odwagą, a jego służba wojskowa zasługuje na najwyższe uznanie”. Niestety przełożeni dowódcy dywizji uznali, że przyznanie medali psu – nawet tak zasłużonemu jak Chips – jest niemożliwe. Czworonożny bohater w glorii wrócił do swej rodziny w 1945 r., jednak niezbyt długo cieszył się jej miłością. Z powodu wojennych ran zmarł zaledwie siedem miesięcy później.

Bohaterowie Pacyfiku
Czworonogom przyszło walczyć także w trudnym ze względu na warunki klimatyczne – m.in. wysoką wilgotność – rejonie Pacyfiku. Psie oddziały uczestniczyły w starciach na wyspach Guam, Saipan, Peleliu i Iwo Jima. Psi pluton wspierał również walczących na Bougainville – największej wyspie archipelagu Wysp Salomona. Czworonogi przystąpiły do walki już 1 listopada 1943 r., raptem godzinę po tym jak pierwsi żołnierze US Marines zeszli na brzeg. Na początku traktowano je jak ciekawostkę. „Po lądowaniu czuliśmy się zagubieni. Każdy patrzył się na nas z zainteresowaniem, zastanawiając się, co niby mamy tutaj robić” – wspomina porucznik A. Henderson, ówczesny dowódca psiego plutonu. Wątpliwości znikły, gdy psy potwierdziły swoją przydatność. Szczególną sławę zyskał czarny doberman Andy, który już pierwszego dnia otrzymał rozkaz poprowadzenia całej kompanii podczas rozpoznania w głąb wyspy. Nie było to jednak zadanie łatwe – Japończycy byli dobrze przygotowani na pojawienie się Amerykanów. Gdyby nie pomoc psów – w tym Andy"ego – straty byłyby duże. Psy szły na przedzie patrolu wraz ze swoimi przewodnikami, ostrzegając przed niebezpieczeństwem. Za każdym razem Andy nieruchomiał po wykryciu wroga – żadne maskowanie nie mogło oszukać jego nosa. Dzięki niemu już pierwszego dnia ta właśnie kompania zdobyła większy obszar niż pozostałe walczące na wyspie.
Oprócz Andy"ego na Bougainville walczył także Jack, owczarek pełniący funkcję kuriera. Pomimo odniesionych ran przenosił wiadomości między posterunkami. Było to niezwykle cenne, bo w gęstej dżungli system radiowy nie działał, a saperzy nie zdążyli jeszcze położyć kabli telefonicznych. Psy stanowiły więc jedyne źródło komunikacji. Innym takim psem był Caesar, który przenosił rozkazy między wysuniętymi oddziałami a dowództwem batalionu. Szybko okazało się, że jest on nie tylko idealnym kurierem, ale także wartownikiem. Gdy więc Japończycy próbowali podejść do śpiących Amerykanów, Caesar zaalarmował swego opiekuna. Ten zauważył nadlatujący w stronę amerykańskiego okopu granat i udało mu się go złapać i odrzucić. Gdy Caesar został ranny i musiano go ewakuować na noszach, donosiła o tym amerykańska prasa. Psa dosięgły dwie kule japońskiego snajpera. Odnaleziono go ciężko rannego w krzakach, gdy próbował się doczołgać do opiekuna. Za swe zasługi został awansowany do stopnia sierżanta.
Niewątpliwie gdyby nie pomoc psów, straty Amerykanów byłyby dużo większe. Nie zapomniano o ich oddaniu – psy z Pacyfiku doczekały się pomnika. „Ludzie często pytają, po co tyle zachodu dla jakichś psów, które nie żyją od ponad 50 lat. Odpowiadam zawsze tak samo: te psy walczyły w okopach razem ze swoimi opiekunami” – tłumaczył dr William W. Putney, emerytowany lekarz weterynarii i opiekun psów podczas walk na Pacyfiku. – „To, że zginęły za nas, czyni z nich bohaterów. Uratowały życie setkom żołnierzy”. W samej tylko bitwie o Guam na Pacyfiku zginęło czternaście czworonogów, a dziesięć kolejnych zmarło z powodu chorób lub wycieńczenia. Symbolem „diabelskich psów” – jak nazywano te walczące na Pacyfiku w jednostkach US Marines – jest Kurt. Ten doberman ocalił na Guamie życie 250 marines, ostrzegając o ukrytych pozycjach Japończyków. Trudno chyba o lepszy przykład zrealizowania motta amerykańskiej piechoty morskiej – „Semper Fidelis” – „Zawsze wierni”.

Czworonożni kamikadze
Na najbardziej niehumanitarny pomysł wykorzystania psów na wojnie wpadli Sowieci. Prowadzili eksperymenty nad stworzeniem psów „przeciwpancernych”. Najpierw je głodzono, a następnie mocowano im na grzbiecie ładunek wybuchowy i karmiono pod czołgami. W ten sposób uczono je, gdzie mają szukać jedzenia. Miały stać się swoistymi kamikadze… W praktyce okazało się, że psy nie rozróżniają czołgów i często zamiast pod pojazdy wroga wchodziły pod sowieckie, gdzie następowała detonacja. Amerykanie prowadzili wprawdzie podobne eksperymenty, jednak w odróżnieniu od Sowietów nigdy nie wcielili ich w życie na wojnie.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *