Świat pełen psów - Psy.pl

Świat pełen psów

Przyjaźń psa z człowiekiem niejedno ma imię.

Kraje arabskie: pies, zwierzę nieczyste

Arabskie obyczaje związane z psami mogą się wydać dziwne Europejczykowi. Choćby to, że czworonoga pod żadnym pozorem nie wolno wpuścić do domu. – Wynika to z zasad islamu, który uznaje psa za zwierzę nieczyste. Nie może mieć styczności z miejscem przeznaczonym do modlitwy i jedzenia – wyjaśnia Karim Abdul Aglany, Polak pochodzący z Iraku. – Kontakt z psimi wydzielinami (choćby śliną) i sierścią sprawia, że człowiek staje się nieczysty. Zanim więc przystąpi do modlitwy, musi się oczyścić, obmyć – dodaje. Toteż chociaż przy wielu arabskich domach żyją psy, nigdy nie wchodzą do środka. Ich miejsce to ogród. – Mój bratanek ma w Damaszku swego ulubionego czworonoga – opowiada Farid Omari, Polak syryjskiego pochodzenia. – Kilka razy próbował go wprowadzić do domu, ale ojciec stanowczo mu tego zabronił.

Takie podejście nie oznacza wcale, że muzułmanie mogą psa źle traktować. – Znęcanie się nad zwierzęciem to grzech – zaznacza Karim Abdul Aglany. Dodaje, że dla wielu Arabów pies jest prawdziwym przyjacielem. Przytacza historię sprzed trzech wieków, która miała się przydarzyć beduińskiemu poecie Abdullahowi al Farydowi. Zachorował na czarną ospę, więc zgodnie z panującym zwyczajem bliscy zaopatrzyli go w jedzenie i zostawili samemu sobie, by nie zaraził innych. Został z nim tylko ukochany pies Sir. Leżał przy swoim panu i wylizywał jego chorą skórę. Abdullah wyzdrowiał, ale jego wierny towarzysz zmarł. Poeta poświęcił mu wiele wierszy, w których zwracał się do swojego psa przyjaciela „bracie”. To bardzo znana historia – zapewnia Karim. Co ciekawe, koty bez żadnych przeszkód mogą się poruszać po muzułmańskim domu. Tyle że one są uznawane za zwierzęta święte…

Korea: małe psy starszych pań

Pomocą w pilnowaniu stada i obejścia służą psy na koreańskiej prowincji. – W dużych miastach ludzie często trzymają psy w domach, ale wyłącznie małe rasy – mówi Magda Jeong, tłumaczka języka koreańskiego i żona Koreańczyka. Ozdabia się je kokardami, kupuje śmieszne ubranka. Ich właścicielkami są zwykle starsze panie.

Mężczyzna z psem na ulicy to rzadki widok. Psy są tu drogie, więc nikt nie pozwala sobie na ich złe traktowanie. A jeśli już coś takiego się zdarzy, jest to piętnowane w mediach i surowo karane. Co ciekawe, dla przeciętnego Koreańczyka wystawa psów to egzotyka.

Mongolia: nie głaszczą, ale i się nie znęcają

Czy pies może nie mieć imienia? Pytanie tylko z pozoru absurdalne. Jeśli bowiem zwierzak jest mieszkańcem mongolskiego stepu, zwykle nikt mu go nie nadaje. – Poza tym Mongoł nie mówi: „To mój pies”. Tak powie tylko o koniu, bo tam koń jest prawdziwym przyjacielem – mówi Agata Janyszek, która podróżowała konno po Mongolii. – Mieszkańcy Mongolii nie głaszczą też psów, a ich dzieci się z nimi nie bawią . No i pies nie ma prawa wejść do domu. Ale też nikt się tam nad nim nie znęca.

Obok jurty krąży zwykle kilka psów. Mongołowie pozwalają im na to, bo psy – zwykle o umaszczeniu podobnym do umaszczenia wilków – pomagają im zapędzać stada zwierząt domowych i są znakomitymi stróżami. W zamian za to co rano gospodyni wyrzuca im przed jurtę resztki jedzenia. Zwykle jednak żywią się padliną lub tym, co uda im się upolować. – Nam w podróży też towarzyszył taki pies, a właściwie suka, którą nazwałam Burkina – opowiada Agata Janyszek. – Podeszła do nas, gdy kupowaliśmy konie. Pogłaskałam ją, nakarmiłam i już została. Mongołowie bardzo się dziwili, że my, Polacy, traktujemy psa prawie jak człowieka.

Angola: nie ma bud, bo jest ciepło

W afrykańskiej Angoli ludzie na wsi mają zwykle średniej wielkości psy. Chodzą z nimi na polowania i wspólnie pilnują stad zwierząt hodowlanych. – Gdybyś chciał skrzywdzić takiego psa, pewnie to oni zrobiliby ci krzywdę – ostrzega Salvador Diogo, który wychował się w tym kraju. Uważa, że ludzi i psy łączy w Angoli swoista przyjaźń – inna jednak niż w Europie.

W miastach psy mają zwykle ludzie zamożni – najczęściej owczarki niemieckie, które przywożą z Europy.

Wiejskie i miejskie psy łączy to, że nie sypiają w domu, lecz na podwórzu. – Ale nikt nie stawia im tam bud, bo w moim kraju jest ciepło – śmieje się Salvador Diogo. – Psy mogą jednak wejść do środka, by się schronić przed słońcem – zapewnia. Dodaje, że rzadko się spotyka czworonogi bezpańskie.

Ameryka Południowa: bezdomność to codzienność

Ci, którzy odwiedzają ten kontynent, opowiadają, że pies bezdomny to tam codzienność. – One żyją jakby obok ludzi, nie mają swojego pana. Mnóstwo takich zwierząt spotkałam szczególnie w biedniejszych krajach, takich jak Boliwia czy Peru – opowiada Katarzyna Ingielewicz, która wraz z mężem odbyła wiele podróży w tamte strony. – Nigdy nie widzieliśmy tam psa na smyczy. Zdarzało się to natomiast w nieco bogatszych krajach, takich jak Brazylia czy Meksyk.

Wojciech, mąż Katarzyny, dodaje, że w Brazylii zaintrygowała go jedna rzecz. – W wielu centrach handlowych widzieliśmy salony dla psów. Właściciele zostawiali je tam i szli na zakupy, a pies był czesany, miał przycinane pazurki – opowiada. Generalnie jednak na ulicach południowoamerykańskich miast króluje widok bezpańskich zwierząt.

Rosja oraz wschód i południe Europy: rzadki widok – pies na smyczy

Bezdomność czworonogów to wielki problem wschodnich sąsiadów Polski. – Zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie często widuję watahy bezpańskich psów. Zwykle żywią się w śmietnikach – opowiada Jarosław Sztejnwald, który pracuje na Wschodzie. Mówi, że raczej rzadko można tam spotkać ludzi z psami na smyczy. – Zdarza się to w dużych miastach. Niedawno widziałem w Kijowie mężczyznę, który bawił się z owczarkiem niemieckim w parku. Ale to odosobniony przypadek – zaznacza.

Zdecydowanie więcej psów domowych jest w Bułgarii. – Przed przemianami ustrojowymi mało który mieszkaniec miasta trzymał psa w domu. Dużo było ich za to na wsi, gdzie pomagały w doglądaniu pasących się stad – mówi pochodzący z Bułgarii wrocławianin Evgenij Genev. – Wraz z przemianami ludzie z miast zaczęli kupować psy. Ale byli do tego nieprzygotowani mentalnie. Gdy im się znudziły, wyrzucali je z domów – twierdzi. Teraz po ulicach stolicy Bułgarii wałęsa się wiele psów. Władze postanowiły je wyłapać, umieścić w schroniskach i wysterylizować.

Niemcy: sąsiad doniesie, że bijesz psa

W Niemczech problem wałęsania się psów praktycznie został rozwiązany. – Jeśli gdzieś pojawia się bezpański pies, łapie go policja. Potem wspólnie z organizacjami ochrony zwierząt stara się odnaleźć jego właściciela – mówi Rainer Sachs, pracownik konsulatu Niemiec we Wrocławiu. – Jeśli się okaże, że wyrzucił psa, czeka go surowa kara. Najczęściej jednak jeśli ktoś nie może się już opiekować zwierzęciem, sam szuka mu nowego domu – opowiada.

Niemcy traktują czworonogi wręcz kultowo. – Około 50 proc. rodzin ma psy. Dla wielu osób są one bliższe niż rodzina. Przynajmniej nigdy się nie kłócą – śmieje się Sachs. Dodaje, że incydentalne przypadki znęcania się nad zwierzętami są ostro piętnowane. Gdy ktoś bije psa, może być pewien, że sąsiedzi zawiadomią o tym policję. Kara jest nieunikniona. Nie ominie również tych, którzy unikaliby płacenia podatku za psa czy sprzątania po nim. – Ale takie sytuacje właściwie się nie zdarzają. Ludzie mają to we krwi – zapewnia. Psy mogą się tam pojawiać w miejscach publicznych. W wielu domach towarowych czy restauracjach są ustawione specjalne miseczki, w których znajdą świeżą wodę i jedzenie.

Austria: z psem do kina i do szkoły

Austriacy niechętnie rozstają się z psami nawet na parę godzin. – W każdy pierwszy czwartek miesiąca w kinie Admiral w Wiedniu organizuje się Doggy Day – seanse, na które można zabrać psa. W korytarzu stoją miski i kojce, a do biletu dołączany jest woreczek z łakociami dla pieska. To kino dla tych, którzy cierpią, gdy ich pies zostaje sam w domu – mówi Arkadiusz Rusowicz, Polak mieszkający w Wiedniu. Opowiada też o niezwykłych lekcjach dla dzieci. – Na zajęcia w przedszkolach i szkołach przyprowadza się psy. Po to, by dzieci poznały zwierzę, jego potrzeby i obyczaje, oraz dowiedziały się, jak z nim postępować.

Dania: jamniki królowej

Zdaniem Marii Keller, honorowego konsula Królestwa Danii we Wrocławiu, to, jak zwierzęta traktują Skandynawowie, powinno być wzorem dla wszystkich. Nie wolno tam puszczać psa luzem ani dopuścić do tego, by komukolwiek zrobił krzywdę. Keller twierdzi, że nigdy nie widziała w Danii bezpańskiego, chodzącego luzem czworonoga. Takie zwierzę natychmiast trafia do schroniska. Równie wielką rzadkością są psy ras uznawanych za groźne. – Widziałam takiego tylko raz. Zwykle Duńczycy mają labradory lub goldeny. Sporo jest też jamników, bo takie psy ma duńska królowa Małgorzata II. Poddani ją naśladują – śmieje się konsul Keller. W skandynawskim podejściu do czworonogów na uwagę zasługują jeszcze dwie rzeczy. – Duńscy rolnicy, w przeciwieństwie do swoich kolegów z innych krajów, nie mają w obejściach psów stróżujących. Poza tym wszystkie duńskie psy są bardzo… ciche. Od małości uczy się je, by nie jazgotały – tłumaczy Keller. I dodaje, że psy mają w Skandynawii wyłącznie ci, których na to stać. – To jest zawsze decyzja przemyślana – wyjaśnia. Bo kupno psa, jego utrzymanie i szkolenie są kosztowne.

Norwegia: lato na smyczy

W Norwegii, gdzie od ponad 20 lat mieszka Wojciech Błażejewski, hodowca jamników szorstkowłosych, zdarzają się miejsca, w których nie wolno hodować psów. – Tak jest w blokach spółdzielni mieszkaniowych. Możesz się tam wprowadzić z psem – zgodzą się na to ze względów humanitarnych, ale nie możesz, mieszkając tam, kupić sobie zwierzaka – mówi Błażejewski. Obowiązuje też inne ograniczenie – od kwietnia do połowy sierpnia w wielu miejscach nie wolno spuszczać psa ze smyczy. Każdy czworonóg pozbawiony opieki jest łapany i zawożony do schroniska. – Kiedy mój pies uciekł w czasie polowania i tam trafił, musiałem potem sporo zapłacić za zaopiekowanie się nim – mówi Błażejewski. Dodaje, że trzeba też dbać, by pies szczekaniem nie zakłócał spokoju, bo grożą za to kary.

Kanada: prawo do szczekania

W kraju, który dbałość o prawa czworonogów doprowadził do perfekcji, pies ma zastrzeżone nawet prawo do szczekania w dzień i w nocy. – Posiadanie psa w Kanadzie to wynik przemyślanej decyzji. Nie ma tu miejsca na chwilowy kaprys – podkreśla Marta Wiercigroch, która wiele czasu spędziła w Kanadzie. Miłość do zwierząt trzeba w Toronto udowodnić. Należy zdobyć licencję na posiadanie psa i udowodnić, że dom jest przygotowany na jego przyjęcie. Każdy pies ma imię i nazwisko (swojego właściciela) i pod tym ostatnim jest ewidencjonowany. Opiekunowi regularnie przypomina się o konieczności wykonania szczepień lub badań. W domu wolno mieć co najwyżej trzy psy, i to nie każdej rasy. Wszystko po to, by pies i człowiek mogli się świadomie cieszyć swoją przyjaźnią.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *