On nic nie zrobi, on chce się tylko przywitać…

Wystarczy pomyśleć – są przecież psy lękliwe, reaktywne, chore, po operacji, w trakcie szkolenia. Na takich psach każde podbiegnięcie odciska swoje piętno lub jest wręcz groźne dla zdrowia (czy nawet życia). Skąd w ludziach taka bezmyślność, egoizm, brak odpowiedzialności?

„On nic nie zrobi, on chce się tylko przywitać…”

Serio? Nieważne, że prosisz o zabranie psa, o ominięcie was. Informacja o tym, że twój pies może coś zrobić, że pies jest chory itp., też nie działa. Nie dość, że to najgłupsze tłumaczenie, to jeszcze najczęściej spotykana na spacerach sytuacja. Nieważne czy biegnie na nas york, owczarek, kundelek czy inny pies. Ani ja, ani mój pies nie mamy ochoty na wymuszone kontakty z obcymi psami! Nie wiem, skąd w ludziach to przekonanie, że każdy pies chce się witać z ich psem, że każdy będzie akceptował takie podbieganie. Przecież my też nie witamy się ze wszystkimi ludźmi i nie lubimy, jak obcy ludzie nas dotykają, jak stają zbyt blisko.

„On chce” – i tu zaczyna się problem, bo to, że pies czegoś chce, wcale nie oznacza, że musi to dostać. Uleganie każdej psiej zachciance jest błędem, pies z czasem przestaje widzieć w nas autorytet. Najczęściej chęć witania wynika z tego, że pies nie radzi sobie z emocjami – nikt nie pokazał mu spokojnego mijania psów, ignorowania ich. Zamiast tego młode psy wpuszcza się w grupę kotłujących się między sobą czworonogów. Nikt nie kontroluje ich relacji. Pies, zamiast zabawy, spokoju, prawidłowej komunikacji, uczy się, że najlepszą obroną jest atak.

Dlaczego psy mają prawo nie lubić witania się z obcymi psami?

Zacznijmy od tego, że niechęć do witania się z obcymi psami jest zupełnie normalna i nie należy zmuszać do tego psa. Ważniejsza jest jakość, a nie ilość kontaktów z pobratymcami. Wystarczą 3-4 zrównoważone psy i spotkania z nimi na równoległe spacery od czasu do czasu. Jeśli miejsce na to pozwala, to możemy spuścić psy, aby swobodnie eksplorowały teren.

Dzikie psy w naturze raczej będą omijać inne osobniki. Często to człowiek zmusza psy do witania się oraz błędnie interpretuje ciągnięcie na smyczy i poszczekiwanie jako chęć kontaktu. Pies mający prawidłową relację z właścicielem wybierze kontakt i zabawę z nim, a nie powitanie z obcym psem.

Obcy pies może stanowić zagrożenie. Jest też potencjalnym rywalem. W psiej mowie ciała bieg na wprost oznacza atak – każdy podbiegacz jest więc intruzem.

Jeśli masz psa na smyczy i podbiega do was obcy pies luzem, to dość naturalne, że twój nie będzie chciał kontaktu. Może zacząć się bronić i prezentować zachowania agresywne. Dlaczego? Bo jest na smyczy i nie może wyjść z tej interakcji. Od tego tylko krok do poważnych i trwałych problemów, bo z czasem każdy pies stanie się potencjalnym zagrożeniem. Pies może sobie wkręcić, że lepiej zacząć się bronić, zanim cokolwiek się wydarzy.

Czy podbiegacz naprawdę nic nie zrobi?

Nawet jeśli podbiegający do nas pies rzeczywiście chce się tylko przywitać i nie jest agresywny, nie oznacza to, że nic nie zrobi. W psychice naszego psa, który jest w trakcie szkolenia lub zwyczajnie jest introwertykiem i źle reaguje na wymuszone na nim kontakty z obcymi psami, każde takie zajście odciśnie trwały ślad.

Najgorzej, jeśli nasz pies wysyła kilka sygnałów uspokajających do podbiegającego czworonoga, a ten je lekceważy i robi swoje. W końcu nasz pies może stracić cierpliwość i zamiast się komunikować i ostrzegać, zacznie gryźć. Często, gęsto „on nic nie zrobi”, ale jednak biegł na mojego psa z obnażonymi kłami i ewidentnie przejawiał zachowania agresywne.

Szanujmy się!

Właścicielu podbiegającego psa – pomyśl o tym! Miej na uwadze komfort wszystkich spacerujących, a nie tylko swój i swojego psa. Twojemu psu naprawdę nic się nie stanie, jeśli zabronisz mu podbiegania do każdego napotkanego psa. Inni właściciele psów będą ci wdzięczni, może nawet zyskasz nowych znajomych do równoległych spacerów i pogaduszek?

Często wystarczy tylko przypiąć smycz lub odwołać psa. Ominięcie się bez kontaktu i uniknięcie potężnej awantury, psiej bójki i zszarganych nerwów jest prostsze niż myślisz. Wystarczy włączyć myślenie, mieć odrobinę wyobraźni, empatii, dobrej woli i szanować się wzajemnie.

Jak sobie radzić na co dzień z natrętnymi podbiegaczami?

Jest kilka sposobów, ale niestety nie zawsze są one skuteczne i nie zawsze mamy czas na ich zastosowanie. Zawsze warto na początek poprosić o odwołanie/zapięcie psa. A co, jeśli druga strona nie spełni prośby lub jeśli nie widzisz w pobliżu właściciela podbiegającego do was psa? To może pomóc!

  • Każ stanąć swojemu psu za tobą, sam wyjdź do przodu w wyprostowanej, pewnej pozycji; jeśli trafisz na psa, który potrafi czytać mowę ciała, obcy czworonóg powinien się zatrzymać i po chwili odejść.
  • Jeśli masz w kieszeni klucze, możesz rzucić je przed siebie; hałas może zniechęcić natręta.
  • Jeśli to możliwe, zmień kierunek spaceru, a najlepiej przejdź na drugą stronę ulicy.
  • Warto mieć w kieszeni drobno pocięte parówki czy tańsze smaczki i rzucić ich garść podbiegającemu psu; to powinno go zająć na chwilę, a wy będziecie mogli odejść; nie robiłabym tego, jeśli macie psa broniącego zasobów.
  • Jeśli widzisz, że pies nie jest agresywny i miejsce na to pozwala, to warto zwolnić swojego psa ze smyczy; na luzie prędzej oba psy dogadają się bez nadmiernych emocji.
  • Jeśli to mniejszy pies, który nie rzuci się na ciebie i nie przewróci, to czasem warto wziąć swojego psa na ręce, bo bywa to jedynym sposobem na uniknięcie niechcianego kontaktu.
  • W sytuacjach podbramkowych, kiedy jest ryzyko ataku i w powietrzu wisi awantura, musisz być gotowy na konfrontację siłową lub nawet użycie gazu pieprzowego.

Czego robić nie wolno?

Czego nie wolno robić – i to nigdy? Nie zostawiaj psa samego sobie, żeby sobie jakoś poradził, bo jest psem. To ty jesteś jego przewodnikiem i jesteś mu winien ochronę i pomoc w radzeniu sobie z trudnymi sytuacjami. Takie podejście zaprocentuje w waszych przyszłych relacjach.

„On nic nie zrobi…”? Zastanów się pięć razy, zanim znów to powiesz, jeśli ktoś poprosi cię o odwołanie psa!