Uratowano ponad dwadzieścia mikropsów z pseudohodowli - Psy.pl

Uratowano ponad dwadzieścia mikropsów z pseudohodowli

Psy, sprzedawane jako gryfoniki, pinczery lub chihuahuy, mieszkały w tragicznych warunkach, w szopach i rozsypujących się budach, we własnych odchodach. Tylko te, które były na pokaz, przebywały w domu. W wyniku interwencji inspektorów TOZ z Wrocławia właścicielowi pseudohodowli z okolic Wałbrzycha odebrano 23 suczki i jednego samca.

Do Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami we Wrocławiu nadesłano mail z informacją o podejrzanej hodowli małych piesków w okolicach Wałbrzycha. Kiedy inspektorzy TOZ-u wraz z policją pojechali 30 maja pod wskazany adres, zobaczyli zwierzaki trzymane w budach, szopach i boksach pełnych odchodów, w brudzie i smrodzie.

Właściciel pseudohodowli miał jeszcze drugie tyle psów w domu, ale te były na pokaz. W internecie zamieszczał zdjęcia ślicznych szczeniaków w typie gryfonika, pinczera lub chihuahuy siedzących na białym legowisku i czerwonym dywanie z zabawkami i workami z dobrą karmą w tle. Rzeczywistość była jednak inna. Inspektorzy przekonali się, że psy żywione były ohydnymi papkami.

Inspektorzy TOZ-u napisali na Facebooku: „Większość z nich nie przypomina rasowych pinczerów, chihuahua, gryfonów itp. Mimo to właściciel pseudohodowli sprzedawał szczeniaki za 800-1200 zł!!! Na forach wyczytaliśmy, że później umierały lub okazywały się zwykłymi kundelkami. Nie mamy co do tego wątpliwości.

Suki zachodziły w ciążę przy każdej cieczce, rodziły jeden miot za drugim! Były wycieńczone i przerażone”.

Odebranymi pieskami zaopiekowały się Fundacja Mikropsy do adopcji, Fundacja Azylu pod Psim Aniołem i Fundacja Ostatnia Szansa Boguszyce. Inspektorzy z TOZ-u we Wrocławiu apelują o niekupowanie psów bez rodowodu Związku Kynologicznego w Polsce, ponieważ każdy taki zakup oznacza przyczynianie się do takich tragedii jak ta w okolicach Wałbrzycha. My także przyłączamy się do tego apelu. PK

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *