Co innego poza psem?

Otóż miała to być małpka. Od kilku lat rośnie zainteresowanie zwierzętami mniej domowymi niż pies i kot. Ludzie trzymają w domu gady (choć to już żadna nowość, myślę, że większość z nas zna kogoś, kto ma w domu żółwia czy węża, a ja znam nawet takich, co mają na przykład kajmana), ale też zwierzęta, których byśmy nie zaliczyli do pupilków dywanowych. Jakie? Choćby skunksy, pieski preriowe, szopy pracze i małpki właśnie, a podobno gdzieś w Warszawie mieszka nawet posiadacz dwóch ocelotów.

A gdyby w domu mieć coś bardziej ekstrawaganckiego…

Jeszcze niedawno wydawało mi się, że taka ekstrawagancja dotyczy głównie bogaczy z USA, ale przy rosnącym popycie na zwierzęta „inne” nabycie pupila z drugiego końca świata staje się coraz łatwiejsze. Na szczęście są to głównie zwierzęta hodowlane, a nie odławiane z naturalnego środowiska, co i tak niestety czasem się zdarza.

Każde zwierzę to duży wydatek i nie mówię tu jedynie o zakupie (a to wcale niemałe pieniądze), ale przede wszystkim o utrzymaniu tego zwierzaka, o leczeniu go w razie choroby. To ogromna odpowiedzialność. Jest niewielu lekarzy, którzy mają pojęcie o skunksie czy małpie. Biorąc zwierzaka, którego naturalnym środowiskiem nie jest… mieszkanie, mamy obowiązek zapoznać się z warunkami, jakie musimy stworzyć, musimy też dowiedzieć się, jaką karmę powinien jeść nasz nowy zwierz, a nawet jaki rytm dnia jest dla niego naturalny. Taki na przykład szop pracz jest zwierzęciem nocnym, więc można zapomnieć o spokojnym śnie z nocnym markiem pod jednym dachem.

Ponadto niektóre z wymienionych przeze mnie zwierząt są w naturze drapieżnikami, należy więc pamiętać, że mogą nie dać się oswoić na tyle, abyśmy byli wystarczająco bezpieczni we własnym domu.

W razie wyjazdów zawsze łatwiej znaleźć opiekę psu czy kotu niż zwierzakowi, który wymyka się z kręgu potocznie rozumianych zwierząt domowych.

Naczelne to prawie jak małe dzieci

Małpki oswajają się dość dobrze, zwłaszcza ta, o którą pytał mnie klient, bo mowa tu o saimiri. Jednakże nawet mała, urocza, puchata kulka może swoimi ostrymi ząbkami skaleczyć właścicieli.

Wygląda jak pluszak, ma długi, puchaty ogon i piękne umaszczenie. Nic dziwnego, że żona zakochała się w maluszku.

Małpa została sprowadzona z hodowli z zagranicy, miała wszystkie dokumenty (zwierzęta tzw. nieudomowione, jak na przykład żółwie, muszą posiadać dokument CITES, określający zwierzaka i jego legalne pochodzenie), także nic nie stało na przeszkodzie, aby wprowadzić ją do rodziny.

Badania, badania, badania…

Po kilku miesiącach przygotowań małpka zawitała w nowym domu. Doskonale dogadała się z psami rezydentami. Po niedługim czasie umówiliśmy specjalistów w naszej przychodni, aby przeprowadzić badania profilaktyczne u małpki. Było to nie lada wyzwanie, ponieważ należało zgrać kilka osób jednocześnie. Specjalistę zwierząt nieudomowionych, specjalistę radiologa, aby przeprowadzić USG, anestezjologa, bowiem nie da się małpy zbadać bez znieczulenia (byłby to dla niej zbyt duży stres), no i oczywiście właścicieli i samą zainteresowaną.

Kiedy udało się wybrać odpowiedni termin, wszystko już poszło sprawnie. Podczas znieczulenia wykonane zostały odpowiednie badania: RTG, USG, pobrano krew do badań, a także wykonano wszystkie pomiary (głowy, kończyn itd.), a także pobrano kał do badania parazytologicznego. Zdrowa, młoda małpka zniosła wszystko bardzo dzielnie i wróciła zadowolona do domu. Było tylko jedno „ale”…

Podczas badania okazało się, że w dokumentacji małpka widniała jako samica. Badanie wykazało, że do Polski przyjechał samiec. Dla nowych właścicieli nie miało to większego znaczenia, jedynie musieli lekko zmienić imię.

Pamiętajmy o profilaktyce!

Pamiętajmy, aby badania profilaktyczne przeprowadzać regularnie u naszych towarzyszy. Niezależnie, czy jest to pies, kot czy małpa, takie badania powinny odbywać się przynajmniej raz do roku. Jesteśmy wtedy w stanie zapobiegać chorobom albo wykrywać je we wczesnym stadium i skuteczniej leczyć.