Wilki Wielkiej Siostry - psy Martyny Wojciechowskiej - Psy.pl

Wilki Wielkiej Siostry – psy Martyny Wojciechowskiej

Przy wigilijnym stole Martyny Wojciechowskiej zawsze znajdzie się miejsce dla bezdomnego czworonoga: Kilka lat temu w Boże Narodzenie ktoś przerzucił przez płot szczeniaka. Piesek spędził ze mną święta, a potem znalazłam mu ciepły dom

Martyna nie ma wątpliwości, że najlepszy pies dla niej to wilk. Uważa również, że jedyna rzecz na świecie lepsza od wilka to… dwa wilki. – Mares, który trafił do mnie jako ośmiomiesięczny szczeniak, chyba nie przypuszczał, że jego pani będzie aż tyle pracować. Źle znosił rozłąkę. Nie mogłam patrzeć na jego zawiedzioną mordkę i nie zastanawiając się przywiozłam mu koleżankę.

Straż przyboczna
Owczarki Martyny są jak woda i ogień. Mares kocha jeść, spać, leniuchować i wąchać kwiatki. Pepsi ma poczucie misji – chce przynieść swojej pani wszystkie patyki świata. Wilki, jak na psy kierowcy rajdowego przystało, kochają podróże w subaru i pościgi za enduro. Chętnie biegają za rowerem, a kiedy mają już dość gubienia kalorii, sugerują to niezbyt subtelnie – niefrasobliwie wbiegają pod koła i przewracają jadącego. Uwielbiają również przechadzki po Puszczy Kampinoskiej przy świetle księżyca. – Nie boję się ciemności, węży, pająków, najwyżej złych ludzi – mówi dziennikarka. – Mares i Pepsi dały mi poczucie bezpieczeństwa. Z taką strażą przyboczną nie boję się wychodzić z domu o północy.

Pies łagodzi obyczaje
Zdaniem Martyny pies łagodzi obyczaje i nadaje życiu wyjątkową jakość. – Dla Maresa i Pepsi stałam się piecuchem. Z myślą o nich spieszę się do domu po nagraniu. Przyjaciołom, gdy chcą mnie wyciągnąć na miasto, mówię: „Przykro mi, ale pędzę nakarmić moje dzieci!”. To wspaniałe uczucie, gdy idę do łazienki i potykam się o zwierzaka, który koniecznie chce mi towarzyszyć – nawet pod prysznicem. Lubię, kiedy plączą się za mną i wchodzą mi pod nogi. Podczas miesięcznego rajdu „Transsyberia” dzień w dzień wydzwaniałam do domu z telefonu satelitarnego, żeby „porozmawiać” z psami.

Tylko bez kamer
Gdybym znów miała poprowadzić reality show, bez Maresa i Pepsi nie dałabym się zamknąć w domu Wielkiego Brata. Musiałyby zamieszkać tam ze mną, ponieważ nie cierpią, kiedy wyjeżdżam. Wywlekają mi podczas pakowania ubrania z walizki albo wchodzą do samochodu i zawzięcie go okupują.
Cieszę się z tego i jak mogę strzegę czasu, który spędzam ze zwierzętami. Nigdy, jak Michał Wiśniewski, nie wpuściłabym do domu kamer, by podglądały nasze życie. Lubię jasno wytyczone granice. Nie dałabym szpiegować Maresa kamerom, nie wpuściłabym prasy na swój ślub i nie wydałabym dziecka na łup fotoreporterów.

Martyna i drużyna
Martyna, choć uważa, że jest w niej wiele z psiej mamy sądzi, że właścicielka wilka musi też umieć przeistoczyć się w żelazną damę. – Jako przywódca tej rozhasanej sfory nie mogę pozwolić, żeby psy jadły przede mną lub wpychały się pierwsze przez drzwi. Gdy mam chęć tarzać się z nimi po podłodze, schodzę do parteru, żeby je trochę potarmosić, ale nigdy nie zgadzam się, aby spały na kanapach albo w łóżku. Właściciel owczarka codziennie musi przypominać zwierzętom, kto dowodzi drużyną. Ja mam o tyle łatwiej, że wzięłam psy ośmiomiesięczne, o ukształtowanej osobowości. Pochodzą z hodowli, z której zwierzęta trafiają do szkoły policyjnej.
Martyna kocha potężne, okazałe rasy. Mówi, że przy nich czuje się bliżej natury. Nie lubi natomiast psów bojowych.
– Podejrzliwie patrzę na mężczyznę z pitbulem na smyczy. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ma kompleksy. Nie znaczy to jednak, że nie widzę świata poza wilkami. Mares i Pepsi to dopiero początek dużego stada. Kiedyś będę mieć dom pełen psów, kotów i dzieci…

Mares i Pepsi uwielbiają jeździć samochodem

Aby nie uległy wstrząsom, do zagłówków przyczepiam ochronną matę. Ma ona również tę zaletę, że zabezpiecza tapicerkę. Z psami staram się nie jeździć zbyt „rajdowo”, ale one mają do mnie całkowite zaufanie. Nie przeraża ich nadmierna prędkość. Sądzę, że najlepszy do przewożenia dużych psów jest jeep grand cherokee, ponieważ ma obszerną przestrzeń bagażową oddzieloną kratką. Chroni ona przed urazami, a zarazem pozwala psom widzieć i słyszeć właściciela, co jest dla nich podczas jazdy bardzo istotne. Przypominam, żeby nie karmić psa przed podróżą – ale cóż, jest to błąd, który popełnia się tylko raz… Wybicie: Przy wigilijnym stole Martyny Wojciechowskiej zawsze znajdzie się nakrycie dla bezdomnego czworonoga. – Kilka lat temu w Boże Narodzenie ktoś przerzucił nam przez płot zabiedzonego szczeniaka. Piesek spędził ze mną święta, a potem znalazłam mu ciepły dom.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *