Odwiedziny doga. Szansa czy zagrożenie?

Tuwim był moim pierwszym psem, więc na zawsze pozostanie dla mnie archetypem psa. Wszystko, czym jest ten pies, wszystkie jego cechy, zarówno te, dzięki którym jest kimś znacznie więcej niż psem, jak i te, które sprawiają, że jest upierdliwy i trudny w obsłudze – będą dla mnie punktem wyjścia i kompasem w psim świecie. Każdy pies będzie już zawsze „mniej”, „bardziej”, „szybciej”, „wolniej”, „częściej” lub „rzadziej” niż Tuwim.

Szczęśliwe dni

Obecnie odpuszczam więc wszystkie inne aktywności poza pracą zawodową i jakimiś szczątkowymi obowiązkami domowymi, i poświęcam cały wolny czas moim psom. Chodzimy na spacery, ćwiczymy, bawimy się, leżymy – czyli wszystko, co robimy z Django, ale wiadomo – sto razy bardziej, BO TUWIM.

Tuwim wpada na pomysły, dyktuje warunki, jest w centrum wydarzeń, a my z Django wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i siłą rzeczy wchodzimy we wszystko, co proponuje ten wulkan energii w psiej skórze. W ciągu dnia próbujemy nadążyć za jego tempem, a wieczorami cierpimy na bezsenność, wsłuchując się w jego chrapanie i senne gonitwy na posłaniu.

Noski noski eskimoski

Nie wiem, w jakim narzeczu mówicie, czy mieszkacie w tej części Polski, w której zabawę polegającą na delikatnym uderzeniu głową w czółko dziecka mówi się „baran buc”, czy też w tej, w której mówi się „baran tryk”, w każdym razie na pewno wiecie, o jaką zabawę chodzi.

Tuwim też ją zna i bardzo lubi ją inicjować, bez względu na to, czy ja również podzielam jego entuzjazm do tej formy rozrywki. Niestety Tuwim jest też dość oporny, jeśli chodzi o stosowanie się do reguł tej zabawy i, po pierwsze, nie daje szans przygotować się na uderzenie, bo zanim je wykona, nie powtarza parokrotnie: „baran, baran, baran, baran”. Po drugie, nie uznaje zasady, że uderzenia mają być delikatne. Po trzecie, nie jest jakoś przesadnie przywiązany do założenia, że powinien trafiać w czoło. I tak trzy dni temu trafił w mój nos.

Knock-out

Nie wiem, jak to ująć obrazowo. Powiedzmy, że z wyrażenia „krew, pot i łzy” nie było tylko potu. Łzy w końcu też ustały, ale krwią smarkam do dzisiaj. Mama mówi, że nos mam trochę spuchnięty, ale chyba po prostu nigdy nie zauważyła, że jako jedyna z rodziny mam nos inspirowany Niną Simone (co mnie osobiście napawa dumą, żeby nie było).

Tak czy inaczej, nos naprawdę mnie boli. Nie jest złamany, bo nie sądzę, żeby dało się na dłuższą metę funkcjonować ze złamanym nosem bez morfiny, ale muszę przyznać, że od kilku dni pędzel do pudru to narzędzie tortur. Co tam pędzel, krzywdzi mnie nawet wdychane powietrze. Z listy potencjalnych zawodów, które mogłabym wykonywać, jak dorosnę, wykreślam pozycję „bokser”.

Pyszne.pl

Tuwim to ten rodzaj przyjemnego w obsłudze gościa, któremu smakuje wszystko, co tylko przyrządzę. Codziennie serwuję mu suchą karmę na różne sposoby: czasem nasypuję ją lewą ręką, czasem prawą, jednego dnia nabieram garściami, innym razem kubkiem, a on – codziennie usatysfakcjonowany – zjada ją do ostatniego okruszka.

Patrzę wtedy na Django-niejadka, a moje oczy pytają: „I co? Nie wstyd ci? Nie możesz wziąć przykładu z brata?”. Django bierze sobie to wszystko do serca i przekłada się we śnie na drugi bok. Pod względem jedzenia Tuwim byłby więc wnukiem idealnym – jest głodny dwadzieścia cztery godziny na dobę i nigdy nie mówi, że coś mu nie smakuje.

Skazani na zawał

Tuwim jest nocnym podjadaczem i nigdy – nawet o trzeciej w nocy – nie traci nadziei, że jedząc ostatni posiłek, rozsypał wokół miski kilka chrupek. Jeśli niczego cennego nie znajduje, przystępuje do ostatniego przeglądu swojej ukochanej butelkowej zabawki, wprawiając w ruch nie tylko plastikowe butelki, ale również przedsionki mojego serca.

Ostatecznie – bez względu na godzinę – przechodzi do próby zakomunikowania mi, że nastała pora karmienia. Wzorem więźniów z amerykańskich filmów, którzy furkoczą blaszanymi kubkami o kraty swojej celi, zaczyna walić głową w miskę, która z łoskotem uderza o ściany i prawdopodobnie budzi połowę naszego bloku mieszkalnego. Tak, wiem, powinnam chować miskę po posiłku. Obiecuję, że przypomnę sobie o tym dziś w nocy.

Nawiasem mówiąc…

Skoro o hałasie mowa, to przypomniałam sobie właśnie o jeszcze jednej istotnej różnicy między moimi psami. Chodzi o otrzepywanie się. Kiedy otrzepuje się husky – fakt faktem, w powietrze wzbija się tabun sierści, ale brzmi to jak trzepot kolorowych skrzydeł motyla o poranku. Kiedy otrzepuje się dog – jego fafle i uszy urządzają prawdziwy koncert na instrumenty perkusyjne. Walt Disney powinien wykorzystać ten odgłos w kreskówkach, kiedy bohaterowie policzkują się wzajemnie w trybie fast forward.

Niewiniątka

Wprowadziłam w naszym życiu nową, świecką tradycję i codziennie po powrocie z pracy pytam moje psy, czy były grzeczne. Obaj patrzą na mnie niewinnym wzrokiem i z przekonaniem kiwają głowami. Djangowi może bym i uwierzyła, ale niestety trwa okres linienia, więc Tuwim ma w pysku stanowczo za dużo haszczego podszerstka, bym mogła kupić tę ich historię o leniwym dniu spędzonym na drzemaniu i przeciąganiu się.

O włos!

Wbrew obiegowej opinii – linieją również rasy krótkowłose, jak dog niemiecki, i niech przeklęty będzie ten, kto pierwszy napisał w internecie, że z krótką sierścią jest mniej kłopotu, niż z długą.

Tuwim codziennie rozsiewa wokół siebie miliony małych igiełek, które wbijają się w tapicerowane meble, pościel, łazienkowy dywan i wszystkie możliwe części garderoby. Dzień i noc jestem więc narażona na nagłe ukłucia w najmniej spodziewanych miejscach. Podrapanie się nic nie daje, bo igła tkwi, jak tkwiła, trzeba ją chwycić w palce i próbować wyjąć spomiędzy włókien tkaniny. Długie minuty spędzam teraz na oglądaniu elementów garderoby pod światło i wywijaniu ich na wszystkie strony, by znaleźć zabłąkany sztylet.

Sierść Tuwima nie ma litości i kłuje także w czasie spaceru. Idę więc parkiem z dwoma psami, jest minus dziesięć na dworze, więc wyglądam jak przybysz z Matplanety, i co jakiś czas chwytam to rękaw, to nogawkę w palce, próbując uwolnić się od wbijającego się w ciało ostrza, a przechodnie myślą, że muszę być okropnie samotna, skoro sama siebie podszczypuję na spacerze.

Sto procent miłości

Mogłabym jeszcze długo wymieniać różne zabawne aspekty życia z Tuwimem. Jest tego mnóstwo, nie ma dnia, żeby ten pies nie poprawił mi humoru swoim głupkowatym zachowaniem. Przede wszystkim jednak Tuwim jest najbardziej uczuciowym psem, jaki stąpa po Ziemi. Tu już nawet nie chodzi o rozdawanie buziaków, przytulanie się czy siadanie na kolanach. Tu chodzi o tę radość, z którą wita mnie w progu i którą potrafi zarazić nawet powściągliwego Django do tego stopnia, że w tym tygodniu obaj czekają na mnie w drzwiach.

Bo choć Django też jest na swój sposób uczuciowy, to jego przywiązanie na co dzień można by opisać tak: „O… widzę, że udajesz się w stronę szafy. Pozwól, że powiodę za Tobą wzrokiem, a jeśli dystans zwiększy się ciut za bardzo – pozwolę sobie potowarzyszyć Ci w tej wędrówce swą nienachalną osobą”.

Tuwim z kolei przywiązany jest bardziej na zasadzie: „Oesu gdzie idziesz nie odchodź już nigdy się nie spotkamy nie rób tego kocham cię poczekaj idę z tobą idę czekaj na mnie błagam nie idź!”.