Co mają wspólnego wrotki z pracą w przychodni weterynaryjnej?

Czasem w pracy lekarza weterynarii zdarzają się śmieszne sytuacje. Ta zdecydowanie do takich należała!

Praca lekarza weterynarii jest bardzo zmienna. To, co jest w niej najfajniejsze, to to, że codziennie zdarza się coś innego. Nigdy się nie nudzimy! Całe zawodowe życie należy się douczać, ponieważ każdego dnia może zjawić się przypadek, z którym jeszcze nie mieliśmy do czynienia i zawsze należy być przygotowanym!

Ponadto praca ta jest sezonowa. Zawsze początek roku jest spokojny, na wiosnę zaczyna się większy ruch. We wrześniu znów spadek. Dodatkowo jak pada deszcz, ruch jest malutki, w upał też. Dużej frekwencji pacjentów sprzyja umiarkowana pogoda.

To nie jest tak, że zwierzęta nie chorują w styczniu czy w duży upał. Właściciele unikają po prostu wydatków wtedy, gdy mają ich nadmiar, a także spacerowania w złą pogodę.

Gdy dzieje się bardzo dużo…

Pewnego dnia w przychodni, w której pracuję, dużo się działo. Nie ma u nas żadnego technika ani pomocy, studentów, którzy czasami z nami współpracują, też nie było. Popołudniowy dyżur obstawiany jest przez dwóch lekarzy. Ja byłam akurat w pracy zupełnie przypadkiem, jako trzeci lekarz, bo miałam do zrobienia kilka rzeczy.

W poczekalni tłum, kilka szczekających ze zdenerwowania psów, kilku właścicieli. Obaj lekarze zajęci pacjentami w gabinetach, dwa psy i jeden kot w szpitalu na kroplówkach, a do tego mój pacjent na zabieg.

Przychodnia jest tak rozplanowana, że z jednego z gabinetów jest wyjście do poczekalni, ale też wejście do szpitala i na salę chirurgiczną.

Wrotki dla weterynarzy

W gabinecie był klient z jamnikiem. Wizyta trwała dość długo. Musiałam wejść do tego gabinetu kilka razy po różne leki i potrzebne mi rzeczy do zabiegu. Kolega przyjmujący w drugim gabinecie także. Ze względu na liczną kolejkę, robiliśmy to dość szybko i poczułam, że mimo najszczerszych chęci, wywołujemy dość spore zamieszanie. Przy najbliższej okazji, gdy byliśmy w gabinecie we trójkę (ja, kolega z drugiego gabinetu i koleżanka przyjmująca pana z jamnikiem), powiedziałam:

– Bardzo pana przepraszam za to zamieszanie, ale naprawdę staramy się jak najlepiej i jak najszybciej wszystkim państwu pomóc!
– Ależ nic nie szkodzi, nie ma co przepraszać.

Wtedy odezwał się mój kolega:
– Ale widzi pan, że my to ogarniamy, czy że tylko robimy chaos?
– Nie! Ja to was wszystkich podziwiam. Tak sobie myślę, że dziś to powinniście jeździć na wrotkach!

Od razu przed oczami stanęły mi panie z supermarketu, które jeździły pomiędzy półkami na wrotkach, żeby szybciej obsłużyć klientów… Z uśmiechem przyjęliśmy ten komplement. A satysfakcja z docenienia przez stałego klienta – nieoceniona!