Chomik

Nie każdy lekarz ma pojęcie o małych gryzoniach, dlatego to, który lekarz jest na dyżurze, ma kluczowe znaczenie. Pytanie właściciela było więc jak najbardziej na miejscu.

– Tak, zapraszam, może pan przyjść, akurat jestem na dyżurze. A co się dzieje?
– A wie pani, jakiś taki apatyczny się zrobił, po tym naszym ostatnim leczeniu mu się nie poprawiło.

Chomika boli brzuch

Są właściciele, którzy nie przedstawiają się z nazwiska, nie mówią, co to za zwierzak, w sprawie którego dzwonią i oczekują, że wszystko pamiętamy. To był jeden z takich przypadków. Ponieważ nie kojarzyłam, jakiego ostatnio chomika przyjmowałam, w nawale spraw i pacjentów nie da się wszak pamiętać wszystkiego, poprosiłam raz jeszcze o pojawienie się w przychodni. Ale pan widocznie miał dużo czasu, bo kontynuował wypowiedź.

– Od kilku dni jakby brzuch go bolał, chodzi i stęka. Ten brzuch taki jakby wzdęty jest. I jeszcze oko, łzawi jakoś.

Cierpliwie słucham, bo co innego zrobić. Przez telefon zwierzaka nie wyleczę, muszę go zbadać, ale pan wyraźnie nie z takich, co się chce tylko dowiedzieć, czy wizyta jest możliwa i wkrótce przyjdzie. Najpierw musi się nagadać.

Chomik ma chore oko

U chomików zdarzają się problemy z oczami, ponieważ cały czas przebywają w ściółce, zawsze coś może się w nią zaplątać i podrażnić oczy, więc to mnie nie zaskoczyło. Gorzej z tym brzuchem, może dostał do jedzenia coś, czego nie powinien dostać. Już powoli zaczynam układać sobie w głowie plan leczenia.

– Co dostaje do jedzenia?
– Tylko karmę! Choć ostatnio byliśmy na spacerze i zjadł coś na trawniku, może to to?

Zaczynam coraz mniej rozumieć. Chomik na spacerze? Na trawniku? No nic, pytam dalej.

– A w klatce jest sam czy ma towarzystwo?
– Jakiej klatce?! Chodzi normalnie po domu!

Jestem coraz bardziej zdziwiona. Chomik, który ma dostęp do całego mieszkania? Nie dość, ze może coś zjeść i się na przykład zatruć, ale też może zniszczyć różne rzeczy właścicielom. Można go przez przypadek zdeptać lub przytrzasnąć choćby drzwiami. Przecież to maleńkie zwierzę!

– Teraz sobie przypomniałem, że ostatnio byliśmy z chomikiem u znajomych i podjadł trochę karmy kota tej znajomej. Nie wiem już. Martwię się bardzo.

– Proszę pana, musi pan zabrać chomika i przyjechać do mnie dziś. Jestem do 15. Proszę się postarać zdążyć do tego czasu. Zapowiada się dłuższa wizyta. Musimy porozmawiać o prawidłowej hodowli takich małych zwierząt. Tylko niech pan dobrze zabezpieczy zwierza przed zimnem, proszę go porządnie czymś okryć, żeby nam się dodatkowo nie przeziębił, bo dziś mróz!

– Dobrze, dobrze, to już jadę.

Chomik zostaje wniesiony do gabinetu

Po jakichś 20 minutach do gabinetu wchodzi młody mężczyzna. Z tego, co widzę, nic ze sobą nie przyniósł.

– Dzień dobry, dzwoniłem wcześniej. Przyjechałem z chomikiem.
– Dzień dobry, a gdzie go pan ma?

I tu nastąpiło moje największe zdziwienie tego dnia, a może i tygodnia. Pan zza pazuchy wyciągnął psa. Malutką, trzęsącą się ze stresu chihuahuę.

– Proszę, to jest Chomik!