Dlaczego pies spuszczony ze smyczy dobrze reaguje na polecenia, a na uwięzi jakby ich nie słyszał? - Psy.pl
mężczyzna trzyma psa na smyczy

Dlaczego pies spuszczony ze smyczy dobrze reaguje na polecenia, a na uwięzi jakby ich nie słyszał?

Skąd się bierze ten rodzaj wybiórczej głuchoty i jak można to zmienić?

W większości przypadków pies po prostu nie nauczył się wykonywać poleceń na smyczy. Czworonoga biegającego luzem stale pilnujemy, dbamy o to, aby nie oddalał się od nas, nie ruszył pędem w kierunku dziecka czy psa. Uczymy go więc szybko i pewnie przychodzić na komendę.

Ćwiczymy to w różnych okolicznościach: w pustym parku, w obecności ludzi i innych psów. Starannie egzekwujemy wykonanie polecenia, bo tylko pod warunkiem że czworonóg robi to dobrze, możemy sobie pozwolić na spuszczanie go ze smyczy w miejscach publicznych.

Chłopiec trzyma na smyczy trzy psy
fot. Shutterstock

Fizyczne sterowanie psem

A jak się zachowujemy, gdy prowadzimy psa na smyczy? Używamy jej zwykle kilka razy dziennie, często wtedy, gdy się gdzieś spieszymy i spacer służy głównie załatwieniu potrzeb fizjologicznych. Nie poświęcamy wówczas psu wiele uwagi, zaprzątnięci swoimi sprawami robimy rutynowe kółko.

Jeśli zwierzak ciągnie, jest to dla nas niewygodne, ale ćwiczenia odkładamy na długi spacer, podczas którego będziemy mieć dla niego czas i uwagę. Pies uczy się jednak stale – zarówno wtedy, gdy świadomie z nim ćwiczymy, jak i wtedy, gdy robimy poranną rundkę. Uczy się, że na smyczy stawiamy mu niewiele wymagań, rzadko nawiązujemy kontakt i równie rzadko z nim pracujemy.

Sterujemy nim tylko fizycznie, przeciągając go w pożądanym kierunku. Z drugiej strony, jeśli to on nas pociągnie, często udaje mu się pójść tam, gdzie coś go zainteresuje. Dlatego większość psów nie nabiera nawyku współpracy z opiekunem, gdy są na uwięzi.

Luźna smycz – ciężka praca

Prawie wszystkie czworonogi, nawet te, których właściciele niczego świadomie nie uczą, są przyzwyczajone do chodzenia na smyczy. Być może właśnie dlatego nie przychodzi nam do głowy, że jest to jedno z najtrudniejszych wymagań, jakie stawiamy naszym zwierzakom na co dzień.

Chodzenie na luźnej smyczy kojarzy nam się z przyjemnym spacerem, tymczasem, zwłaszcza na początku, jest dla zwierzaka ciężką pracą – musi się on przecież nieustannie do nas dostosowywać. Żeby nie nauczyć go ciągnięcia, nie można ani na chwilę pozwolić na napinanie się smyczy. Trzeba więc wyćwiczyć skupianie uwagi psa na hasło, pilnować, aby stale za nami podążał.

Żeby się to udało, zaczynamy w zupełnie spokojnym otoczeniu (mieszkanie, ogródek, pusty park) i tylko stopniowo zwiększamy liczbę rozpraszających bodźców. Ponieważ jednak jest to trudne zadanie, nie można, zwłaszcza na początku, zanadto go przedłużać.

dziewczyna na spacerze z psem, który ciągnie smycz
fot. Shutterstock

Mimochodem uczymy ciągnięcia

W praktyce niestety niemal od samego początku uczymy pupila ciągnięcia. Najczęściej naturalny krok czworonoga jest szybszy niż opiekuna, więc gdy tylko oswoi się z uwięzią, wyprzedza go. Czuje opór, ale ponieważ spieszy mu się naprzód, pokonuje go.

W ten sposób szybko się dowiaduje, że ciągnięcie za sobą opiekuna jest wprawdzie niewygodne, ale pozwala mu skutecznie dotrzeć tam, gdzie chce. Wbrew pozorom to właśnie na smyczy właściciele mają zwykle mniejszy kontakt ze swoim zwierzakiem niż wtedy, gdy go z niej spuszczą.

Pies czuje, że właściciel się nie zgubi

Oczywiście smycz ma dwa końce. Na jednym opór czujemy my, na drugim nasz pies. Napięta smycz jest formą fizycznego kontaktu i gwarancją, że będziemy blisko siebie. Podobnie jak my mamy poczucie bezpieczeństwa, trzymając psa na uwięzi, tak i pies ma prawdopodobnie poczucie kontroli nad tym, gdzie znajduje się jego opiekun.

Świadomość jego bliskości zapewnia mu wsparcie i dodaje pewności siebie. W konsekwencji zaś może sobie łatwiej pozwolić na niereagowanie na komendy, które wydajemy.

beagle na smyczy
fot. Shutterstock

Pies, który się boi

Szczególny skutek ma ograniczenie swobody psu, który się boi. Po pierwsze, jeżeli czegoś się bardzo przestraszy, to po prostu ucieka przed siebie, bez względu na to, jak wielki ciężar musi za sobą ciągnąć. Nie zwraca wtedy uwagi na żadne polecenia, nawet jeśli są mu dobrze znane – ratuje własną skórę tak, jak umie.

Po drugie, pies na smyczy z doświadczenia doskonale wie, że nie uda mu się z daleka ominąć idącego z przeciwka „wroga”, będzie musiał przejść w odległości mniejszej niż jego dystans ucieczki. Może wtedy wpatrywać się w obcą osobę (czy psa) i przyjmować pozy grożące, nie zwracając uwagi na polecenia przewodnika. Aby zwierzak chętnie z nim współpracował, pies musi się czuć bezpiecznie. Jeżeli mu tego nie zapewnimy, postara się zadbać o siebie sam.

Autor: Joanna Iracka
5 na 5 na podstawie 1 głosów
Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *