Porady dla psiarzy! Jak nauczyć psa chodzić na smyczy?


Ta wiedza przyda się każdemu psu i każdemu opiekunowi. Chyba nie ma psiarza, który nigdy nie zmagał się z tym problemem. A wbrew pozorom sprawa wcale nie jest skomplikowana do nauczenia! To co, gotowi? Zaczynamy nasz poradnik!

Florek niedawno skończył rok i zupełnie nie umie chodzić na smyczy. Ciągnie właścicielkę tak, że ta ma już odciski na dłoniach. Florek nie jest mały, bo waży 25 kg, więc trudno go utrzymać, gdy chce gdzieś dojść za wszelką cenę. Od kiedy psiak tak urósł, opiekunka zakładała mu już i obrożę, i szelki. Nic nie działa.

Tego zdecydowanie nie polecamy!

Smycz automatyczna (typu flexi)
Wiecie, jak działa smycz typu flexi? Pies musi ją sam wyciągać, idąc! Taśma jest cały czas napięta. Czego więc uczy się pies na smyczy automatycznej? Niczego innego, jak właśnie ciągnięcia…

Kolczatka lub łańcuszek zaciskowy
Te narzędzia sprawiają psu ból i są niehumanitarne. Zamiast rozwiązywać problemy, tylko je nasilają. Kolce wbijają się psu w delikatną szyję, a cienki łańcuszek poddusza. Niczego to pupila nie uczy!

Niepotrzebne emocje i nerwy
Psy doskonale czują nasze emocje. Zdenerwowany opiekun to zestresowany pies. Aby sprawdzić, czy to nie twoje nerwy powodują, że pies wyrywa się na smyczy, wyślij na spacer kogoś ze znajomych.

Przypadek Florka nie jest wyjątkowy – wystarczy się rozejrzeć po parku, a zobaczymy setki takich Florków i ich opiekunów, którzy ledwo nadążają za pupilami. Pół biedy, gdy piesek jest mały. Wtedy utrzymanie go nie sprawia większych problemów. Ale właściciele psów średnich i dużych wiedzą, jak mocno pies może ciągnąć na smyczy, szczególnie gdy zobaczy lub wyczuje coś, do czego bardzo pragnie dojść. Jak sobie radzić z takimi Florkami? Czy są jakieś skuteczne sposoby na to, by spacer z psem na smyczy był przyjemnością, a nie męczarnią?

Zacznijmy od początku…

Dużo łatwiej by było, gdyby opiekunka Florka zaczęła naukę chodzenia na smyczy, gdy Florek był szczeniakiem. Maluchy instynktownie podążają za ludźmi, co warto wykorzystywać, przypinając im smycz do obroży, gdy tylko – po kwarantannie – mogą zacząć wychodzić na pierwsze spacery. Ba, oswajanie ze smyczą można zacząć już wcześniej i spacery na niby urządzać w domu, kiedy piesek ma kilka tygodni i jeszcze nie może wychodzić na dwór. Wówczas smycz i obroża będą dla szczeniaka czymś tak normalnym, jak woda w misce. Musimy jednak od samego początku być czujni i nie pozwalać nawet małemu pieskowi, by nas ciągnął, bo nawyki wyrabiają się od pierwszych chwil. Czym skorupka za młodu nasiąknie… W wypadku psów działa to tak samo. Gdy nawet kilkukilogramowy maluch nas pociągnie, zatrzymujemy się i idziemy dalej dopiero wtedy, gdy poluzuje smycz.

Młody i silny

W wypadku Florka najlepszy czas na naukę niestety już minął i mamy młodego, silnego psa, który zdążył już sobie wykształcić złe nawyki. Żeby iść naprzód, ciągnie, bo nauczył się, że to działa – gdy napnie smycz i włoży w to dużo siły, jest w stanie wszędzie zaciągnąć człowieka, który trzyma drugi koniec smyczy. Co powinien zrobić opiekun? Za każdym razem, gdy pies napnie smycz, zatrzymać się i nie iść dalej. Trzeba to jednak robić naprawdę konsekwentnie, w dodatku powinny tak postępować wszystkie osoby, które wychodzą z tym psem na spacery.

Gdy poczujemy w ręku choćby lekki luz – bo np. pies zbliżył się w naszą stronę albo usiadł – możemy ruszać dalej. Możliwością dalszego poruszania się nagradzamy psa za to, że smycz jest luźna. W praktyce wygląda to tak, że na pierwszych spacerach nawet nie oddalamy się zbytnio od domu, bo co krok musimy się zatrzymywać. Jednak przemęczenie się przez kilka tygodni czy, jak to czasem bywa, miesięcy, przyniesie oczekiwany efekt – pies przestanie ciągnąć, bo zobaczy, że wtedy nie jest w stanie nigdzie dojść!

Nie ciągniesz – możesz węszyć

Gdy Florek się zorientuje, o co chodzi, czyli że iść da się tylko wtedy, gdy smycz jest luźna, jego opiekunka na pewno będzie w stanie wyłapać momenty, gdy pies idzie ładnie. Warto takie chwile nagradzać, pozwalając mu przez jakiś czas powęszyć tam, gdzie chce. Jeśli więc ćwiczymy na nudnej betonowej alejce w parku, pies z pewnością marzy o tym, by powęszyć w krzakach, które rosną kilka kroków od ścieżki. Gdy uda mu się choć przez chwilę nie ciągnąć, pozwólmy mu przez moment buszować w krzakach. Doceni taką nagrodę i przekona się, że grzeczne chodzenie na smyczy się opłaca!

Ważne psie potrzeby

Jeśli opiekunka Florka wszystko, co opisane powyżej, wprowadzi w życie, problem ciągnięcia powinien zostać rozwiązany. Jest tylko jedno „ale”. Do podstawowych psich potrzeb należą węszenie i eksplorowanie terenu. Jeżeli Florek nie będzie miał takiej możliwości na co dzień, uporczywy nawyk wróci. Dlatego warto się zaopatrzyć w długą, przynajmniej pięciometrową linkę, i tam, gdzie możemy (na terenach zielonych, mało uczęszczanych), pozwalać psu węszyć w miejscach, w których chce, iść w tempie, w jakim chce, i dowolnie zmieniać kierunki. Gdy Florek ma ochotę przy czymś na dłużej się zatrzymać, niech to zrobi.

Taki spacer jest podstawą psiego zdrowia psychicznego i powinien być nie świętem, lecz codziennością. Dorosły zdrowy pies będzie dużo spokojniejszy i grzeczniejszy, jeśli taki spacer będzie trwał przynajmniej godzinę, a podczas niego przejdziecie 4-5 km. Wydaje się wam, że to nie wpłynie na ciągnięcie na smyczy? Sprawdźcie, a przekonacie się, że często ciągnięcie wynika z niezaspokojonych psich potrzeb.

Bądźcie w kontakcie

Zaaferowany tym, co się dzieje na dworze, Florek może momentami zapominać, że na drugim końcu smyczy idzie jego człowiek. Jeśli mu się o tym przypomni, może się okazać, że nie trzeba aż tak ciągnąć przed siebie. Warto więc ćwiczyć skupianie psa na sobie, wykorzystując do tego małe smakołyki, dawane mu w momencie, gdy na nas spojrzy. Zawołany po imieniu, jeśli choć zerknie w naszą stronę, też zasługuje na pochwałę, choćby słowną.

Tego typu łapanie kontaktu najlepiej ćwiczyć najpierw w domu, gdy nic się nie dzieje, a potem na nudnym terenie. Dopiero gdy nasz pupil ładnie reaguje w spokojnej okolicy, ćwiczmy zwracanie jego uwagi w parku czy przy innych psach. Jeśli będziemy w tej nauce systematyczni, wkrótce pies zamiast ciągnąć do kolegów na łące, najpierw zerknie na nas z pytaniem w oczach „czy mogę?”.

Obroża czy szelki?

Florek był wyprowadzany i w obroży, i na szelkach. Ponoć nic nie działało. Nie wiemy jednak, jakie dokładnie to były akcesoria, a od tego wiele zależy. Dla psów, które mają już wyrobiony nawyk ciągnięcia, obroża nigdy nie będzie dobra. Wbija się bowiem w szyję, a jeśli jest za cienka, może wręcz podduszać. Pies ciągnie więc jeszcze bardziej, by się od tego ucisku uwolnić. Wyprowadzajmy więc takie psiaki jak Florek w szelkach i to takich typu guard, które nie ograniczają psu ruchów.

To ty trzymasz smycz

Mówi się, że 75 proc. sukcesu w chodzeniu na smyczy zależy od… opiekuna. Tak! Może więc to nie z waszymi pieskami jest coś nie tak, tylko to wy utrudniacie sprawę. Jak? Ano tak, że zamiast zawołać psa, gdy źle skręcił, szarpiecie smycz i siłą przestawiacie go w innym kierunku. Albo zamiast zasygnalizować, że zaraz „stop!”, nagle stajecie. I kto tu ciągnie na smyczy?

Jak nauczyć psa chodzić na smyczy? To ci się przyda!

  • Linka – kiedy tylko możesz, zabieraj psa na spacery na długiej lince. Pięciometrową kupisz w internecie już za 12 zł!
  • Szelki – na zdrowiu, także psim, nie warto oszczędzać, dlatego zainwestuj w dobrej jakości szelki typu guard. To wydatek ok. 100 zł.
  • Szeroka obroża – jeśli pies nie ciągnie, może chodzić w obroży. Trzeba tylko pamiętać, aby była szeroka. Ceny zaczynają się od 30 zł.
  • Smakołyki – przydadzą się, by podczas spaceru przypominać psu o sobie. Żarłokom wystarczy sucha karma, innym psom dajmy pasztet lub suszone mięso.
Autor: Aleksandra Więcławska