Domowe walki - Psy.pl

Domowe walki

Walki psów organizowane przez mafię stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Prawdziwe dramaty rozgrywają się gdzie indziej

Mieszkańcy osiedla Zielone Wzgórza w Białymstoku po godz. 20 bali się wychodzić z domu. Co wieczór na pobliskiej polanie słychać było wściekłe warczenie i krzyki. Kilku młodych ludzi tresowało tam swoje psy. Zdaniem świadków, zwierzęta były bite, kopane, organizowano im walki treningowe.

– Usłyszałem wyjątkowo agresywne ujadanie. Poszedłem za blok, w stronę lasu. Ujrzałem trzy psy i ich właścicieli. Zwierzęta były zmęczone i zakrwawione – opowiada jeden z mieszkańców. Zgłosił to na policję. Dopiero jednak ujawnienie filmu wideo, który nagrali sami uczestnicy psich treningów, pozwoliło na postawienie im zarzutów.

– Któregoś dnia wracałem do domu późnym wieczorem i zobaczyłem, że dwóch panów w parku zorganizowało sobie walkę pitbulli – mówi hodowca Tomasz Śliwiński. – Oczywiście wezwałem policję.

INSTRUKTAŻ NIEKARALNY
– Coraz częściej spotkać się można z tym, że młodzi ludzie – „bezkarkowcy” czy też „dresiarze”- umawiają się i urządzają „domowe” walki psów – mówi Piotr Mostowski z patrolu ekologicznego w Warszawie. Po telewizyjnych emisjach reportaży o psich walkach powstała niestety moda na szkolenie psów w tym celu. Obecnie marzeniem jest już nie tylko posiadanie psa bojowego, lecz takiego o specjalnych walorach. Na forach internetowych często pojawiają się prośby o wskazanie hodowli, w której psy mają tzw. „game” – cechę charakteru pozwalającą przezwyciężyć odruch ucieczki. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia, gdy inne psy będą chciały skończyć walkę i uciec, pitbull z tą cechą będzie walczył do końca.

– Często dzwonią do mnie ludzie z pytaniem, czy moje psy mają „game” – tłumaczy Tomasz Śliwiński. – Zawsze odpowiadam, że nie, i oczywiście takiej osobie psa nie sprzedam.

– Prawdopodobnie wiele osiedlowych walk psów ma na celu właśnie sprawdzenie, czy pies ma „game” – mówi anonimowo jeden z hodowców pitbulli.

Zdobycie dokładnego instruktażu treningu zajęło naszej redakcji zaledwie dwa dni. Na długiej liście wyliczono czas ćwiczeń, obciążenia treningowe oraz doradzono, jakich dobierać partnerów, aby pies stał się „mistrzem”. Dlaczego w wypadku takich publikacji nie interweniuje policja? – Samo publikowanie czy rozpowszechnianie przez Internet takich informacji nie jest zabronione przez prawo – mówi rzecznik prasowy komendanta głównego policji Alicja Hytrek. – I to niezależnie od tego, czy będzie to instrukcja szkolenia psów do walk, czy skonstruowania jakiegoś niebezpiecznego narzędzia. Musimy najpierw udowodnić, że ktoś wykorzystał informacje rozpowszechnianą przez internet do popełnienia przestępstwa.

WMÓWIONA MIŁOŚĆ
– Te psy kochają walkę i po to je stworzono – uzasadniają w internecie zwolennicy walk. To jednak tylko połowa prawdy. – To prawda, że psy ras bojowych są predysponowane do walki. Mają wysoki próg bólu i łatwość wyzwalania reakcji agresywnych w pewnych sytuacjach. Nie można jednak mówić, że kochają walkę. One są tego po prostu uczone – wyjaśnia Andrzej Kłosiński, psycholog zajmujący się terapią zachowań psów. Tłumaczy, że trenuje się je w taki sposób, aby walka wywoływała w nich pewne reakcje fizjologiczne. Przypomina to sytuację, gdy ktoś skacze na bungee. W chwili skoku przeżywa silny stres, a potem, gdy unika niebezpieczeństwa, czuje euforię. Wydzielają się wtedy w jego organizmie hormony przyjemności (endorfiny). Psy szkolone do walk tresuje się w ten sposób, aby pojedynek wywoływał w nich silną reakcję euforyzującą. Można powiedzieć, że uzależniają się od tego stanu. Psy do walk są często poszukiwane w schroniskach.

– Zgłosił się mężczyzna, który chciał dać 6 tys. za bardzo dużego amstafa – opowiada Zofia Białoszewska, szefowa wrocławskiego schroniska. – Gdy się zorientował, że kastrujemy wszystkie psy agresywne, zrezygnował. Kastrowane nie nadają się już do walk.

MILCZĄCY ŚWIADKOWIE
W ubiegłym roku TOZ kilkakrotnie otrzymywał zgłoszenia, że na prywatnej posesji w podwarszawskiej miejscowości ktoś organizuje walki psów. Inspektorzy z policją i strażą miejską robili naloty, ale nikogo nie udało się ująć.

– To dlatego, że ludzie boją się zeznawać – tłumaczy Wojciech Muża z Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. – Nie współpracują z nami nawet weterynarze. Bo jak to możliwe, że większość z pięćdziesięciu psów ze zlikwidowanej „hodowli” w Otwocku (jest podejrzenie, że były przeznaczone do walk) miało książeczki zdrowia, a lekarze nie zwrócili uwagi na krótko obcięte uszy, ogony, spiłowane kły, pogryzienia?

– Mojemu klientowi najprawdopodobniej zostanie postawiony tylko zarzut o znęcanie się nad zwierzętami – mówi obrońca Marka S., właściciela otwockiej hodowli, który przez dwa tygodnie ukrywał się przed policją. – Nie ma żadnych dowodów mogących świadczyć, że psy były hodowane z przeznaczeniem do walk. Kły starły się same, np. podczas wiszenia na oponie, a pogryzienia powstały w trakcie przebywania z innymi psami. Inny zarzut postawiono gangowi z Opola, który trzy lata temu organizował walki psów. Zagryzały się nawzajem, a ich zwłoki wyrzucano w lesie. Bandytów nie oskarżono o znęcanie się nad zwierzętami, bo… wyrok byłby za niski – tylko 2 lata więzienia. Natomiast za kradzież luksusowych samochodów i handel groziło im 15 lat.

Końskie stawki
Walczące psy obstawia się tak jak konie na wyścigach. Według Waldemara Bemkego, inspektora warszawskiego okręgu TOZ, stawki dochodzą do 100 tys. zł. Sam wstęp na walkę kosztuje 5-6 tys. zł.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *