Jeszcze 1,5 roku temu ten amstaf miał tylko kości obciągnięte skórą - Psy.pl
Wychudzony pies

Jeszcze 1,5 roku temu ten amstaf miał tylko kości obciągnięte skórą

Początek życia Lucky’ego, psa w typie amstafa, był okropny. Mieszkał pod wanną, nikt go porządnie nie karmił, był więc ekstremalnie wychudzony. Teraz zapadł wyrok w tej sprawie.

Lucky mieszkał w misce pod wanną, a żywił się ściekami. Nic więc dziwnego, że wyglądał jak szkielet. Tylko skóra obciągnięta kośćmi. Pazury miał długie i zakręcone. Świadczyło to o tym, że nie opuszczał miejsca swej kaźni. Nie wiedział, co to spacer.

Wreszcie ktoś zawiadomił białogardzki oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, że mieszkający w Bukówku właściciele znęcają się nad szczeniakiem. Przedstawiciel TOZ pojechał tam i zabrał psa do schroniska TOZ w Koszalinie. Później Lucky został umieszczony w domu tymczasowym. Z domu, w którym dotąd żył, zabrano też starszą, zaniedbaną i niedożywioną suczkę.

Właścicielka Lucky’ego Sylwia B. została oskarżona o znęcanie się nad psami, niezapewnianie im wody, pokarmu i ruchu. Właśnie zapadł wyrok w jej sprawie.

Oskarżona usłyszała karę roku i sześciu miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania prac społecznych w wymiarze po 20 godzin miesięcznie. Sąd orzekł przepadek psów oraz zakaz posiadania zwierząt przez cztery lata – mówi sędzia Sławomir Przykucki, rzecznik Sądu Okręgowego w Koszalinie, cytowany przez portal gk24.pl.

Lucky, czyli szczęściarz, miał naprawdę szczęście. Najpierw ktoś zauważył, że dzieje mu się krzywda, i nie bał się poinformować o tym osób, które mogły mu pomóc.

Amstaf w nowym domu
fot. TOZ Koszalin

A potem psiak został adoptowany przez rodzinę pani Ani z Koszalina. Mieszka w domu, ma wybieg, jest uwielbiany przez dzieci. No i nie wygląda już jak szkielet, ale jak zwykły pies. Jego opiekunka, cytowana przez portal gk24.pl, mówi, że to najmądrzejszy i najwierniejszy psiak na świecie.

Autor: Magdalena Ciszewska
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *