Czy przychodnia weterynaryjna jest jak apteka?

Codziennie zdarza się przynajmniej jedna osoba, która wpada do przychodni weterynaryjnej niczym do apteki, celem nabycia leków dla swojego pupila. Właściwie czym apteka różni się od przychodni weterynaryjnej? Może moje oburzenie jest niesłuszne?

W dzisiejszych czasach jest coraz więcej preparatów dla ludzi, które można kupić w aptece bez recepty, ale też w drogeriach i – o zgrozo – w sklepach spożywczych! Kto nie widział przy kasie leków na kaca, ból głowy albo biegunkę? W większości wypadków te substancje powinno się przyjmować wedle ściśle określonych zasad i nie nadużywać ich.

Niestety ludzie nauczyli się, że łatwo zdobyć takie leki i z nich korzystać. Nie inaczej jest w weterynarii. Zdecydowanie za często widuję opiekuna mojego pacjenta, chcącego – lub, co gorsza, żądającego – aby wydać mu lek bez badania psa! Nie, lekarze nie naciągają klientów na wizytę. Po prostu nie można wydawać leków bez badania klinicznego, diagnozy i odpowiedniego dobrania specyfiku!

„Bo on już to raz dostał! Rok temu…”

To popularny argument właściciela chorego zwierzaka. Nawet jeśli jakiś czas temu pies miał na przykład chore uszy, a teraz znów ma nieprzyjemny zapach z nich i trzepie głową, nie znaczy to, że można zastosować ten sam preparat. Zapalenie ucha mogą wywołać bakterie, pasożyty albo grzyby. Nie ma leku na wszystko!

Dodatkowo czasem może dojść do przerwania błony bębenkowej. Są produkty, które można zastosować w takim przypadku, ale inne są wówczas bezwzględnie zakazane!

„Sąsiadki pies miał to samo”

Kolejna sprawa, która wywołuje we mnie sprzeciw. To nie właściciel jest od oceniania, że ten czy tamten pies chorował na to samo. Jeśli dany pies oddawał za dużo moczu, źle się czuł i pomógł mu antybiotyk, to nie znaczy, że inny cierpi na to samo! Przyczyn takiego stanu rzeczy jest zdecydowanie więcej, a diagnoza bywa bardziej skomplikowana niż zapalenie pęcherza…

„Mój doktor mi wydał leki, to czemu pani nie chce?”

Ano nie mogę, a nie, że nie chcę! Bez zlecenia od lekarza prowadzącego i wypisu nic nie mogę wydać, nie badając psa. A co, jeśli właściciel przekręci nazwę leku? Albo lek już nie jest potrzebny? Albo coś się stanie podczas stosowania go? To lekarz wydający lek odpowiada za jego stosowanie i skutki leczenia!

„Mój pies ma takie coś (tu zdjęcie w telefonie), da pani lek na to?”

O ile smartfony są bardzo przydatne w sytuacji, gdy właściciel nagrywa np. atak padaczkowy, o tyle przyniesienie zdjęcia zmiany skórnej albo ogólnego wyglądu psa nie zastąpi badania, aby postawić diagnozę. Tak po prostu się nie da!

Podsumowując – przychodnia weterynaryjna nie jest apteką albo sklepem spożywczym, gdzie przychodzi się po lek na ból głowy. Do co poniektórych właścicieli trafia porównanie uświadamiające, że weterynarz też jest lekarzem. Matka dziecka nie idzie do pediatry sama, opowiadając objawy, jakie występują u dziecka i nie oczekuje od lekarza recepty oraz zaleceń co do leczenia. Zabiera dziecko ze sobą! To samo tyczy się antybiotyków i innych leków na receptę w aptece – żaden farmaceuta nie wyda leków podlegających kontroli bez recepty!

Drodzy właściciele psów! Jeśli wasz zwierzak jest chory, idźcie z nim na wizytę i nie oczekujcie leczenia zaocznego…