Psy.pl

reklama

Obaszar logowania się do serwisu
Obaszar wyszukiwania
szukanie zaawansowane
Zapisz się do naszego newslettera

Kącik adopcyjny

Rasy

Sonda

Fotogaleria

Pies miesiąca

Wasze...

Porady ekspertów

23-05-2013 Witam, Piszę w nietypowej sprawie(przynajmniej tak mi się wydaje), nie jestem nawet pewny czy piszę w odpowiednim miejscu, ale od początku. Żeby wyjaśnić sprawę, muszę opisać całą historię. Mieszkam obok nowobogackiego snoba (niestety to istotne w tej historii) + dopasowana do niego żona i rozpieszczona córeczka. Kilka dni temu przybłąkał się do nas śliczny mastif tybetański, który jak się chwile później dowiedziałem błąka się od kilku dni po okolicy. Szczeniak bez większego trudu przechodzi pod siatkami ogrodzeniowymi. Jego niesamowita charyzma, temperament odpowiedni do jego rasy + plany nabycia w niedalekiej przyszłości psa spowodowały że każdy z domowników w tym także ja, zakochaliśmy się w psiaku od pierwszego wejrzenia. Jak już wspomniałem wcześniej, od przypadkowej staruszki dowiedzieliśmy się że błąka się po okolicznych działkach od kilku dni (co z resztą potwierdzała spora ilość pcheł). Decyzja była krótka, zostaje u nas. Nie wiedzieliśmy wtedy o tym psie nic, nawet rasy. Nota bane nawet weterynarz do którego pojechałem następnego dnia nie poznał rasy. Jednakże wykrył wszczepiony pod skórę chip, który nie był jednak zarejestrowany w bazie danych, więc nic nam nie pomógł. Psa odpchlił i wróciliśmy do domu. Tego samego dnia, kilka godzin później, szanowny sąsiad o którym pisałem na początku podszedł do ogrodzenia wołając psa. Szczeniak (ok. 6tyg.) oczywiście nie zareagował, ale oczywiście oddałem psa właścicielowi. Na tym historia by się zakończyła gdyby nie fakt że miłość którą daliśmy psiakowi przez zaledwie dobę (!) wróciła do nas ze zdwojoną siłą :) Siedzieliśmy smutni i przygnębieni, ale zaczęliśmy wracać do rzeczywistości, po niecałych 40min nasze już lepsze nastroje eksplodowały :) W drzwiach stoi ponownie nasza nowa miłość :) To nie był jednak koniec dnia. Historia się powtórzyła, sąsiad przyszedł i odebrał i kolejny szybki powrót. Dzisiaj cały dzień czytałem o tych psach i konfrontacja z moimi obserwacjami nie pozostawia złudzeń. Pies będzie do nas wracał jak bumerang za każdym razem gdy wróci do prawnego właściciela (odliczanie trwa, narazie 4). W tym miejscu sielanka się kończy. Sąsiad zaczął psa zamykać w garażu (chyba nie muszę pisać o nieustannych piskach i ujadaniu). Z lektury wiem że ta rasa nie powinna w wieku szczenięcym być trzymana w zamknięciu a szczególnie w samotności. Z sąsiadem spróbuje sie dogadać choć wiem że nie będzie to łatwe, choćby dlatego że "zabawka" dla córki kosztowała 6000zł i nie stać mnie żeby odkupić psiaka od niego. W tej całej historii martwię się o stan psychiki szczeniaka. Piszę do Was żeby ktoś obiektywnie myślący o sprawie wyraził swoją opinie i ocenił sytuacje. Ja oczywiście chciałbym zatrzymać go dla nas i wiem że on też tego chce... Tu moje pytanie. Czy pies w tym wieku może takie ucieczki do innego domu traktować jako zabawę czy też traktuje nas jako nową rodzinę? Wydaje mi się że traktuje nasz dom jako swój, z dwóch powodów. Po pierwsze z własnej woli nie wraca do właściciela, po drugie gdy znajduje się na naszej posesji, wybiera najczęściej miejsce o najlepszej widoczności, co sugeruje postawę stróżującą swoje terytorium. Choć w ocenie całej sytuacji przeszkadzają mi moje emocje, to jestem pewny że pies w obecnej sytuacji może być szczęśliwy tylko u nas. Będę wdzięczny za rady i opinie w tej sprawie. Pozdrawiam. Kamil