Tańczący z dalmatyńczykami - Psy.pl - mamy nosa!

Tańczący z dalmatyńczykami

Trafić ze schroniska dla bezdomnych zwierząt na deski sceniczne i wystąpić w musicalu „101 dalmatyńczyków” - to jest możliwe tylko w Stanach Zjednoczonych!

Coś takiego przytrafiło się kilkumiesięcznemu dalmatyńczykowi Rascalowi, który miał złamaną łapę, a właściciel porzucił go u weterynarza, bo nie stać go było na zapłacenie rachunku za leczenie. Mimo niesprawności pies był energiczny, więc pracownicy schroniska w Ohio, którzy się nim zaopiekowali, zaproponowali go producentom musicalu. – Przyjechałem zobaczyć psa w akcji. Miał jeszcze założony gips, ale był tak dobry, że musiałem go zaangażować – opowiada Joel Slaven, znany amerykański trener, który przygotowywał psy do występu na scenie. W sumie dziewięć na piętnaście dalmatyńczyków występujących w przedstawieniu pochodzi ze schronisk (nigdy wcześniej w żadnym amerykańskim musicalu nie występowało tyle żywych zwierząt). Są wśród nich oprócz Rascala m.in. Tanner znaleziony na ulicy przez wolontariuszy ze schroniska w Południowej Wirginii czy Jada z ośrodka drugiej szansy w Wooster w stanie Ohio. Ta suczka była o krok od śmierci. Przeszła kilka operacji i ciężką kurację antybiotykową. Dziś jako pierwsza z piętnastoosobowej psiej załogi wstaje i jest gotowa do codziennego treningu.

Aktor ze schroniska
Słynna disnejowska bajka „101 dalmatyńczyków” powraca na afisze – tym razem amerykańskich teatrów. Po kreskówce i dwóch częściach filmu fabularnego przyszła pora na musical w iście broadwayowskim stylu. Czołowi nowojorscy producenci (m.in. Lee Marshall, twórca show z Davidem Copperfieldem, Janet Jackson i Britney Spears), hollywoodzka obsada, aktorzy na szczudłach i… prawdziwe dalmatyńczyki.
– Była kreskówka, był film, ale musical o przygodach Ponga i Perdity dotąd nie powstał. Stąd nasz pomysł na odświeżenie disnejowskiej opowieści – tłumaczą twórcy spektaklu. Nie mieli oni problemów ze znalezieniem aktorów, scenografów, choreografów, muzyków, ale wyzwaniem stało się pokazanie na scenie psów. W tytule dalmatyńczyków jest ponad setka, na scenie nie można pokazać ich aż tylu, nie da się też zastosować takich efektów specjalnych, jak w kinowej wersji bajki. Zdecydowano się na więc na personifikację. Czworonożnych bohaterów zastąpili aktorzy, którzy wcieli się nie tylko w role Ponga i Perdity, ale także innych psów występujących w „101 dalmatyńczykach”. Ale by zachęcić widzów do przyjścia do teatru, producenci postanowili zaangażować również prawdziwe psy. Chcieli udowodnić, że w schroniskach dla zwierząt też mieszkają znakomici psi aktorzy, którzy zasługują na drugą szansę.
Poszukiwanie odpowiednich kandydatów rozpoczęło się pod koniec 2008 r. Szkoleniowiec Joel Slaven, który został zaangażowany do znalezienia 15 dalmatyńczyków, zjechał niemal całe Stany: od Kalifornii po Teksas. Odwiedził kilkadziesiąt schronisk i organizacji zajmujących się opieką nad dalmatyńczykami. – Od początku cel był jeden, zwierząt szukamy w schroniskach – mówi Slaven. – Nie dlatego, że w Stanach Zjednoczonych brakuje agencji dla psich aktorów, które mają w portfolio czworonogi wszystkich ras i maści. Po prostu uważamy, że angaż zwierząt ze schroniska to dobra lekcja odpowiedzialności dla widzów musicalu – zarówno tych, którzy posiadają już psa, jak również dla zastanawiających się dopiero nad przyjęciem go pod swój dach. Nie chcemy popełnić błędów poprzedników.
Po kinowych wersjach „101 dalmatyńczyków”: tej pierwszej z 1996 r. i sequelu z 2000 r. zapanowała moda na psy tej rasy. Wielu amerykańskich rodziców uległo swoim pociechom i sprawiło im psiaki. Skończyło się to masowym oddawaniem zwierząt do schronisk. – Dalmatyńczyki nie są do końca stworzone do życia w mieszkaniu czy nawet w domu. To niesłychanie absorbująca rasa. Ktoś, kto decyduje się na nią, musi poświęcać psu bardzo dużo czasu, znajdować dla niego wciąż nowe zajęcia, wypełniać mu czas. Same spacery to za mało. Tymczasem dzieci myślały, że psy będą zachowywać się jak na filmie – tłumaczy trener i dodaje: – Postanowiliśmy zwrócić uwagę na ten problem.

Popis w finale
Dziewięć na piętnaście występujących w przedstawieniu czworonogów pochodzi właśnie ze schronisk. Wszystkie wybrane przez trenera psy trafiły na jego farmę na Florydzie. Tam zostały najpierw odkarmione i wyleczone z chorób, na które cierpiały. – Niektóre trzeba było odchudzić. Możecie wierzyć lub nie, ale część z nich miała nadwagę – mówi Slaven. Dopiero po kilku tygodniach czworonogi rozpoczęły naukę. Każdy miał własnego szkoleniowca. Przez pierwsze dni bawiły się wspólnie. – Obserwowaliśmy, jak psy reagują na konkretnych trenerów, i w sposób naturalny każdy znalazł swojego kompana. Niczego nie robiliśmy na siłę – tłumaczy Slaven.
Treningi trwały ponad pół roku i podzielono je na kilka etapów. Każdy dzień był wypełniony co do minuty – od porannego spaceru o szóstej rano, do wieczornego posiłku. Na początku trzeba było na nowo wzbudzić w psach zaufanie do ludzi. Temu służyły luźne zabawy i spacery. Z czasem zaczęto przyzwyczajać je do urządzeń i przedmiotów, która znajdują się w teatrze lub są elementami scenografii musicalu. Oswajano je na przykład z oświetleniem czy niewielkim pojazdem, którym wjeżdżają na scenę w czasie wielkiego finału. Kreowano też sztuczną widownię, która oklaskiwała występy. – Na treningi zapraszaliśmy orkiestrę dętą, która przygrywała psom w czasie zabawy, wszystko po to, by się przyzwyczaiły do muzyki na żywo – mówi Slaven.
Ostatnim etapem szkolenia było nauczenie czworonożnych aktorów ich ról. W ciągu półtorej godziny, gdy trwa spektakl, psy pojawiają się na scenie kilkakrotnie. Zazwyczaj w towarzystwie ludzkich postaci. W finale natomiast samodzielnie dają  popis sprawności, dokonując transformacji scenografii. Biegają we wszystkich kierunkach, przenosząc rekwizyty. Za pomocą dźwigni, przesuwni i wózków zmieniają piekielny hol domu Cruelli de Vil w pełen blasku i życia ogród.

Edukacja i adopcja
Dotąd musical „101 dalmatyńczyków” pokazywany był na deskach teatrów Minneapolis, Appleton i Atlanty. W planach twórców jest odwiedzenie jeszcze 20 miejscowości w całych Stanach Zjednoczonych, co wiąże się niekiedy z problemami logistycznymi.
Dlatego główny sponsor sztuki, producent karmy dla psów Purina, przygotował dla czworonożnych aktorów iście gwiazdorski autobus. W środku oprócz boksów noclegowych jest miejsce do kąpieli oraz do zabawy. Wydzielono też część dla dwóch trenerów, którzy towarzyszą psim gwiazdom w trasie.
W Minneapolis wszystkie trzy spektakle miały komplet widzów. Oczywiście z przewagą tych najmłodszych. – Nie mieliśmy żadnych problemów. Psy doskonale poradziły sobie w warunkach scenicznych. Na kilka dni przed planowanymi występami przyjeżdżamy do miasta i mamy treningi na scenie, na której będziemy grać. Pozwala to psom przyzwyczaić się do warunków w poszczególnych miastach – tłumaczy Slaven.
Największym sukcesem twórców jest jednak edukacja widzów. Każdy, kto wykupi bilet, wraz z programem musicalu otrzymuje również informacje o dalmatyńczykach. Z broszury można się dowiedzieć, czym charakteryzuje się rasa, i przekonać, że nie jest ona najlepsza dla dzieci. – To naprawdę działa na naszych widzów. Już dwa razy spotkałem się z tatusiami, którzy jeszcze przed spektaklem obiecali swoim dzieciom, że dostaną dalmatyńczyka. Po przeczytaniu programu obiecali przemyśleć ten krok – mówi Slaven. Kto wie, może część czworonożnych aktorów trafi do widzów musicalu, którzy są im w stanie zapewnić właściwą opiekę . Założeniem twórców jest bowiem, że po zakończeniu trasy czworonożni aktorzy trafią do nowych rodzin.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *