Pupile ratują ludzi - Psy.pl

Pupile ratują ludzi

Charakterystyczna, pomarańczowa łódka, na niej widoczne już z oddali czerwone koszulki ratowników i jeden ogromny, czarny pies pomiędzy nimi – taki obrazek przy odrobinie szczęścia można zobaczyć, spacerując wrocławskim brzegiem Odry. To członkowie Grupy Operacyjnej Dolnośląskiego WOPR-u

W Sekcji Psów Ratowniczych wrocławskiego WOPR-u jest kilkanaście psów pracujących i uczących się. – Nasza przygoda z psami zaczęła się od współpracy ze stowarzyszeniem Terranova (istniejąca od 2004 roku organizacja zajmująca się m.in. szkoleniem psów do pracy w ratownictwie wodnym – przyp. red) – opowiada Ewa Kucharczyk z Grupy Operacyjnej Dolnośląskiego WOPR-u. Z czasem ich drogi się rozeszły, ale kilka osób ze stowarzyszenia zostało w WOPR-ze i stworzyło Sekcję Psów Ratowniczych.
Wszystkie psy we wrocławskim WOPR-ze należą do ratowników. – To nasze prywatne psy. Jesteśmy wolontariuszami, ochotnikami, praca z psami nie przynosi nam żadnych finansowych korzyści – mówi Anna Iskrzycka, właścicielka biszkoptowego labradora, także pracującego z dolnośląskimi ratownikami. Sama go wybrała, ale przez pierwszy rok życia psiak był finansowany przez program „Pomóżmy razem”. – Jest to program współfinansowany w Polsce przez producenta marki Velvet. Velvet kupuje psy, wyłącznie biszkoptowe labradory, które są potem wykorzystywane np. w policji,  dogoterapii czy właśnie w WOPR-ze – wyjaśnia Ania.

Niufki górą!

W ratownictwie wodnym najpopularniejszą rasą są jednak nowofundlandy. – Mają szerszy zakres ruchu przednich łap, odpowiednio przystosowane stawy, większe błony między palcami, dużą masę, dzięki której lepiej się im pływa, są silniejsze od innych psów. Ich sierść jest specyficzna, nie nasiąka tak bardzo wodą. Poza tym te psy uwielbiają pływać – wylicza zalety rasy Ewa.
Istnieje szereg testów sprawdzających  predyspozycje szczeniaka do pracy w ratownictwie, ale w WOPR-ze żaden test nie jest głównym kryterium. Wiadomo, że pies-ratownik musi być stabilny emocjonalnie, nie może być lękliwy ani nadpobudliwy, ale żaden test nie pozwoli w stu procentach przewidzieć, czy się nadaje. – Jeśli pies się sprawdza, jeśli lubi to robić, to znajdzie u nas miejsce – zapewnia Ania.

Żywy holownik
– Nasze psy szkolimy sami. Szkolenie trwa całe psie życie, a zaczyna się już po zakończeniu okresu kwarantanny poszczepiennej, od socjalizacji w grupie i nauki posłuszeństwa – wyjaśnia Ewa. Kiedy piesek ma pół roku, może już zacząć ćwiczenia w wodzie – mówi Ania.
W Polsce nie ma przepisów ani obowiązku zdobywania żadnych certyfikatów czy odbywania szkoleń. – Certyfikację wprowadziła Terranova, ale jest to ich wewnętrzny system.
Pies częściej uczestniczy w pokazach niż w prawdziwych akcjach ratunkowych. – Zasadą w ratownictwie sprzętowym, które uprawiamy, jest unikanie wskakiwania do wody – tłumaczy Ania. Jeśli się da, próbują wyciągać tonącego z motorówki. Gdy już trzeba skoczyć do wody, pies jedynie wspomaga ratownika, holując, bo ma większą siłę. Jest szkolony także do tego, aby sam mógł wyciągnąć łódź trzymając ją za cumę.
Cap za nadgarstek
– Psy uczymy ratowania ofiar przytomnych i nieprzytomnych – opowiada Ewa. – Osobę przytomną zwierzak musi opłynąć. Chwyta go ona za uchwyt na kamizelce wypornościowej, którą pies ma na sobie, albo po prostu za sierść i jest holowana do brzegu. Jeśli ratowany jest nieprzytomny, zwierzak ma do niego podpłynąć, złapać go za nadgarstek i przyholować do brzegu.
Najtrudniej nauczyć psa, by nie chwytał tonącego za mocno. Ćwicząc z czworonogami, ratownik ma na sobie specjalną piankę, bo pływający psiak może dotkliwie podrapać. Dlatego też w prawdziwej akcji zawsze uczestniczy człowiek. Zwierzak nie może go zastąpić, może mu jedynie pomóc. – Pies ratuje sam jedynie podczas pokazów, bo to bardziej medialne W przypadku prawdziwej akcji nieobecność człowieka byłaby zbyt dużym ryzykiem. Nie można być w stu procentach pewnym, że zwierzak wykona polecenie – zauważa Ania. Poza tym osoba tonąca, walcząc o życie zachowuje się nieprzewidywalnie. Ratownik uczony jest, jak obezwładniać poszkodowanego, aby samemu nie zostać pociągniętym na dno. Dla psa akcja bez człowieka mogłaby być niebezpieczna.

Zasłużona emerytura
Jak długo trwa praca psiego ratownika, zanim przejdzie na zasłużoną emeryturę? Wszystko zależy od formy i rasy psa. – Molosy są sprawne krócej, chociaż np. Szagala, jeden z naszych nowofundlandów, ma już 7 lat i nadal jest w świetnej formie – opowiada Ania. 10 lat to typowy wiek emerytalny w przypadku dużych ras. Labradory pracują dłużej.
Zapytane o to, gdzie pies trafia na emeryturze, obie rozmówczynie zgodnie się oburzają: – Psy zostają z właścicielami, to nasi pupile. Nie ma innej możliwości, nikomu ich nie oddamy!

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *