Pies w przychodni – kto go powinien pilnować?


W wielu przychodniach weterynaryjnych wiszą kartki z informacją, że pies powinien być na smyczy i w kagańcu. Czemu rzeczywistość jest zupełnie inna?

Pies psu nierówny. Mały chihuahua i wielki owczarek – to kompletnie inne przypadki. Nie wspominając o kotach i innych pacjentach, np. królikach. Zwłaszcza te ostatnie bardzo się stresują w warunkach, do których nie są przyzwyczajone. Ogromny stres może doprowadzić nawet do zawału serca i śmierci małego pacjenta.

Czemu zwierzak przyprowadzony do przychodni weterynaryjnej powinien być pod porządną kontrolą właściciela?

Pies w przychodni się stresuje

Pierwszą sprawą jest fakt, iż chore zwierzę w poczekalni się stresuje. Zachowuje się inaczej niż na normalnym spacerze. Nawet najspokojniejszy pies pod wpływem dużego stresu może stać się agresywny.

Po drugie, nie każdy pies musi chcieć się zapoznawać. Niektóre pieski stresują się mniej niż inne i próbują nawiązywać przyjaźnie. Właściciel nie powinien do tego dopuścić, jeśli drugi pies sobie tego nie życzy. Po co potęgować strach?

Najgorszą sytuacją jest puszczanie psa wolno albo na niezablokowanej smyczy typu flexi. Niezliczoną ilość razy widziałam psi nos wetknięty w kratki transportera, w którym siedzi przerażony kot. Zakładam, że to przez niewiedzę właściciela psa, że kot może bać się psa. Choć naprawdę trudno mi w to uwierzyć!

Sytuacja jak z horroru, która wydarzyła się naprawdę

Bardzo niedawno klient opowiadał mi tragiczną w skutkach sytuację, wywołaną przez nieuwagę, niewiedzę i oburzającą ignorancję właścicieli zwierząt w przychodni weterynaryjnej.

Bohaterów było trzech. Kot przyniesiony do lecznicy bez transportera – po prostu na rękach. Pies rasy uznawanej za niebezpieczną – rottweiler – który nie miał kagańca i smyczy, ale siedział grzecznie koło krzesła właściciela. Mały, jazgotliwy psiak, który akurat przebywał w gabinecie i był bez smyczy. Z pozoru nic niebezpiecznego nie powinno się wydarzyć.

Wizyta dobiegała końca, ktoś bez pukania otworzył drzwi, wtedy niedopilnowany mały psiak wyskoczył z gabinetu z ujadaniem, kot wystraszył się i wyskoczył z rąk właściciela, a wtedy duży pies złapał go w zęby w powietrzu… Sytuacja jak z horroru!

Nieprzytomny kot natychmiast trafił do gabinetu, niestety reanimacja nie przyniosła efektu, ponieważ pies złamał kotu kręgosłup… Obydwa psy wyszły z sytuacji bez szwanku.

Kto tu zawinił?

Niestety to dość dobitnie pokazuje, do jak niebezpiecznych sytuacji może dojść zupełnie przez przypadek! Gdy zwierzęta są zestresowane, mogą reagować w zupełnie niespodziewany sposób. To właściciel odpowiada za bezpieczeństwo swojego pupila i możliwe szkody, jakie ten może wyrządzić. I to on musi być mądrzejszy od kota czy psa i uprzedzić to, co może się stać. Przewidywanie to podstawa, gdy jest się opiekunem zwierzaka albo rodzicem dziecka!

W sytuacji opisanej wyżej ryzyko zdarzenia byłoby dużo mniejsze, gdyby wszystkie psy były przynajmniej na smyczy, a kot – w zamkniętym transporterze.

Niestety, na prośby o złapanie psa na smycz w przychodni, zwykle słyszę: „ale ona/on nic nikomu nie zrobi!”. Albo: „przecież jest taka spokojna”…