Czym jest eutanazja psa dla weterynarza? Poruszające słowa lekarki


Utrata pupila jest bolesnym przeżyciem. Jak się okazuje, nie tylko dla właściciela. Lekarz weterynarii Brenda Gough w przejmującym wpisie ujawniła, czym tak naprawdę jest eutanazja psa dla weterynarza.

Pożegnania nigdy nie są łatwe. Dotyczy to również naszych ukochanych pupili, kiedy musimy im pozwolić odejść za Tęczowy Most. Jeszcze trudniej jest podjąć decyzję o uśpieniu zwierzaka. Skupiamy się wtedy na bólu, jaki przeżywamy my, opiekunowie, co zrozumiałe. Nie zapominajmy jednak o osobie, która ten zastrzyk musi podać. Czym jest eutanazja psa dla weterynarza? Jak to wygląda z perspektywy lekarza?

Eutanazja psa z punktu widzenia weterynarza

Brenda Gough jest lekarzem weterynarii od 24 lat. Dorastała w klinice weterynaryjnej, ponieważ jej tata również leczył zwierzęta. Ponadto posiada szkółkę jeździecką. Doktor Brenda 26 września opublikowała na Facebooku wpis, w którym postanowiła podzielić się swoimi przemyśleniami na temat eutanazji po tym, jak pomogła odejść psu, którego znała od małego. Nie sądziła, że post stanie się viralem. Uśpienie zwierzęcia jest jedną z najtrudniejszych rzeczy, jakie należą do zadań weterynarza.

Brenda Gough ujawniła, jak naprawdę czuje się weterynarz, kiedy musi uśmiercić zwierzę. Przyznała, że eutanazja psa to jeden z tych momentów, w których naprawdę trudno jest być profesjonalistą, zachowując jednocześnie spokój i skupienie.

Jak weterynarz widzi eutanazję….

Przychodzisz do mnie ze szczeniaczkiem. Maluch psimi całuskami obsypuje moją twarz i pałaszuje ciasteczka, które mu daję. Taki jest początek naszej przyjaźni. Kilkanaście wizyt później już wie, gdzie w klinice trzymamy wszystkie słoiki z ciasteczkami. Wie też, że ta pani w białym kitlu jest całkiem w porządku.

Wiele wizyt później jestem zakochana w twoim psie i w całej waszej rodzinie, bo jesteście dobrymi ludźmi. Widziałam nie tylko to, jak ten mały szczeniaczek zmienił się w słodkiego psiaka, pełnoprawnego członka waszej rodziny. Z każdym kolejnym rokiem obserwowałam również, jak dorastały wasze dzieciaki. Dzięki temu mogłam być małą częścią tej podróży przez życie.

Pamiętasz, jak psiak zjadł stringi waszej nastoletniej córki? Mieliśmy z tego niezły ubaw, kiedy doszedł do siebie po operacji. Wasza córa chyba nigdy nie wybaczy mi, że zapakowałam je do torby i pokazałam całej rodzinie, kiedy przyjechaliście po pieska do kliniki.

Tak wiele przygód, tak mało czasu…

A teraz spotykamy się tutaj. Jakieś piętnaście lat później musimy się pożegnać.

Pies choruje na serce i już nie jestem w stanie go naprawić. Ma raka, na którego nie ma lekarstwa. Choruje na artretyzm i leki przestały działać. Pragnę, żeby żył wiecznie. Dla ciebie. Pragnę tego tak bardzo, że aż odczuwam ból. Kiedy kończą mi się opcje, by utrzymać go przy szczęśliwym i komfortowym życiu, to czuję, jakbym zawiodła was oboje.

Nadszedł ten czas, a ja powinnam być profesjonalna. Obiektywna. Jestem lekarzem. Spokojnym. Opanowanym. Skupionym. Zawsze mam wszystko pod kontrolą.

Piep**** to!

Znam ciebie i twojego pupila aż jedną trzecią swojego życia. Byliście ze mną przez większość mojej kariery zawodowej.

Ale jakoś się trzymam. Moi supernadzwyczajni technicy założyli cewnik. Pracownicy biurowi i recepcjoniści zajęli się papierkową robotą. Może tego nie widać, ale im też pęka serce z powodu waszej ostatniej wizyty. Byli tutaj przecież zawsze. Oni też wiedzą. Znają cię i się o ciebie troszczą.

W kieszeni mojego białego fartucha trzymam igłę. To ta sama kieszeń, która zawsze była pełna smakołyków. Biorę głęboki oddech i wchodzę do gabinetu. Muszę być silna.

Twój pies patrzy na mnie słodko, jak przy każdej wizycie. Obdarza mnie tym spojrzeniem, które zwiastuje psie pocałunki i z nadzieją spogląda w kierunku słoika z ciasteczkami. Ale tym razem jest bardzo słaby. Jest gotowy. Ty nie jesteś. Ja nie jestem. Ale ta gó****** sprawa musi się wydarzyć, bo kochamy go zbyt mocno, by pozwolić mu na dalsze cierpienie.

Mógłby walczyć tak długo, jak długo byśmy go o to poprosili. Ale już nie możemy, to jest nie fair. Pragnęłabym, żeby ludzkie serca były zawsze tak hojne, żebym była taką osobą, za jaką uważa mnie mój pies, żebym znalazła sposób na wieczne życie dla zwierząt. Ale nie mam takich magicznych zdolności. Jestem tylko weterynarzem.

Całuję go na pożegnanie, jego organizm powoli przestaje pracować, ale wciąż macha tym swoim starym ogonkiem. Tyle wystarczy, bym rozsypała się w środku, ale powstrzymuję płacz. Muszę być silna.

Ciało psiaka się rozluźnia. Ty trzymasz go w ramionach i płaczesz. Jesteście kolejną rodziną, która właśnie straciła część siebie, swojego ukochanego domownika. Zakładam stetoskop i przykładam do jego serca. Upewniam się, że przestało pracować. Ale ty przyciskasz go tak mocno do swojej piersi, że być może słyszę bicie twojego serca. A być może to moje serce i cała moja krew, która dudni mi w uszach, gdyż tak bardzo, bardzo mocno staram się nie rozsypać.

Ok, potwierdzone. Odszedł. Delikatnie kładziesz go na stole i przytulamy się mocno, zanim wyjdziesz.

Zamykają się za tobą drzwi i nie wiem, czy to słyszysz, ale szlocham histerycznie do ucha twojego pupila. Odszedł, będziemy za nim tęsknić, a ty będziesz musiał się zmierzyć z trudnymi chwilami, które tego dnia jeszcze cię spotkają.

Wejdziesz do domu i nie będzie już nikogo, kto z radością cię przywita.

Wiedz, że ja wiem, co czujesz. Chciałabym, żebyś nigdy nie musiał stawić czoła takiej sytuacji. Chciałabym, żeby twój pies żył wiecznie.

Wiedz też, że jestem ogromnie wdzięczna za to, że mogłam stać się choć małą częścią tej historii.

Zawsze kochająca, wasza weterynarz

How your vet sees euthanasia…..So, you bring me this puppy – she kisses my face, devours the cookies I offer, and…

Publiée par Brenda Gough sur Jeudi 26 septembre 2019

Wzruszające, bo prosto z serca

Poruszający wpis stał się viralem – obecnie udostępniło go ponad 140 tysięcy osób. Z każdego słowa wydobywa się niebywała szczerość weterynarki.

Myśli, które opublikowałam w poście na Facebooku, od dłuższego czasu były w mojej głowie. Tej nocy po prostu ze mnie wyszły – usiadłam i napisałam je w niecałe pięć minut. Nie chciałam sprawić, by tylu ludzi płakało. Nie sądziłam, że ten wpis dotrze do tylu osób – powiedziała Brenda Gough.

Doktor Brenda zazwyczaj przeprowadza jedną lub dwie eutanazje w tygodniu.

Zdarzało się jednak, że w ciągu jednego dnia musiałam przeprowadzić eutanazję nawet 3-4 zwierząt. Jest to naprawdę trudne przeżycie, zarówno dla mnie, jak i mojego personelu – powiedziała Brenda Gough.

Eutanazja psa jest niewątpliwie wielkim przeżyciem dla wszystkich. Te niezwykle wzruszające słowa, które niezaprzeczalnie trafiają w najczulsze punkty, nie sprawią, że twój pupil do ciebie wróci. Ale wiedząc, że jest ktoś jeszcze, kto razem z tobą przeżywa te bolesne chwile, może być choć trochę lżej.

Źródło: www.facebook.com/BrendaGough

Autor: Magdalena Olesińska