Chciałem dać im szansę - Psy.pl

Chciałem dać im szansę

Od kilku miesięcy po Warszawie jeździ pierwsza w Polsce karetka ratunkowa dla zwierząt. Można ją wzywać przez całą dobę - również do bezpańskich psów i kotów

Założyciel warszawskiego pogotowia dla zwierząt Janusz Orzechowski stracił dwa psy. Jeden został ciężko pogryziony, drugi zdechł z powodu skrętu żołądka. Mogłyby przeżyć, gdyby szybko udzielono im pomocy. Zdjęcia Miki i Tobiaszka dziś są w logo lecznicy założonej przez Orzechowskiego. Lecznica nazywa się Psi Los. Orzechowski wie, że ten los zazwyczaj jest smutny. Na jego biurku stoi zdjęcie małego kundelka. Potrącił go w 2001 roku. Usiłował mu pomóc, ale nie miał szansy – w okolicy nie było żadnej lecznicy. Kundelek umarł mu na rękach.

– Kocham psy, bardzo przeżyłem jego śmierć – wspomina Orzechowski. – To wtedy zaświtała mi myśl o profesjonalnej karetce, która szybko mogłaby przyjechać na miejsce wypadku. Pomysł krystalizował się razem z kolejnymi doniesieniami o cierpiących zwierzętach. Do dziś przechowuję w swoim archiwum reportaż o psie, który potrącony przez samochód siedem godzin czekał na pomoc…

ZAMIAST DOMU POD WARSZAWĄ
Janusz Orzechowski nie jest weterynarzem – założył i prowadzi dwie warszawskie wyższe uczelnie. Pomysł stworzenia pogotowia ratunkowego dla zwierząt konsultował m.in. z weterynarzem Wojciechem Wilczyńskim. – Przekopałem internet, wydzwaniałem do znajomych… Wreszcie trafiłem na informację o psich ambulansach, które działają w USA. Na ich podstawie zaprojektowałem wyposażenie naszej karetki – wspomina Wilczyński, który dziś pracuje w lecznicy Psi Los.

Orzechowski kupił samochód transportowy z wyciszeniem za blisko 120 tys. zł. Do środka wszedł solidny stół operacyjny i jeszcze zostało sporo miejsca na nosze i klatki dla zwierząt. Na łatwo dostępnych półkach zmieścił się sprzęt niezbędny do wykonania operacji, m.in. aparat do narkozy gazowej i ultrasonograf. Wilczyński wycenia karetkę z wyposażeniem na prawie 200 tys. zł: – W przychodnię i ambulans włożyłem oszczędności życia. Mógłbym za to postawić dom pod Warszawą – mówi Orzechowski.

Na miesięczne utrzymanie lecznicy i karetki potrzebna jest kwota ok. 70 tys. zł. Za jej przyjazd płaci się 100 zł w dzień i 150 zł w nocy. Do tego dochodzą koszty leków. – Na razie wciąż jestem na minusie. Ale najważniejsze, że zwierzęta wreszcie dostały szansę! – dodaje właściciel pogotowia.

BEZ KOGUTA
Za bezdomne zwierzęta często płaci sam Orzechowski. Tak było w przypadku Jedynki – pierwszego pacjenta przywiezionego przez ambulans. Roczny rottweiler został potrącony przez samochód w okolicach Słomczyna. Nie wymagał długiej hospitalizacji. W lecznicy spędził kilka dni. Orzechowski rozwiesił plakaty z jego zdjęciem i apelem o adopcję. Jedynka szybko znalazł swoje miejsce w pięknym domu z ogrodem.

– Filemonem zajęliśmy się na początku października – Orzechowski otwiera archiwum internetowe ze zdjęciami psich i kocich pacjentów. – Ktoś wyrzucił go z piątego piętra. Kiedy trafił na stół operacyjny, miał poważne obrażenia wewnętrzne i połamane tylne łapy. Operował go świetny chirurg spoza mojej lecznicy. Niedługo potem Filemon trafił do adopcji. Kotka Marusia też miała szczęście. – Leżała z rozłupaną czaszką przy Marszałkowskiej – wspomina Orzechowski. – Dojechaliśmy do niej w osiem minut!

Nie zawsze udaje się dotrzeć tak szybko. Karetka dla zwierząt ma tylko pomarańczowe, ostrzegawcze światła. – Nie ma szans na zainstalowanie na dachu niebieskiego koguta wymuszającego pierwszeństwo na drodze – ubolewa Wojciech Wilczyński. – To decyzja, która może zapaść na wysokim, rządowym szczeblu. Wątpię, czy nam się uda ją uzyskać, bo dla wielu ludzi zwierzęta to tylko rzeczy.

Tych kilku minut zabrakło psu, który przez ponad cztery godziny czekał na pomoc. Cierpiał na skręt żołądka. Właściciel dzwonił i prosił o pomoc okoliczne lecznice, ale wszystkie odmówiły przyjazdu do umierającego zwierzęcia. Wreszcie wykręcił numer telefonu alarmowego pogotowia. Dojazd na drugi koniec miasta zajął prawie godzinę. Niestety, pies umarł chwilę po przyjeździe ambulansu. – Gdybyśmy dowiedzieli się o nim dwie godziny wcześniej… – wzdycha Wilczyński.

BEZMIAR OKRUCIEŃSTWA
Prowadzenie lecznicy i pogotowia ratunkowego wymaga stalowych nerwów. Ten eksperyment obnaża bowiem bezmiar ludzkiego okrucieństwa. Tak było w przypadku Fanty, która pilnowała pewnej firmy w Lesznowoli. Potrącił ją samochód. Doczołgała się do swojego miejsca pracy i kilka dni leżała tam bez jakiejkolwiek pomocy. – Poinformował nas o tym ktoś z sąsiedniej posesji – opowiada Orzechowski. – Fanta natychmiast trafiła na stół operacyjny. Zadzwoniłem do właściciela firmy. Zapytałem, czy pokryje koszty operacji. Stwierdził, że Fanta nigdy nie pilnowała jego firmy. Miałem do wyboru: zaoszczędzić ok. 1200 zł albo ratować życie. Wybrałem to drugie. Niestety, suka nie przeżyła operacji.

– Planowaliśmy współpracę z innymi lecznicami – mówi Wojciech Wilczyński. – Niestety, nasza propozycja spotkała się z niechęcią, a nawet podejrzliwością. Szkoda, bo dla jednej lecznicy to ogromne obciążenie: do obsługi karetki angażujemy osiem osób z trzynastu pracowników. Mimo wszystkich kłopotów Janusz Orzechowski nie żałuje swojej decyzji o powołaniu pogotowia. Uratowane życie nie ma ceny.

POGOTOWIA DLA ZWIERZĄT NA ŚWIECIE

Od 1978 r. w Holandii działa Amsterdam Animal Ambulanse. Jest to organizacja dobroczynna, wspierana przez 4,5 tys. darczyńców. Pracuje w niej 60 wolontariuszy. Z usług pogotowia można korzystać codziennie przez całą dobę. Koszt przyjazdu karetki wynosi 30 euro w Amsterdamie, a poza jego granicami 1 euro za kilometr. Także cały rok i przez całą dobę działa Animaux Sans Frontieres, pogotowie dla zwierząt w Belgii, które istnieje od 1980 roku. Udziela ono pomocy w nagłych wypadkach (dowozi chore i ranne zwierzęta do weterynarza), zajmuje się transportem specjalistycznym (gdy nie można zwierzęcia przewieźć zwykłym samochodem), a także przewozi zwierzęta, które zginęły na drogach. Oddział tego pogotowia działa w Bukareszcie. We Francji pogotowie dla zwierząt bezdomnych jest finansowane przez wolontariuszy, właściciele psów płacą za przyjazd karetki ok. 45 euro.

W Stanach Zjednoczonych na terenie Nowego Jorku i okolic działa AmbuVet. W amerykańskim pogotowiu dla zwierząt pracują wykwalifikowani technicy weterynaryjni. Karetka wyposażona jest m.in. w środki opatrunkowe, nosze, pompy infuzyjne, można podać tlen. (MC)

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *