Rady pazurem bazgrane. Poradnik dla psiarza, który stał się właścicielem kota!

Miałeś Azora, Burka i Reksa, a teraz masz też mnie – Mruczka. Bardzo proszę, tylko nie traktuj mnie jak psa! Wprawdzie też lubię drapanie za uszami i chętnie skorzystam z propozycji zabawy piłeczką, a być może nawet nauczę się aportować (byle nie z wody…), ale to by było chyba na tyle, jeśli chodzi o podobieństwa obyczajów moich i psich… Oto rady pazurem bazgrane.

Rady pazurem bazgrane! Woda straszna i smaczna

A skoro mowa o wodzie… cóż, nie mam zwyczaju wskakiwać do każdej kałuży, jak niejeden przedstawiciel psiego gatunku, jednak… chętnie się z tej kałuży napiję. Ba, często wolę deszczówkę od czystej wody z miseczki – dlatego nie dziw się, jeśli zobaczysz przez okno, że po deszczu kręcę się koło rynny. Mogę iść na kompromis i pić czystą wodę, ale niech to będzie woda bieżąca – najlepiej ze specjalnej kociej fontanny. Aha – nie wierz, że w żadnym wypadku nie dam się wykąpać – jako kot wystawowy, przyzwyczajony do tego od małego, zniosę to z podniesionymi wąsami.

Rady pazurem bazgrane! Ach ta kłopotliwa czystość!

I nie myśl sobie, że jestem jakimś flejtuchem! Nie musisz uczyć mnie czystości jak psa, bo ja to mam po prostu we krwi. Pokaż mi tylko raz kuwetę, a… już zawsze będziesz musiał ją sprzątać. Nie licz na to, że jeśli wypuścisz mnie na dwór, to będziesz miał problem z głowy – nawet po całym dniu spędzonym na zewnątrz po powrocie popędzę prosto do niej. I nie wierz sąsiadowi, jeśli ci zarzuci, że twój kot brudzi w piaskownicy. Daj mu natomiast wiarę, jeśli ci powie, że go czasem odwiedzam na balkonie, ucinam sobie drzemki w jego nieobsadzonej skrzynce na kwiaty lub wózku jego dziecka stojącym na klatce schodowej. Takich problemów na pewno nie miałeś ze swoim psem…

Rady pazurem bazgrane! Dyskusyjny spacer

Może się jednak zdarzyć i tak, że przyzwyczajony do domowych pieleszy nie zechcę wychodzić na spacery – ani sam, ani z tobą. To będzie dla ciebie – właściciela zawsze chętnego do wyjścia psa – nowość, ale nie miej mi tego za złe. Jako zwierzę terytorialne mam prawo czuć się niepewnie tam, gdzie bywają obce koty. Poznasz to po tym, że będę przemykał chyłkiem pod murami albo wypuszczony – zamiast ochoczo skorzystać z wolności – zaszyję się pod najbliższym krzakiem i przesiedzę tam do wieczora. I niech cię nie zmyli, że nie przybiegnę na wołanie – to nie znaczy, że nie chcę wrócić do domu, po prostu boję się wyjść z kryjówki.

Spacery ze mną na smyczy to już w ogóle skomplikowana sprawa. Przede wszystkim na widok psa nie zapominaj, że… masz na smyczy kota! Nie szczyp się też w policzek, jeśli smycz wypręży się nagle… w górę, gdy zechcę zboczyć na pobliskie drzewo. Jeśli jednak sunę nerwowo z brzuchem przy ziemi i wciąż czmycham ze ścieżki na boki, odpuść mi spacery – niech zastąpi mnie na nich prawdziwy pies.

Rady pazurem bazgrane! Trudna przyjaźń

Przyzwyczajony do tego, że twój pies zwykle ochoczo rzuca się w wir zabaw z pobratymcami i równie chętnie wita się z napotkanymi osobami, możesz mnie wziąć za odludka. Na pewno nie podbiegnę spontanicznie do innego kota ani do obcego człowieka. Nie znaczy to, że nie potrafię nawiązywać kontaktów towarzyskich. Po prostu potrzebuję czasu i spokoju na przyjrzenie się w skupieniu tej drugiej istocie i odgadnięcie jej zamiarów – tego nie da się zrobić podczas spaceru na smyczy.

Zresztą poszperaj w pamięci: czy widziałeś kiedyś grupkę rozprawiających na skwerze właścicieli, podczas gdy ich koty ganiają się na łące? Taki obrazek mógł ci się co najwyżej przyśnić… Jeśli więc chcesz znaleźć mi przyjaciela, musisz się do tego zabrać inaczej. Możesz spróbować zabierać mnie z sobą w gości, a jeśli i to nie zda egzaminu – najlepiej sprowadź go pod nasz dach. Jeśli znajdę z nim wspólny język, może nawet pozwolę mu zostać na stałe?

Rady pazurem bazgrane! Wahadło złości

Ummm, uwielbiam pieszczoty – wyprężam się wtedy, robię się baaardzo długi lub baaardzo wysoki i wciskam ci głowę pod dłoń, żebyś mnie jeszcze podrapał za uchem. Po co miałbym wtedy jednak machać ogonem – żeby cię rozpraszać? Jeszcze przerwałbyś głaskanie! Mój ogon stara się wtedy nie skupiać twojej uwagi, bo akurat on sam nieszczególnie lubi być dotykany – nieruchomieje więc wyciągnięty jak struna w pozycji pionowej lub poziomej. Jeśli zaczynam nim machać, miej się na baczności: amplituda tych wahnięć jest wprost proporcjonalna do wzrostu mojego niezadowolenia – gdy osiągnie apogeum, może nastąpić atak.

Rady pazurem bazgrane! Atak od spodu

Ten cienias pies ma takie niewydarzone łapy, właściwie służą mu tylko do biegania, no może jeszcze do przytrzymania kości – cała jego broń to zębiska. Ja najlepiej uzbrojony jestem wtedy, gdy mam „wolne ręce”. Dlatego na leżąco nigdy się nie poddaję: jeden szybki ruch – i już trzymam wroga wszystkimi upazurzonymi kończynami i równie ostrymi zębami…

Rady pazurem bazgrane! Złość urodzie szkodzi

Widziałeś kiedyś kota bez uszu? Gdy się złoszczę, tak właśnie się prezentuję – uszy mi się rozpłaszczają, przyklejają do czaszki i zaczynam przypominać z profilu prehistorycznego gada. Podobnie wyglądam, gdy staram się uniknąć konfliktu z innym kotem – cały się wtedy wydłużam, a poruszam wolniutko i ostrożnie. Coś ci to przypomina? Psie sygnały uspokajające? No no, tylko nie psie! Założę się, że to my wpadliśmy na to pierwsi!

Autor: Twój Mruczek