Wulkan w skórze parsona - Psy.pl

Wulkan w skórze parsona

Didi - najmniejszy pies gruzowiskowy w Polsce - dzięki temu, że wciśnie się w każdą szczelinę, ma większe szanse na odnalezienie ofiar katastrof

Wśród słusznego wzrostu retrieverów, airedale terrierów i owczarków niemieckich pracujących w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku kręci się niepozorny biały maluch. To dwuipółletni, mierzący 30 cm w kłębie parson russell terrier Didi – certyfikowany pies gruzowiskowy ratujący zasypanych ludzi.

Tylko nie Ohydka
Przewodniczka Didi Ewa Kussowska obejrzała kiedyś film wideo z mistrzostw psów gruzowiskowych w Danii i zakochała się w startującym tam terierze. Pojechała więc wraz ze szkoleniowcem GPR Gdańsk Michałem Szalcem do hodowli. Właściciele przygotowali dla Ewy śliczną suczkę. Szkoleniowiec przewrócił ją na grzbiet, a później bawił się z nią gumowymi piłeczkami – nie przeszła jednak pozytywnie testu, była za mało kontaktowa.

– Kolejna suczka wyglądała jak szczur i miała wielkie stojące uszy. Powiedziałam do Michała: tylko nie ta ohydka – śmieje się Ewa. Ale właśnie ona okazała się pełna energii i – co najważniejsze – ochoty do nawiązywania kontaktów z obcymi ludźmi. Dlatego Ewa i Michał zdecydowali, że trafi na szkolenie psów gruzowiskowych.

Ja Ewce kryjówek nie buduję
Najpopularniejszym miejscem treningowym gdańskich strażaków i psów są stare hale na terenie stoczni, pełne zagłębień i wnęk w ścianach. Z wielkich płatów blach i cegłówek można tu budować fantastyczne kryjówki, w których chowa się pozorantów.

Z czerwonego strażackiego samochodu pełnego psów wyskakuje mały wulkan energii z różnobarwnymi uszami. Za chwilę rozpocznie trening. Przewodniczki psów ubrane w czarne kombinezony rozdzielają się na dwie grupy. Zabierają się do przygotowywania kryjówek dla czworonogów. – Wszyscy mówią: „ja Ewce kryjówek nie buduję”. To dlatego, że Didi jest tak mała, że wciśnie się w każdą szczelinę – śmieje się Ewa.

Dziewczyny dają znak, że można zacząć przeszukiwanie ogromnego budynku. Didi wbiega do hali. Wilgotny nos porusza się góra – dół. – Mały pies fajnie przeszukuje – komentuje Ewa. – Jeśli nie uda mu się wejść przodem, próbuje bokiem.

Suczka przebiega w poprzek budynku, staje pod jedną ze ścian. Jest niespokojna, zaczyna szczekać. Ogon pracuje intensywnie. Po kilkunastu sekundach z zagłębienia w ścianie wyłania się pozorant. Przechodzi z ucieszoną Didi w miejsce, gdzie nie ma gruzów, i rzuca gumową piłeczkę. Suczka pędzi za nią w szaleńczej pogoni – ta zabawa jest nagrodą za znalezienie człowieka.

Odwaga topnieje u weterynarza
Didi wraz ze swoją panią trenuje trzy razy w tygodniu, odkąd skończyła trzy miesiące. Zaczęło się od zabaw z obcymi osobami. Później ktoś się chował, a zadaniem suczki było znalezienie go i oszczekanie. Okazało się, że szybko łapie trop. – Czasami w terenie ogranicza ją wysoka trawa, ale nadrabia nosem – mówi Ewa. – Ten psiak bardzo szybko się uczy, dlatego trzeba uważać, żeby nie popełnić w szkoleniu błędów, które mogłyby się utrwalić.

Według opisu rasy parson russell terrier powinien być aktywny, wesoły, inteligentny, czujny i odważny – Didi taka właśnie jest. Panicznie się boi tylko weterynarza. W gabinecie wchodzi na wagę – widocznie wydaje jej się, że tam będzie bez pieczna.

Jest jedynym w Polsce pracującym przedstawicielem swojej rasy. Ma certyfikaty psa gruzowiskowego i terenowego PSP stopnia I. Egzamin na psa gruzowiskowego zdała jesienią ubiegłego roku w Bornem-Sulinowie. W ciągu regulaminowych trzydziestu minut znalazła czterech pozorantów. – Didi przeszukuje gruzowisko wyjątkowo dokładnie, więc się bałam, że nie zmieści się w czasie – przyznaje Ewa. Gorzej było z zaliczeniem egzaminu terenowego. Suczka miała za zadanie odnalezienie dwóch osób. Początkowo się rozpraszała, dlatego udało się jej dopiero za drugim razem. Na razie Didi wzięła udział w dwóch akcjach poszukiwawczych w lasach w okolicach Kościerzyny. Nie zdołała się jednak wykazać swoimi talentami, ponieważ zaginieni odnajdywali się, zanim zdołali do nich dotrzeć ratownicy.

Wszystko służy do zabawy
Suczka szybko dogadała się z 8-letnim energicznym bokserem Bazylim, certyfikowanym psem gruzowiskowym, pierwszym partnerem Ewy. Jedzą z jednej miski. Bazyli jest dżentelmenem – zawsze czeka, aż Didi pierwsza zaspokoi głód. Ewa zabiera oba psy do gdańskiego zoo, w którym pracuje w dziale dydaktycznym. Prowadzi lekcje dla uczniów trójmiejskich szkół. Czworonogi drzemią wówczas w jej pokoju. Za to po powrocie do domu w Didi wstępuje demon. Wszystko nadaje się wtedy do zabawy – gdy była mała, wchodziła nawet do starego pieca i wynosiła z niego węgielki. – Którejś nocy Didi zaczęła wymiotować na fioletowo. Pojechałam z nią do lekarza weterynarii, który nie stwierdził niczego niepokojącego. Po powrocie do domu okazało się, że zjadła prawie cały ołówek kopiowy – opowiada Ewa.

Te wybryki zainspirowały ją do nazwania suczki imieniem bohaterki amerykańskiej kreskówki „Laboratorium Dextera”. Didi (w oryg. Dee Dee) to nieco postrzelona siostra młodego genialnego naukowca Dextera, która wciąż wprowadza chaos do jego laboratorium. Terierka z GPR Gdańsk na co dzień też jest trochę szalona, ale na gruzowisku ma tylko jeden cel – znaleźć przysypanego człowieka.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *