Rozwód i pies. Jak podzielić się opieką nad psem po rozwodzie?

Czy rzeczywiście rozwód i trafienie pod opiekę jednego z partnerów muszą być dla psa traumatycznym przeżyciem? Co o tym decyduje? A może jesteśmy w stanie ten stres zminimalizować?

Brak łaknienia pewnego młodego owczarka omal nie skończył się tragicznie. Pies tak cierpiał po odejściu żony właściciela, że praktycznie przestał jeść, co było o tyle dziwne, że podczas trwania małżeństwa jego prawdziwym przewodnikiem był mąż. Tak się przynajmniej wszystkim wydawało. Rozwód właścicieli rzucił jednak inne światło na relacje psa z domownikami.

Duży mieszaniec, który po rozwodzie właścicieli został z panią, zaczął systematycznie demolować mieszkanie. Powodem tego zachowania była nie tyle tęsknota psa, co stan psychiczny kobiety, która nie mogła się pogodzić z sytuacją i wciąż dawała temu wyraz.

Z pozoru twardy i silny psychicznie terier podczas kryzysu w małżeństwie właścicieli zaczął cierpieć na nawracające gorączki niewiadomego pochodzenia. Szczęśliwie obeszło się bez rozstania, a po polepszeniu sytuacji rodzinnej (właściciele pomyślnie przeszli terapię małżeńską) objawy dziwnej choroby minęły, jak ręką odjął.

Rozpad związku to tragedia dla obojga partnerów. Tym większa, gdy w rodzinie są dzieci, które muszą się emocjonalnie przystosować do tego, że rodzice nie są już razem. A psy? Czujące stworzenia, na dodatek wyjątkowo ceniące sobie stabilizację, poczucie, że życie toczy się ustalonym torem? Mogą zareagować tak, jak wyżej, ale to raczej ekstremalne przypadki. W rzeczywistości od nas samych w dużym stopniu zależy, czy do takich reakcji dojdzie. Jak pogodzić rozwód i troskę o psa?

Collie pogryzł kanapę
fot. Shutterstock

Nie kłóć się nad głową psa

Choć niekiedy usiłuje się przedstawić rozpad długoletniego związku jako sytuację normalną, do której trzeba się przystosować i zachowywać w sposób cywilizowany, rzadko tak się dzieje. I trudno się dziwić, w grę wchodzą bowiem silne emocje, czasem poczucie zdrady, wzajemne pretensje.

– Nie wydaje mi się, żeby problemy emocjonalne psów po rozwodzie ich właścicieli brały się z tego, że zmieniło się to, co dla nich było stadem. Ktoś odszedł, kogoś nie ma, z kimś pies spotyka się tylko od czasu do czasu. Z tym zwierzakowi nie jest tak trudno się pogodzić. Można to porównać do psich przyjaźni. Na pewno wielu z nas może potwierdzić, że psy mają przyjaciół – czworonogi, które wyjątkowo lubią, na których widok szaleją z radości, bawią się z nimi na spacerze tak, że świat przestaje istnieć. Jednak kiedy idziemy do domu, to się z nimi rozstają – mówi szkoleniowiec Agnieszka Boczula.

Antropomorfizując, można powiedzieć, że psy mówią przyjacielowi: „Do zobaczenia!”, i nie mają z opuszczeniem go zbyt wielkich kłopotów. Sytuacja, w której rozpada się rodzina, jest intensywniejsza pod względem emocjonalnym, ale zasada jest podobna.

Pies musi się po prostu przystosować do nowych warunków, w których widuje znaną sobie i kochaną osobę rzadziej niż dotychczas. Nie mieszkają razem albo pomieszkują z sobą jedynie okazjonalnie. Podstawowym problemem jest raczej sytuacja przed rozwodem – dodaje Boczula.

Rzeczywiście, chyba nigdy nie dzieje się tak, że w środku rodzinnej idylli partnerzy nagle mówią: „Musimy się rozejść!”, po czym się pakują. Na ogół atmosfera gęstnieje, ludzie się kłócą albo mają ciche dni. A psy są wyjątkowo czułymi instrumentami odbierającymi ludzkie uczucia i źle znoszą właśnie ową atmosferę, napięcie w rodzinie.

Zatem jeśli sytuacja ewidentnie zmierza w fatalnym kierunku, a rozwód wisi na włosku, może aby zmniejszyć psu stres, należałoby na ten czas umieścić go w zaprzyjaźnionym domu, który zna i w którym panuje spokój. Na pewno zaś trzeba unikać kłótni nad psią głową.

Nie twierdź, że pies nie może bez ciebie żyć

Agnieszka Boczula zastanawia się, czy to nie jest może tak, że problemy z rozstaniami prowokujemy my, ludzie.

Tak naprawdę stado nie jest zamkniętą, na zawsze utrwaloną strukturą. Młodsze osobniki czasem odchodzą, starszych też w pewnym momencie zabraknie. Dlatego psy są w stanie zaakceptować zmiany. Jednak często to my prowokujemy zwierzęta do nazbyt emocjonalnych zachowań. Może podświadomie chcielibyśmy, żeby miłość psa do nas była tak wielka, że gdyby nas zabrakło, nie mógłby sobie dać z tym rady? Nie znaczy to, że od początku, gdy pies jest z nami, należy go przygotowywać na ewentualne rozstanie, ale powinniśmy zdawać sobie sprawę z tego, że życie toczy się różnie i lepiej, aby podopieczny potrafił się odnaleźć w różnych sytuacjach, także takich, gdy będzie zdany na innego opiekuna, na stałe albo przejściowo. Zachwycanie się, że pies nie jest w stanie egzystować bez nas ani jednego dnia, to sygnał niepokojący, a nie godny pochwały – ocenia Boczula.

Atmosfera towarzysząca rozstaniu nieraz zaciemnia obraz sytuacji. Bojąc się o psa, dokonujemy często projekcji naszych własnych lęków na jego przewidywaną reakcję na zmiany. Może proporcje przywróciłoby przypomnienie sobie, jak to podczas naszych wyjazdów pies wędrował do miłego kuzyna albo do niezawodnej babci.

Z relacji opiekunów wynikało, że co prawda się za nami rozglądał i trochę tęsknił, ale w normalnym życiu – wychodzeniu na spacery, zjadaniu obiadu, żebraniu o ciasteczko… mu to nie przeszkadzało.

Poświęć własne uczucia dla dobra psa

Jeśli oboje właściciele akceptowali psa i lubili go, to kwestia jego losu może stać się przyczyną wojny podjazdowej o pupila. Jeszcze gorzej, gdy nie chodzi o dobro czworonoga, a o to, że odbierając, go można partnerowi czy partnerce wyrządzić dodatkową przykrość.

Nasze prawo nadal uznaje zwierzęta za rzeczy. Trudno więc nakłaniać sędziego, by podejmując decyzję, brał pod uwagę jedynie psychiczny dobrostan psa, choć… sędzia też człowiek i jeśli trafimy na sympatyka czworonogów, można mieć nadzieję, że i te pozamerytoryczne argumenty uwzględni. Dla sądu zawsze jednak istotniejsze są twarde dowody: na przykład wykazanie, że pod względem prawnym pies jest własnością jednego z partnerów: figuruje on w bazie danych (w przypadku psa zaczipowanego) jako właściciel, na niego były wystawiane rachunki w lecznicy weterynaryjnej, jest wpisany do rodowodu itd.

Prawnicy twierdzą, że gdy w rodzinie są dzieci, nie bez znaczenia może być przyznanie opieki nad nimi jednemu z małżonków. Wtedy są większe szanse, że sąd przyzna mu także psa, kierując się właśnie dobrem dzieci, które są do zwierzęcia przywiązane i dla których rozwód rodziców i rozstanie z psem mogłoby być zbyt dużym szokiem.

Pamiętaj – rozwód nie może być ważniejszy niż pies

Oczywiście najlepiej, gdyby rozstający się partnerzy mimo wzajemnych pretensji porozumieli się co do losu ich pupila i realnie ocenili własne możliwości. Bo często, walcząc o psa po rozpadzie związku, idealizujemy siebie jako opiekuna. Niczym w piosence „Z kim tak ci będzie źle jak ze mną?” nie rozumiemy, że niekiedy trzeba poświęcić własne uczucia na rzecz lepszego życia dla psa.

Jeżeli nasz partner ma wolny zawód i sporo czasu spędza w domu, my zaś pracujemy w korporacji i do domu wracamy wykończeni po 10 czy 11 godzinach, to choćbyśmy nie wiem jak przekonywali samych siebie, że „ważne jest uczucie, a nie warunki”, nigdy nie będziemy mieli dla psa lepszej oferty. Czy można w imię miłości skazywać czworonoga na tkwienie przez cały dzień w pustym mieszkaniu? Podobnie rzecz się ma, gdy w grę wchodzą kwestie ekonomiczne. Jeśli na przykład nie mamy pracy lub musimy się tułać po wynajętych pokojach, czy na pewno warto fundować tak niepewny los zwierzęciu?

Golden na ulicy
fot. Shutterstock

Poproś o pomoc mediatora

Przykładem interesującego rozwiązania problemu może być los goldenki Roxy, która dorastała pod czułą opieką Ani i Jacka. Gdy się rozstawali, wśród najważniejszych pytań zadawali sobie takie: Co będzie z psem? Kto lepiej się nim zajmie? Kto ma do niego większe prawa? Szczególnie ostatnie pytanie wydawało się kluczowe, bo obojgu trudno było sobie wyobrazić życie bez Roxy, która w ich związku była typowym „dobrem wspólnym”, razem wychowywali ją od szczeniaka. Wyglądało na to, że sprawa psa stanie się punktem zapalnym.

Na szczęście Ania i Jacek poprosili o pomoc z zewnątrz. Racjonalnie myślący daleki krewny Jacka zaproponował rozwiązanie, które pamiętają czytelnicy „Awantury o Basię” Kornela Makuszyńskiego (tam chodziło o dziecko). Roxy przebywa w domu Ani przez miesiąc, potem zaś na kolejny wędruje do Jacka.

Rozwiązanie wydawało się ekscentryczne. Jak przyjmie je pies, czy tym ciągłym zmianom miejsca pobytu nie będzie towarzyszył emocjonalny chaos? Tymczasem zrównoważona suczka przystosowała się do podwójnego życia zadziwiająco szybko. Choć w domach właścicieli panują trochę inne zasady, Roxy doskonale je rozróżnia. Wie, na co sobie może pozwolić, będąc u Ani, a na co mieszkając z Jackiem.

„Jeszcze tak nie było, żeby jakoś nie było!”, mówił sobie dzielny bohater pewnej bajki. Rozwód to traumatyczne zdarzenie, które na pewno zaciąży na naszym życiu. Ale to jednak nie koniec świata: ani naszego, ani naszego psa.

Autor: Paulina Łukaszewska