Żarłoczny golden

Historia jeszcze z czasów moich studiów, ale wyjątkowo ciekawa. Pracowałam wtedy na recepcji w przychodni weterynaryjnej w Warszawie. Jak w każdej innej instytucji, to recepcja jest pierwszą linią, od której odbijają się klienci i pacjenci.

Płacz, lament, krzyk…

Do przychodni wpada pani około czterdziestki z dorodnym goldenem. Właścicielka płacze, zawodzi, ręce jej się trzęsą, lecą krokodyle łzy…

– Co się stało?
– No ja nie chciałam, to przez nieuwagę…
– Ale co przez nieuwagę?
– Ja tylko wyszłam na chwilę, a on to zjadł!
– Co zjadł?!

Patrzę na psa zza kontuaru, a golden – jak to golden – cały uśmiechnięty na pysku, ogon mało mu się nie urwie z radości. Wygląd psa daleko odbiegał od stresu i zdenerwowania właścicielki. Chwilę jeszcze potrwało, zanim się dowiedziałam, w czym rzecz.

Akurat wtedy była u mnie koleżanka, która wpadła ze swoim psem do lekarza i w odwiedziny do mnie. Gdy zobaczyła ową właścicielkę goldena, usunęła się, sądząc, że sprawa jest poważna. Wymieniłyśmy zdezorientowane spojrzenia. Pani w międzyczasie nieznacznie się uspokoiła. Spróbowałam raz jeszcze wyciągnąć od niej sensowne informacje.

– Proszę pani, niech się pani uspokoi i dokładnie powie mi, co się wydarzyło. Pies nie wygląda na chorego. Jak mogę mu pomóc?
– Chodzi o to, że ja mam syna. On jest niepełnosprawny. I ten pies jest dla niego. Syn jest już dorosły i pali papierosy. Wychodzi sobie wtedy na balkon. Poszłam do kuchni zrobić herbatę. Syn, wychodząc na balkon, zawsze zabezpiecza drzwi, żeby dym nie leciał do mieszkania, takim sznureczkiem, a na jego końcu jest agrafka. No i Karat podbiegł, machnął językiem i połknął tę agrafkę! Syn narobił krzyku, ja zabrałam psa i od razu do was przybiegłam. Co ja mam robić?!

Jeszcze raz spojrzałam na psa, na koleżankę, która równie zaskoczona jak ja stała po drugiej stronie poczekalni, i jeszcze raz na psa. Karat był bardzo zadowolony z zainteresowania jego (psi)osobą.

Zdjęcie jamy brzusznej żarłoka

Zawołałam lekarkę. Od razu zostało wykonane badanie RTG jamy brzusznej. Istotnie – w żołądku tkwiła agrafka, a co gorsza, była otwarta!

Do dziś pamiętam to zdjęcie, bo było spektakularne! Ponieważ przewód pokarmowy, nawet gdy nie ma pokarmu w środku, pracuje, co nazywa się ruchami perystaltycznymi, bałyśmy się, że ostre ciało obce wbije się w ścianę żołądka albo jelita. Wezwałyśmy pilnie chirurga, aby wyciągnąć osobliwy smakołyk.

Pamiętajmy!

Pies jest tylko psem, nie wie, co może zjeść, a co mu zaszkodzi. O ile jedzenie wyrzucone pod krzakiem przez ludzi (stare mięso czy ser) mogą być smakołykiem dla żarłocznego pieska, o tyle w tym przypadku wydaje się, że bardzo pozytywnie nastawiony do wszystkiego Karat zwyczajnie się pomylił. Machnął językiem, a po drodze znalazła się agrafka. Nie podejrzewałabym go o celowe jej zjedzenie.

Historia skończyła się happy endem. Właścicielka spokojnie wróciła z psem do domu i znalazła inne zabezpieczenie balkonu podczas palenia przez syna papierosów.