Łóżko, pies i my. Za i przeciw

Podczas gdy jedne psy smacznie śpią w kojcach, inne z lubością pakują się na łóżko, w świeżo wypraną pościel.

Zdania są różne, tak jak i różne są zasady panujące w danym domu. Dziś o tym, jak jest u nas.

Ty czy łóżko?

Na początek informacja najważniejsza: pies dzielący z właścicielem łóżko wcale nie musi być żądny władzy nad światem. To, co motywuje psa do gramolenia się na ów mebel, to przede wszystkim wygoda. Duże znaczenie ma również względny spokój w tym miejscu, jak i zapach właściciela, a także to, że z kanapy łatwiej jest obserwować otoczenie.

I choć większość psów lubi usadowić swój zadek w miejscu miękkim i wygodnym, nie każdy jest do tego stworzony. Rasy zimnolubne chętniej zasypiają na kafelkach lub w pobliżu drzwi wejściowych, bo przecież tam jest chłodniej. A smutny wzrok porzuconego właściciela tych preferencji raczej nie zmieni.

Zasady

Brak ustalonych zasad często nas uświadamia, że wylądowaliśmy w miejscu, w którym nie chcieliśmy. Opieka nad psem to nic innego jak określony kodeks postępowania. W domu, na spacerze, przy ludziach i podczas zabawy. Psy lubią nas sprawdzać i przesuwać granice, jeśli im się na to pozwoli.

Jeśli pies może wejść na łóżko, to jest to nasza decyzja. Pies więc powinien wchodzić za naszym przyzwoleniem, i w razie zmiany naszego zdania, opuszczać je bez marudzenia. Dobrze też wprowadzić nawyk, w którym pies może z łóżka korzystać w dzień, o ile jest pościelone lub kiedy po spacerze jego łapy są umyte i osuszone. (W przypadku, gdyby naszym psem był labrador o upodobaniu do kąpieli błotnych, zanim zaczniemy proces nauki, proponuję wpierw wyrobić sobie nawyk zamykania drzwi od sypialni… true story!)

Korzyści

Z ilości ciepła, jaką jest w stanie podzielić się z nami pies, zdaję sobie sprawę od pewnej bardzo zimnej nocy w namiocie. Śpiwór był gruby, ale poranny przymrozek zaskoczył wtedy wszystkich. Nie wiem, co by było, gdyby nie futro dzielnie ogrzewające mi plecy. I właśnie zdolności grzewcze mojego psa są moim numerem jeden. Zwłaszcza zimą, wdzięczne są moje stópki.

Korzyścią numer dwa jest obniżone ciśnienie (za sprawą głaskania psiego cielska) i momenty, w których zamiast czytać książkę / działać na laptopie / cerować skarpetki, wgapiam się wpół rozmarzona w mojego psa. Inteligentnie to ja wtedy nie wyglądam, ale widok rozanielonego psiego pyska, brzuch wystawiony do głaskania i najukochańszy pychol pod ręką, to naprawdę moja kwintesencja szczęścia. Skandynawskie „hygge” może się chować!

Ciemne strony…

Niestety, ale one też istnieją i nie boję się o nich mówić! Każdy, kto choć raz wpuści krakena w nocy na swoje łóżko, niechże zapomni o wygodnej pozycji do spania… Pies, podobnie jak i kot (a co mają powiedzieć opiekunowie pakietu pies + kot?!), podczas snu zwiększa swoją objętość czterokrotnie. Dowolne wiercenie się, wyprostowanie nóg, za duża kołdra – te wszystkie pojęcia są czystą abstrakcją. Normą zaś to, że człowiek budzi się nad ranem zepchnięty na skraj prześcieradła, bez skrawka kołdry, którym można byłoby się okryć…

Jeśli zaś należysz do dzielnych wojów, którzy przetrwali noc ze swoim psem… prawdopodobnie pobudka cię dobije. Oczywiście psi oddech może pachnieć fiołkami, a psi jęzor działać bardziej odmładzająco niż kremy z drogeryjnych półek… ale rano nie oddziela cię od psa żadna bariera. Dlatego nawet najmniejszy ruch ręką, powieką, drganie włosa może stać się zapalnikiem do wiwatów pt.”Hurra, idziemy na spacer!”. A jak wiadomo – wtedy nie ma zmiłuj.

A jak jest u was? Nie znacie limitów, pozwalacie od czasu do czasu czy jesteście kategorycznie na „nie”?