Dwa pyski jak dwie twarze - Psy.pl - mamy nosa!
Dwa buldożki francuskie

Dwa pyski jak dwie twarze

Choć twój pies zdaje się aniołem, wpatruje się w ciebie jak w obrazek i ani myśli stroić fochy, wcale nie jest powiedziane, że tak samo zachowa się, gdy będzie z twoim ojcem, dzieckiem czy ciocią.

Pamiętacie przygody Batmana? A jednego z jego przeciwników Harveya Dwie Twarze Denta? Przykładnego prokuratora, który w pewnym momencie sprzymierzył się z siłami zła, zaś jego dwoistą naturę podkreślał nawet wygląd? Sam Batman zresztą też dla przyjaciół pozostawał poczciwym, trochę niezgułowatym milionerem Bruce’em Wayne’em, tymczasem wobec wrogów przybierał postać złowrogiego człowieka nietoperza.

Nasi mili Bruce’owie Wayne’owie na czterech łapach też czasem w sprzyjających okolicznościach przeistaczają się w Batmanów lub w Harveyów Dwie Twarze Dentów. I zwykle ta przemiana podobnie jak w komiksie czy filmie zależy od towarzystwa, w jakim się znajdują.

Zły buldożek
fot. Shutterstock

Schody o kamiennym sercu

Dobrze – jak się wszystkim wydawało – wychowany sznaucer miał pewnego dnia pójść na spacer z ojcem właścicielki. Na dobry początek energiczne ściągnął starszego pana ze schodów, czemu towarzyszył spory hałas i zamieszanie. Potem postanowił udać się do pobliskiego stawu i trochę się ochłodzić, dzień był bowiem ciepły. Zanim jego tymczasowy opiekun skończył oceniać rozmiar szkód wyrządzonych kościom i stawom przez schody o kamiennym sercu, uznał, że roztropniej będzie sterować psem raczej na odległość (w końcu był to, jak go zapewniano, champion posłuszeństwa) i ochoczo odpiął zwierzakowi smycz. Nastąpiła próba sił.

Nie idziemy nad staw! – groźnie zapowiedział starszy pan psu. – Idziemy w drugą stronę! Rozumiesz?

Po chwili ciszy opiekun rzekł z rezygnacją:

No tak, więc jednak, wobec tego… pójdziemy nad wodę. – Były to słowa rzucone w kierunku psiego ogona, zwierzak bowiem oddalał się właśnie truchcikiem z zamiarem zażycia kąpieli.

Zdumiona właścicielka psa dowiedziała się o tej historii od przypadkowego świadka – zaprzyjaźnionego sąsiada. Pies słynął z grzecznego chodzenia przy nodze i znakomitej reakcji na przywołanie. Trudno jej było uwierzyć, że czasami w miejsce doktora Jekylla pojawia się pan Hyde.

Weterynaryjny bicz boży

Właściciele często mi się skarżą, że ich psy są nieznośne i nie stoją spokojnie przy najprostszych nawet czynnościach pielęgnacyjnych. Jednak kiedy przyjeżdżam na wizytę domową, nigdy nie mam z tym kłopotu; mówię po prostu: „Stój spokojnie!”. I taki delikwent stoi. No, czasami drżą mu łapy – zwierzył mi się znajomy lekarz weterynarii, człowiek pokaźnej postury i złotego serca.

No cóż, na widok prawie dwumetrowego, pewnego siebie człowieka mówiącego spiżowym głosem najwięksi twardziele spuszczają z tonu i zaczynają podejrzewać, że wszelki opór jest daremny. Lepiej poddać się od razu.

Właściciele takich nieznośnych w życiu codziennym psów zmieniają się w woskowe figury z muzeum Madame Tussand w Londynie, widząc swoich podopiecznych, jak cisi i pokorni pozwalają sobie zmierzyć temperaturę i zajrzeć do ucha. Czar pryska, gdy tylko lekarz weterynarii opuszcza mieszkanie.

Zaszczyt dostępny tylko dla pani

Pewien owczarek szkocki jak cień towarzyszył swojej pani, wpatrzony w nią i zawsze gotów do wykonania każdej komendy. Gdy zdarzyło mu się oddalić podczas spaceru, zawsze pozostawał w zasięgu wzroku. Kobieta utrzymywała doskonałą kondycję, bo podczas tych spacerów nikt nie mógł jej zastąpić.

Pies stanowczo odmawiał bowiem opuszczania posesji z jakąkolwiek inną osobą. Nawet mąż właścicielki nie był godzien dostąpienia tego zaszczytu, choć w domu pies chętnie podstawiał mu łeb do głaskania, przyjmował z jego rąk miskę i lubił się z nim bawić. Uznawał jednak, że w momencie wyjścia na spacer jest „więcej poufałości niż znajomości” i zapierał się w progu. Opracował nawet system błyskawicznego ściągania obroży, tak żeby nikomu nie przyszło do głowy wywlekać go na spacer siłą. Zresztą nawet gdy pan domu dokonał już tej sztuki, przy pierwszej nadarzającej się okazji pies dawał drapaka i wracał pod własną bramę.

Zachowanie, które z początku bawiło właścicieli, zaś dla pani stało się nawet powodem do dumy („On tak mnie kocha, że nie chce beze mnie wychodzić”), przekształciło się w wyjątkowo męczący nawyk.

Uśmiechnięty buldożek
fot. Shutterstock

Opiekuńczy wariatuńcio

Bruno jest psem asystującym. Gdy zwalnia się go z codziennych obowiązków, szaleje bez opamiętania. Ludzie, którzy go poznają w momencie, kiedy mija ich na piątym biegu, zahaczając przy okazji trzymaną w pysku gałęzią, z niepokojem myślą o tym, jak ten wulkan energii sprawdza się w odpowiedzialnej pracy, zwłaszcza że towarzyszy osobie niepełnosprawnej. Chwilowi opiekunowie nieraz jadą na butach za radośnie ciągnącym w dal mocarnym zwierzakiem.

Ale ten psi macho kompletnie się zmienia, gdy staje u boku swojej pani. On doskonale wie, że należą jej się specjalne względy. Podtrzymuje ją, gdy zdarzają się jej zachwiania równowagi. Dostosowuje swoje tempo do jej chodu, nigdy jej nie wyprzedza, pilny i uważny zapomina o całym świecie, jakby zmieniał osobowość podczas pracy.

Ideał przy szkoleniowcu

„Ale on naprawdę jest niegrzeczny!”, przekonują właściciele nieznośnego Pimpusia. Wezwany do niezwykle trudnego przypadku trener po dziesięciu minutach spaceru skłonił Pimpusia, żeby nie rzucał się jak szalony na wszystkie mijane psy, co czynił od wielu miesięcy. Właściciele wędrują za szkoleniowcem z niezbyt mądrymi minami, a Pimpuś rzuca nowemu przewodnikowi spojrzenia spode łba – wyczuł, że z tym panem to lepiej nie zaczynać.

Ileż razy właściciele psów, jak mantrę powtarzają zdanie: „Przy naszym szkoleniowcu mój pies jest ideałem”. Po pierwsze, szkoleniowcy na ogół lepiej się komunikują z psami niż zwykli zjadacze chleba. Sygnały dawane przez nich są dla zwierzaków jasne i oczywiste, więc i posłuchać ich wydaje się kwestią bezdyskusyjną.

Po drugie zaś, stare angielskie przysłowie głosi, że nikt nie jest bohaterem dla swojego kamerdynera. Trener spotyka się z psem w określonej sytuacji, co do której raczej nie ma wątpliwości: nauka, żmudna nauka! Państwo zaś są z psem codziennie. Rozpieszczają, użalają się, próbują ganić (ale często serce ich boli i nie wychodzi to przekonująco). Nie są zbyt konsekwentni, czasem zmieniają zdanie w różnych sprawach…. jak to w zwyczajnym życiu.

Halsowanie z dzieckiem na smyczy

Widok szczupłej dziesięciolatki przyczepionej do szczekającego basem długowłosego owczarka niemieckiego nie bawił zbytnio przechodniów, choć dziecko jechało na butach za energicznym zwierzakiem, marsową miną usiłując dodać sobie autorytetu i powagi. Pies tego autorytetu nie wyczuwał, może dlatego, że jego młoda opiekunka znajdowała się tak daleko od niego.

Para poruszała się w sposób zwany w żeglarstwie halsowaniem, czyli regularnymi zakosami. Zakosy wiązały się z pojawianiem się kolejnych obiektów do obszczekania. Owczarek bowiem co rusz zbaczał z prostej drogi, by każdemu napotkanemu człowiekowi nawrzeszczeć prosto w twarz: „Co jest? Wynocha stąd! Ja tu dziecka pilnuję! Nie podchodzić! Nie iść tą ulicą!”.

Ciekawe, że pies na spacerach z tatą dziewczynki tracił inklinacje do żeglarskiego sposobu bycia. No tak, dzieci mają najczęściej… przechlapane. Za wiele razy pies obserwuje mamę swojego młodocianego pana, która nakazuje synkowi pójść do łazienki i wreszcie umyć uszy, żeby nie wiedział, kto kim w domowym stadku rządzi… Na pociechę możemy powiedzieć, że czas usuwa ten mankament!

Autor: Paulina Łukaszewska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *