Bo on taki jest i już! To ma być wytłumaczenie?

W  porannym, poniedziałkowym zamieszaniu odebrałam kolejny telefon. Czasem czuję się, jakbym pracowała w centrali. Telefon za telefonem.

– Dzień dobry. Mam psa, to jest buldog francuski i on ma kleszcze.

Cisza w telefonie była zbyt długa, żeby sądzić, że moja rozmówczyni dobiera kolejne słowa. Musiałam coś zrobić.

Co się dzieje?

– Tak? I w czym jest problem?
– No mówię przecież! Ma kleszcze. Jeden na pysku przy nosie, a drugi na brzuchu przy siusiaku. Potrafi pani je wyciągnąć?
– Oczywiście, proszę, w takim razie niech pani przyjdzie do przychodni, to wyjmiemy je. Ale pod warunkiem, że mi go pani porządnie przytrzyma.
– Nie no nie przyjdę, to bez sensu. Mówię przecież, że to buldog francuski. Jemu nie da się tego usunąć.  Przecież pani wie, że one takie są! Czytałam gdzieś, że te psy już tak mają, że nie można im nic na siłę zrobić.

Moje zdziwienie rosło

– W takim razie zapraszam po godzinie 15, wtedy mamy dwóch lekarzy na dyżurze, to na pewno sobie poradzimy.
– Znam swojego psa. On sobie nie daje nic zrobić przy pysku. A martwię się. Przecież może się rozchorować.
– Ok. Rozumiem. Trzeba zatem wyciągnąć kleszcza albo spowodować, żeby odpadł. Im dłużej jest na psie, tym większe prawdopodobieństwo, że zarazi go babeszjozą, o ile oczywiście jest nosicielem.
– To może da mu pani „głupiego jasia”?
– Nie, proszę pani. Do wyjęcia kleszcza nie będę psa znieczulała, nie jest to obojętne dla jego zdrowia i nie widzę wskazania do takiego zabiegu. Mogę zaproponować dobry preparat, po którym kleszcze odpadną.
– Skoro tak, to może przyjadę, ale mogę bez psa?

„Nie da się”

Czy to w pracy, czy w życiu codziennym, nie rozumiem i nie lubię stwierdzenia, że nie da się rozwiązać problemu, bo coś – lub ktoś – ma taki charakter. Albo że po prostu „tak ma”.

Tym razem było dokładnie tak samo! Moja rozmówczyni całe zachowanie psa i jego „nieobsługiwalność” zrzucała na karb rasy i temperamentu, którym rasa ta jest obdarzona. Czuła się w zupełności rozgrzeszona i zapewne nawet nie próbowała psa ułożyć na tyle, aby była możliwa choćby podstawowa pielęgnacja.

Uparty, bo buldog – najlepsze wytłumaczenie

Buldogi francuskie w istocie są dość uparte i silne, a źle ułożone bywają nawet agresywne. Ich płaskie pyski uniemożliwiają np. założenie kagańca.

Najprostszym rozgrzeszeniem dla mniej zaangażowanej osoby jest „nie da się”. Z mojego punktu widzenia – „chcieć, to móc” i wszystko się da.

Pies ostatecznie nie zagościł w gabinecie, więc nie wiem, jak się zachowuje. Obawiam się jednak, że jeśli będzie chorował, to leczenie go będzie dużym wyzwaniem, a podejście właścicielki nie pomaga. Niestety, może to się skończyć krzywdą zwierzaka.

Co, jeśli będzie potrzebował pomocy, która czasem wiąże się z ingerencją w psie poczucie bezpieczeństwa, a on będzie agresywny lub nieobsługiwalny? To pytanie zostawię bez odpowiedzi dla wszystkich tych, którzy idą na łatwiznę i lubią tłumaczyć się poprzez „nie da się” albo „bo on tak ma”.