Pies mnie ugryzł! Jak do tego doszło?

Pies mnie ugryzł - mnie, weterynarza. Jak do tego doszło? Czyja to wina? Przeczytajcie ten wpis!

Do przychodni wszedł jeden z niewielu „normalnych” owczarków niemieckich z fajnymi i – wydawałoby się – odpowiedzialnymi właścicielami. Nie była to jego pierwsza wizyta w moim gabinecie – znam tego psa. Większość owczarków jest nadpobudliwa, kłapie zębami tam, gdzie nie trzeba, potrafi być agresywna. Większość takich zachowań wynika ze zbyt małej ilości uwagi i ruchu zapewnionych psu.

Z bohaterem tego wpisu jest inaczej. Zawsze spokojny, co prawda nieco zestresowany byciem pacjentem, ale nigdy jeszcze nie zdarzyło mu się kłapnąć zębami czy nawet warknąć! Z dużym zaufaniem podchodziłam do tego pacjenta.

Ponieważ gorzej się poczuł, a w badaniu klinicznym i badaniu krwi nie stwierdzono specyficznych objawów, skierowano psa na badanie usg jamy brzusznej. Wszystko po kolei znosił z godnością. Był zdenerwowany, ale któż by nie był przy takiej ilości badań i stresujących czynności!

Stres jak u stomatologa

Stres psa czy kota w gabinecie zawsze porównuję do ludzkiego strachu przed stomatologiem. Nigdy nie wiemy, co nam grozi tym razem, czy ząb będzie do leczenia i czy będzie bolało. Tak samo jest ze zwierzętami. Stresują się samym miejscem, bo najczęściej pamiętają, że nic miłego ich w tym gabinecie nie spotkało. Tylko nieliczni pacjenci dają się przekupić smakołykami i trochę mniej traumatycznie przeżywają odwiedziny u weterynarza.

Wróćmy do owczarka. Doszliśmy do końca atrakcji na ten dzień. Naszykowałam zastrzyki, było ich w sumie cztery. Mniej więcej wiem, które substancje podawane w iniekcji są nieprzyjemne albo bolą, a które są dobrze tolerowane przez pacjentów. W związku z tym te najgorsze zostawiam na koniec.

Do czterech razy sztuka

Ja kłuję, właściciel trzyma psa, właścicielka siedzi na krześle (bo ile osób może trzymać jednego, miłego owczarka niemieckiego?).

Trzy zastrzyki minęły bez problemu, przy czwartym poinformowałam opiekuna, że może być nieprzyjemny i aby mocniej złapał psa. Niestety, w związku ze zbyt dużą dozą zaufania – i mojego, i właściciela – nie złapał psa wystarczająco. Przytrzymał jedynie za obrożę, a jak wiadomo, pies ma ruchomą szyję… No i nieszczęście gotowe. Zastrzyk zaszczypał, pies odwinął się, kłapnął zębami i złapał mnie za rękę. Na szczęście nic wielkiego się nie stało, został siniak i zadraśnięcie, ale strachu się najadłam.

Zasada ograniczonego zaufania

Właściciele byli równie zaskoczeni jak ja. Wiele razy robiłam temu psu zastrzyki i nic się nie działo. Do czasu… Niestety – wniosek z tego taki, że nigdy nie wolno mieć zbyt dużo zaufania do zwierzaka. On się jedynie broni, a robi to, jak umie. Ostrożność przede wszystkim!

Do psa pretensji nie mam z powodu opisanego wyżej. Natomiast do właściciela już bardziej. Pan tylko psu „nagadał” jak to się nie popisał na wizycie. Ale to nie psa wina – to opiekun się za bardzo nie wykazał. Mimo prośby, nie przytrzymał psa tak, abyśmy oboje byli bezpieczni.