Ares z wypadku nie żyje, bo nikt się nim nie zaopiekował - Psy.pl

Ares z wypadku nie żyje, bo nikt się nim nie zaopiekował

Magda i Maciek wracali do domu ze swoim pupilem Aresem i adoptowaną właśnie suczką Fuką. Doszło do wypadku samochodowego i oboje zostali zabrani do szpitala. Psami nikt z gapiów ani służb miejskich się nie zaopiekował. Fukę odnaleziono żywą, Ares niestety nie żyje.

Na drodze krajowej nr 5, 30 km od Leszna doszło 21 września do poważnego wypadku. W karambolu rozbiło się pięć samochodów. W jednym z nich jechali Magda i Maciek. Towarzyszyły im dwa psy rasy pitbul – ich ukochany Ares i adoptowana właśnie ze schroniska dla zwierząt w Łodzi, podobna do Aresa, suczka Fuka. Cieszyli się, że psy się polubiły i że Fuka będzie miała nareszcie swój dom i przyjaciela pobratymca.

W wyniku wypadku Maciek stracił przytomność, ale Magda, chociaż ranna, zanim śmigłowiec zabrał ich do szpitala w Lesznie, błagała licznie zgromadzonych gapiów, żądnych, jak się okazało, wyłącznie sensacji, aby ktoś zaopiekował się psami. Zapewniała, że zwierzaki są łagodne. Niestety, znieczulica mieszkańców okolic Ponina i Czacza, gdzie zdarzył się wypadek, okazała się nie do przełamania. Również żaden z pracowników ze służb miejskich nie zainteresował się losem psów, nawet strażak, który obiecał to Magdzie.

Przestraszone i być może także poturbowane psy uciekły. Fukę udało się odnaleźć następnego dnia, ale los Aresa był nieznany. Wolontariusze z Amstaff Team, którzy na co dzień współpracują ze schroniskiem w Łodzi i dzięki którym doszło do znalezienia opiekunów Fuce, rozpoczęli za pośrednictwem Facebooka akcję poszukiwawczą.  Aresa szukała rodzina i wolontariusze. Rozkładali jedzenie i rzeczy pachnące Magdą i Maćkiem, wieszali ulotki, a nawet postanowili pojechać w tamte okolice z suczką, która ma cieczkę, żeby zwabić zaginionego psa. Niestety, Aresa znaleziono martwego w rowie. Prawdopodobnie zginął potrącony kilka godzin po karambolu, kiedy błąkał się przestraszony po okolicy.

„Jest nam strasznie przykro z powodu śmierci „tylkopsa” – przyjaciela, pełnoprawnego członka rodziny traktowanego z należytym mu szacunkiem. „Tylkopsa”, który był oparciem i ostoją w trudnych chwilach, który był lekarstwem na zmartwienia… ale nikt z tłumu gapiów tego nie rozumiał. Nie rozumie też tego, że teraz ktoś bardzo cierpi i płacze za swoim ukochanym pupilem, który już nigdy nie wróci” – czytamy przejmujący wpis na stronie internetowej fundacji Mikropsy

Publikujemy plakat zamieszczony na Fanpage’u Amstaff Team z prośbą o rozpowszechnianie. Może uchronimy choćby kilka psich istnień? PK

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *