Szpital dla zwierząt z prawdziwego zdarzenia!

Szpital dla zwierząt zapewnia opiekę zwierzętom, które uległy wypadkom i potrzebują natychmiastowej pomocy. Mały czarny Frodo to tylko jeden ze szczęściarzy, którzy dzięki Magdalenie Bobowskiej z podwarszawskiej Radości nie tylko odzyskali zdrowie, ale też znaleźli nowy dom.

Frodo jak u Tolkiena

Wśród uratowanych przez Magdalenę Bobowską kundelków znalazł mały, czarny, z białą krawatką, potrącony przez samochód. Miał złamaną tylną łapkę. Chyba musiał się wcześniej błąkać, bo był tak chudziutki, że został nazwany Szkieletorem. Trzeba było jeszcze poczekać, aż łapa do końca się wygoi, gdyż pani Magda wydaje do domów dopiero psy już wyleczone.

W nowym domu mały czarny otrzymał imię Frodo. Z bohaterem „Władcy Pierścieni” łączy go nie tylko niewielki wzrost, ale też to, iż w wypadku stracił jeden palec. Postanowiłam osobiście poznać panią Magdalenę. Spotkałam osobę w średnim wieku, pełną energii i charyzmy.

Szpital dla zwierząt na własny koszt

Pani Magda przez 15 lat pracowała w różnych klinikach w Stanach Zjednoczonych. Po powrocie do Polski postanowiła stworzyć na wzór amerykański szpital dla zwierząt z prawdziwego zdarzenia. Placówka istnieje od 2002 r. W pierwszym roku gmina podpisała z panią doktor umowę na zajmowanie się bezdomnymi psami i kotami poszkodowanymi w wypadkach. Straż miejska przywoziła zwierzęta, a ich leczenie było finansowane z gminnych funduszy. Niestety, umowa nie została przedłużona. Przez prawie cały następny rok pani Magda pomagała zwierzakom na własny koszt.

Współpraca z azylem

Wieści wśród ludzi życzliwych zwierzętom szybko się roznoszą, toteż o inicjatywie pani Magdy dowiedzieli się wolontariusze z Fundacji Azylu pod Psim Aniołem w Falenicy. Od listopada 2003 r. Fundacja nawiązała współpracę ze szpitalem i podjęła się dofinansowywania operacji. Część kosztów nadal ponosi pani Magda. Finansowanie dotyczy przede wszystkim zwierząt bezdomnych, ale jeśli właściciel zwierzęcia nie ma pieniędzy na jego leczenie, również ma szanse na dofinansowanie.

Fundacja pomaga także w szukaniu nowych domów dla wyleczonych zwierząt. Większość z nich trafia do nowych właścicieli prosto ze szpitala. Te, którym się to nie udaje, po wyleczeniu trafiają do azylu. Kiedy odwiedzam szpital, jest w nim tylko jeden bezdomny, „powypadkowy” kundelek w trakcie leczenia. Reszta to psy i koty mające właścicieli. Jednak co miesiąc przez szpital przewija się minimum pięć uratowanych psów i drugie tyle kotów. W szpitalu oprócz pani Magdy pracuje od października ub.r. jeszcze jeden lekarz weterynarii – Agata Przewrocka.

Na prawach domownika

Stałymi rezydentami domu pani Magdy jest długowłosa jamniczka Kora i kot Minus. Minus jest jednym z byłych pacjentów szpitala. Aż dziw, że tak śliczny czarno-biały kot miał problem ze znalezieniem domu. Został więc na stałe.

Frodo coraz sprawniej posługuje się wyleczoną łapką. Odbudowują się mięśnie, które były w zaniku, a pies powoli zapomina o nawyku chodzenia na trzech łapach. Szaleje z pozostałymi czworonożnymi domownikami: dwoma owczarkami australijskimi i dwoma kotami. Boki mu się zaokrągliły, nie pasuje już do niego tymczasowe imię Szkieletor.

Autor: Urszula Charytonik