Chihuahua i tak będzie - Psy.pl - mamy nosa!

Chihuahua i tak będzie

Najpierw dyrygent Adam Sztaba dostał psa od narzeczonej Doroty Szelągowskiej, potem ona sama sprezentowała sobie psa, a niedawno rozważali urodzinową chihuahuę dla niej. Pytamy ich, czy w ogóle robią sobie inne prezenty?

Zazdrości Pan – jako dyrygent – swoim psom czterech łap?
Adam: Tak, choć po paru latach nauczyłem się już na tyle operować dwiema rękami, aby siedemdziesięcioosobowa orkiestra mnie rozumiała. A ponieważ składa się ona z kilku grup, czterema rękami znacznie łatwiej byłoby nad nimi zapanować. Przyszło mi już nawet do głowy, by wprowadzić dwie batuty… [śmiech]

Tak wyćwiczone ręce przydają się do wydawania komend optycznych?
Adam: Jak najbardziej! Ostrość potrzebna w pracy z orkiestrą – muzycy nie lubią niezdecydowanych dyrygentów – sprawdza się w wychowywaniu psów. Zwłaszcza taka rasa jak labrador wymaga stanowczości i konsekwencji. I taki się staram być dla Bartoka. Wobec cavaliera Ravela jestem delikatniejszy, bo on zbyt mocno na wszystko reaguje, jest nadwrażliwy. To zupełnie inny pies.

Bartok i Ravel to Pana ulubieni kompozytorzy?
Adam: Tak, zwłaszcza ten pierwszy. Być może jeśli ta lista będzie się poszerzała, to pojawi się jeszcze na przykład Szymanowski albo Chopin… [śmiech]

Jakiej rasy psa tak by Pan nazwał?
Adam: To były delikatne postaci, więc na pewno nie labradora ani rottweilera, raczej jakąś kruchą rasę, ratlerka…

Który pies jest prezentem od narzeczonej?
Adam: Bartok – dwumiesięczną kulkę dostałem prawie trzy lata temu na trzydzieste urodziny. O labradorze marzyłem od dawna, ale wcześniej, mieszkając w bloku, nie mieliśmy warunków, by zaopiekować się takim czworonogiem. A propos: mój mieszkający na osiedlu kolega, który – co niestety wciąż rzadkie – sprząta po swoim psie, pakuje kiedyś kupę do worka, a starsza pani mówi do niego: „Niech pan tego nie robi, bo jeszcze ktoś zobaczy!”.

Decyzja o szkoleniu psa zapadła od razu czy dopiero gdy się pojawiły problemy?
Adam: Zdecydowanie za późno, bo dopiero gdy miał prawie dwa lata. Już wcześniej były problemy, ale wszyscy wokół mówili, że trzeba poczekać, aż się uspokoi. Nie znaczy to, że nie próbowaliśmy go układać. Mamy dużo znajomych z psami i niby wiedzieliśmy, jak postępować. Ale nasze strategie nie do końca się sprawdzały. Na przykład spacery były mordęgą – inne psy zawsze wygrywały w rywalizacji z nami, na dodatek odbierały nachalność Bartoka jako atak. A na smyczy wyrywał nam ręce.

Ravel jest chyba dużo spokojniejszy?
Adam: No nie bardzo. Jedyny sposób, żeby go przywołać na spacerze, to kici, kici – bo on „uwielbia” koty. Zresztą nie był jeszcze szkolony, gdyż wydawał się nam łatwiejszy do ułożenia. Nasze czworonogi po prostu wzajemnie się nakręcają. Kilku znajomych zorientowanych w temacie było zdziwionych, że nasz cavalier King Charles spaniel jest tak dynamiczny. Bartok zafundował mu zresztą takie powitanie, że nie mogło być inaczej – tak strasznie chciał się z nim zaprzyjaźnić! Ravel tylko uciekał i chował się po kątach przez pierwszych dwanaście godzin…
Dorota: Ravel miał być chihuahuą. Ale ponieważ plany dotyczące tego psiaka nie wypaliły, w ciągu dwóch dni zdecydowałam się na cavaliera. Adam krzyczał: Kanapowy piesek! Jeszcze sobie meble Ludwik XIII kup! A potem Ravel do niego podbiegł i już było po Adamie – zwariował na jego punkcie.

Chodziło o to, żeby w domu pojawił się drugi pies?
Adam: Tak, ale nie jakikolwiek, tylko taki do przytulania, bo Bartok z przyczyn oczywistych nie mógł nim być. Ravel nie jest jednak psem kanapowym, bo zasady muszą być równe dla obu.
Dorota: Nasze psy żyją w symbiozie – z sobą i z Ałganem, psem mojej mamy [Katarzyny Grocholi, więcej o Ałganie patrz nr 6/2005 – red.]. Ravel jest trochę jak dziecko Bartoka. Na przykład gdy się mówi: „Bartok, na miejsce!”, to idą oba, a gdy: „Ravel, na miejsce!”, to pójdzie tylko Ravel. Razem śpią, tęsknią za sobą, a gdy odwiedzamy mamę bez Bartoka, Ałgan przeżywa dramat.
Adam: Nad tym też pracujemy – żeby nasze psy nauczyły się rozdzielać. Nie lubią wychodzić osobno, ale zgodnie z zaleceniem trenera czasami wyprowadzamy je na zmianę.

Trener się pojawił i dokonał cudu w ciągu kilku dni?
Adam: W dziesięć tygodni – efekty zaskoczyły nie tylko nas, ale i naszych znajomych. Widać było, że Bartok – choć z oporami, bo myślenie nie jest jego mocną stroną – to jednak ma ochotę się uczyć. A trenera powitaliśmy słowami, że to będzie pierwszy pies, z którym mu się nie uda…

Myślenie nie jest mocną stroną labradora?
Adam: Nie labradorów w ogóle, ale akurat tego… [śmiech]
Dorota: To bardzo dobry, kochany pies. Ale gdyby miał prowadzić niewidomego, to zabiłby go w dwie minuty. Chce dobrze, ale mu nie wychodzi. Choć cały czas mam nadzieję, że nas jeszcze zaskoczy i np. uratuje tonącego…
Adam: Kiedyś przed koncertem na festiwalu w Sopocie szkolone psy sprawdzały widownię. To były labradory, więc się rozczuliłem – a cała orkiestra wraz ze mną. Nagle jeden z psów zobaczył dziecko, do którego podbiegł uradowany i zaczął skakać. Szkoliliśmy już wtedy Bartoka i pomyślałem sobie: jeśli tak się zachowuje miesiącami szkolony labrador, to czego mogę oczekiwać po swoim? I zapytałem trenera, czy tak powinien zareagować szkolony pies. A on – ku mojemu zaskoczeniu – powiedział, że jak najbardziej. Chodzi o to, żeby nie tłumić naturalnych psich instynktów, bo taki pies znacznie łatwiej wyczuje niebezpieczeństwo.

Co się zmieniło, odkąd w domu pojawiły się psy?
Dorota: Musieliśmy się przeprowadzić! [śmiech] I po tym doświadczeniu radzę wszystkim, by na czas przeprowadzki powierzyli psy komuś znajomemu. Asystując przy pakowaniu, niepotrzebnie się denerwują, nie wiedzą, co się dzieje.
Adam: Poczułem, że z psami to jest wreszcie prawdziwy dom – jest miło, radośnie, generalnie poprawiają humor. Gdy czasem gdzieś jesteśmy bez Bartoka i Ravela, strasznie nam ich brakuje. Choć gdy są przy nas, potrafimy mieć ich dosyć. Z dwoma psami jest wystarczająco dużo zamieszania…
Dorota: …a chihuahua i tak będzie!

Ten zapowiadany Chopin? To chyba chihuahua długowłosa?
Dorota: Krótkowłosa i na dodatek suczka!
Adam: Będę się bronił przed tą decyzją, zwłaszcza że mamy dwa bardzo żywiołowe psy, więc chihuahua musiałaby żyć w izolacji…
Dorota: Nic jej nie grozi – przecież będę ją cały czas nosić na rękach!

ADAM SZTABA – kompozytor, pianista, aranżer, dyrygent i producent muzyczny. Ukończył Akademię Muzyczną w Warszawie. Był kierownikiem muzycznym dwóch pierwszych edycji programu „Idol” i „Moja krew”, czterech edycji programu „Taniec z gwiazdami”, dwóch edycji Sopot Festival: 2005 i 2006. Nagrał – jak się okazało – dwie złote płyty z przebojami wykonywanymi przez jego orkiestrę w programie „Taniec z gwiazdami”. Jest dyrektorem artystycznym agencji eventowej, managementowej i wytwórni płytowej MyPlace.


Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *