Skazana na śmierć głodową, bo jej pan wyjechał - Psy.pl - mamy nosa!

Skazana na śmierć głodową, bo jej pan wyjechał

Pewien człowiek postanowił wyjechać za granicę do pracy. Jego dalsze plany życiowe nie obejmowały pięknej suki husky, której był właścicielem. Nie widział też powodu, by szukać suni nowego domu czy jakkolwiek zadbać o jej los. Wyjeżdżając, przywiązał psa na łańcuchu do ogrodzenia. Jeśli liczył, że pozostający w kraju członkowie rodziny zajmą się zwierzakiem, to się pomylił...

Ruda to młoda, prawie dwuletnia, niezwykłej urody suczka husky, która od wyjazdu swojego właściciela spędzała życie na łańcuchu przykutym do ogrodzenia posesji. Z dnia na dzień chudła i słabła. Psem zainteresowali się, na szczęście, sąsiedzi. Wiedzieli, że w domu mieszka ojciec właściciela Rudej. Przeżyli szok połączony z niedowierzaniem, gdy mężczyzna oświadczył, że to nie jego pies i nic go on nie obchodzi, a więc nie będzie go karmił, poił ani jakkolwiek się nim zajmował. Okazało się, że od chwili wyjazdu właściciela suczka nie dostała nic do jedzenia.

Od tej pory ludzie dobrej woli podrzucali wycieńczonej suczce karmę, ale wiedzieli, że taka sytuacja nie może przecież trwać w nieskończoność. Pomoc nadeszła od przedstawicieli fundacji Zwierzęca Polana, którzy zabrali Rudą do siebie. Wychudzona i przestraszona suka okazała się wesołym, bardzo energicznym zwierzakiem, choć mocno nieokrzesanym, co może wskazywać, że jej dotychczasowy właściciel nie poświęcał jej zbyt wiele czasu.

Ruchliwa suczka pod opieką doświadczonych zwierzolubów uczy się teraz mieszkać w domowych warunkach. Poznaje inne psy – dotąd chyba nie miała z nimi za wiele kontaktu, bo reaguje na nie raczej nerwowo – oraz uczy się zasad psiej kindersztuby. Kiedy już nabierze manier odpowiednich dla młodej psiej damy, fundacja poszuka jej dobrego domu stałego. Na nową drogę życia Ruda dostała już teraz nowe imię: Zaja.

Trzymamy kciuki za jej dalsze losy! PŁ

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *