Ja swoich dzieci nie szczepię

Szczepić? Po co?! Ja swoich dzieci nie szczepię…

Temat antyszczepionkowców jest ostatnio bardzo popularny. Czy dotyczy tylko ludzi? Niestety, nie ominął też weterynarii...

Podczas większości wizyt, gdy dostaję do ręki książeczkę zdrowia psa, przeglądam, jakie miał szczepienia i kiedy się odbyły. Przy okazji mogę poinformować właściciela, kiedy powinien je powtórzyć.

Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy po moim stwierdzeniu: „Ojej, pani pies nie miał szczepienia przeciwko wściekliźnie od 3 lat! Dobrze byłoby go zaszczepić”, usłyszłam: „Nie, pani doktor, ja nie szczepię swoich psów! Dzieci też nie szczepię! Szczepionki nie są dobre”.

Mówiąc szczerze, zbierałam wtedy żuchwę z podłogi. Zatkało mnie!

Szczepienie obowiązkowe

Przypomnę, że szczepienie przeciwko wściekliźnie jest szczepieniem urzędowym, czyli każdy właściciel ma obowiązek co roku szczepić psa! Wynika to z niebezpieczeństwa wystąpienia tej choroby zakaźnej na terenie Polski. Szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym leżą w interesie psa, którym się opiekujemy, ale są też ważne dla zdrowia innych psów.

Kiedy pies nie ma w dokumentacji szczepienia przeciwko wściekliźnie, a ugryzie innego psa albo człowieka i zostanie to zgłoszone, zaczną się kłopoty. Pojawi się sanepid, straż miejska lub policja – w zależności od sytuacji. Grozi za to mandat, a zwierzę zostanie poddane obserwacji trwającej 15 dni. Obowiązek corocznego zabezpieczenia przeciwko wściekliźnie określony jest w w ustawie. Nikt nie będzie słuchał, że nie wierzymy w szczepienia albo się ich boimy!

Jednak z mojego punktu widzenia mimo wszystko częściej zdarza się choroba, o której ostatnio było głośno – parwowiroza. Ale przed nią też chronią podstawowe szczepienia! Wielu właścicieli wychodzi z założenia, że skoro szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym nie są obowiązkowe, to po co je robić. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego – mając namacalne zagrożenie – właściciele nie chcą chronić swoich pupili. Choroba nieleczona jest śmiertelna, a nawet gdy zareagujemy, to nasze szanse na wygraną wynoszą mniej więcej 50/50.

O antyszczepionkowcach słyszałam dużo…

Ludzie obawiają się tego, czego do końca nie rozumieją. To temat rzeka. Nigdy jednak nie spodziewałam się, że spotkam się z takim problemem wśród właścicieli moich pacjentów! Jak widać, wiele mnie jeszcze może zaskoczyć…

Autor: Z życia weterynarza
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników