Jak przygotować szczeniaka do pierwszej wizyty u weterynarza?

Szczeniak to psie niemowlę. Taki maluch zabrany od mamy w wieku - powiedzmy - 8 tygodni jest jak kilkumiesięczne dziecko. Cały świat jest dla niego straszny i w dodatku niebezpieczny. 

Na temat socjalizacji psa ze światem nie będę pisała, bo nie czuję się w tym temacie kompetentna, od tego mamy psich psychologów, trenerów i behawiorystów. Jednak niewielką częścią przystosowania malucha do życia jest wizyta w przychodni weterynaryjnej. I o tym dzisiaj.

Po nabyciu szczeniaka z hodowli lub po wzięciu go ze schroniska (a nawet adoptowaniu dorosłego psa) dobrym pomysłem jest pokazanie go lekarzowi, aby zbadał pupila i zalecił właściwy kalendarz szczepień i odrobaczeń. Co zrobić, aby wizyta ta nie zaowocowała traumą do końca życia?

Szczeniak u weterynarza? Tylko na rękach

W przychodniach weterynaryjnych pacjentów spotyka raczej kłucie i „wtykanie” palców nie tam, gdzie maluch by sobie tego życzył. Ale cóż, tak wygląda badanie.

Jeśli mamy małego szczeniaka, który nie miał szczepień albo miał tylko jedno, to jest to piesek zupełnie nieodporny na wirusy i bakterie w środowisku. Jak się można spodziewać, w lecznicach jest tych bakterii najwięcej! Aby uniknąć niebezpieczeństwa, nie stawiamy psiaka na podłodze, wadze, stole – NIGDZIE. Takie wizyty zwykle przeprowadzam na rękach u właściciela, a jeśli muszę psiaka zważyć, kładę jednorazowe podkłady pod psa.

Plusy trzymania malucha w objęciach właściciela są przynajmniej dwa. Po pierwsze, uniknięcie styczności z patogenami w przychodni. Po drugie, pupil bezpieczniej czuje się na rękach osoby, którą zna.

Kieszeń smakołyków

Bardzo istotną sprawą jest to, aby przyprowadzić psiaka jak najwcześniej do lekarza. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że unikniemy zastrzyków i nieprzyjemności, a zwierzak nie poczuje się zamęczony, bo takie badanie to będzie właściwie zapoznanie się z psem.

Jako weterynarz zawsze muszę dbać o kieszeń pełną smakołyków. Staram się zachęcić pacjenta do wzięcia chrupka. Nawet jak mam coś skomplikowanego do zrobienia, niech przynajmniej spotka psa jakaś jedna miła rzecz… Często podczas szczepienia albo zastrzyku wysypuję garść chrupków przed psa, gdy zacznie jeść i zapomni o całym świecie – kłuję. Duże zdziwienie ogarnia wtedy właścicieli, bo pies nawet nie zauważa nieprzyjemności, pochłonięty pałaszowaniem smakołyków. Trudniej jest z niejadkami, ale to da się obejść powygłupianiem się z pacjentem, wygłaskaniem go.

Weterynarz nie taki straszny

W moim odczuciu nie ma nic gorszego niż kurczowe trzymanie zwierzaka, który się jeszcze nie boi. A takim postępowaniem dajemy psu znak, że należy się bać, wyrywać i walczyć o życie.

Zawsze dbajmy o to, aby wizyta była przyjemna, zakończona wygłaskaniem i chrupkami. Mamy wtedy większą szansę na to, że nasz pupil wcale nie zacznie uciekać przed wizytami u lekarza – a są takie psy!