Bezdomny Artur uratowany z amazońskiej dżungli - Psy.pl - mamy nosa!

Bezdomny Artur uratowany z amazońskiej dżungli

Gdy czworo Szwedów wyruszało w listopadzie do Ekwadoru, by wziąć udział w Adventure Racing World Championships, nie przypuszczali, że wrócą do kraju w piątkę i że tym piątym będzie bezdomny pies z amazońskiej dżungli, któremu nadali imię Artur.

A wszystko zaczęło się od… klopsika. Gdy Karen, Mikael, Simon i Staffan, członkowie Team Peak Performance, przygotowywali posiłek przed wyruszeniem na kolejny etap ekstremalnej 700-kilometrowej wędrówki po bezdrożach Ekwadoru, Mikael, kapitan drużyny, dał go błąkającemu się w pobliżu brudnemu, bezdomnemu psu. Mikael tak o tym opowiada na www.teampeakperfomance.se:

„Zacząłem karmić Artura klopsikami, gdy jedliśmy posiłek. Startowaliśmy z innymi zespołami i nie mogłem pojąć, dlaczego Artur towarzyszył nam, póki się nie rozdzieliliśmy, a potem został z nami. Podczas jednego z postojów zauważyliśmy, że zwierzak jest zupełnie wyczerpany. Otworzyliśmy dwie puszki i daliśmy mu jeść. Przecież nie był w stanie nic sobie znaleźć w dżungli”.

Wtedy jednak nic jeszcze nie zapowiadało szczęśliwego dla psa finału. Zawodnicy nie wiedzieli, że staną na głowie, by pomóc zwierzakowi. Mieli iść, biec, płynąć przez amazońską dżunglę, zmagać się z błotem i duchotą. Gdy na kolejnym etapie mieli płynąć kajakami, organizatorzy rajdu doradzali im, by nie brali psa, bo to zbyt niebezpieczne i kajak może się wywrócić. Co działo się dalej, opisali na Facebooku:

„Mike, Simon, Staffan i Karen spuścili kajaki na wodę i popłynęli, ale Artur nie chciał zostać sam, i popłynął za nimi. To poruszyło serca zespołu i Mikael pomógł Arturowi dostać się do kajaka, co wywołało owację na stojąco wśród osób znajdujących się na brzegu”. Odtąd pies towarzyszył im już do końca wędrówki i przekroczenia linii mety.

A potem Szwedzi zabrali go do hotelu i postanowili sobie zrobić wszystko, by zabrać go ze sobą do Szwecji. Wizyty w klinice weterynaryjnej, leczenie starej rany na plecach, załatwianie mnóstwa formalności i papierów. I wreszcie szczęśliwy finał: przylot do Szwecji. Artur zamieszkał z Mikaelem, a wszyscy członkowie teamu postanowili założyć fundację imienia psa, by pomagać innym bezdomnym Arturom. To dowód, że życie pisze czasem scenariusze z happy endem. MC

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Przeczytaj także

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *