Co jest ważniejsze – życie zwierząt czy ludzi? Ewakuacja czworonogów z Afganistanu budzi kontrowersje


Z Afganistanu wywieziono 183 psy i koty. Ewakuacja zwierząt budzi kontrowersje. „Dlaczego mój pięcioletni syn jest mniej wart niż twój pies?” - zapytał tłumacz brytyjskiego polityka.

Afgańskie ulice, a zwłaszcza lotnisko w Kabulu owładnęły przerażenie, niepewność, panika i chaos. Podczas pośpiesznej ewakuacji nasila się przemoc. Giną ludzie, którzy próbują dostać się do samolotów. Niepewny jest też los zwierząt, które w panice zostają porzucone. Wśród całego zamieszania kontrowersje wzbudziła ewakuacja podopiecznych – psów i kotów – byłego żołnierza brytyjskiej piechoty morskiej, Paula „Pena” Farthinga.

Operacja „Arka”

Kiedy w 2007 roku służba Paula „Pena” Farthinga w Afganistanie dobiegła końca, postanowił zostać i stworzyć bezpieczną przystań dla tamtejszych zwierząt. Założył więc schronisko „Nowzad Dogs”, do którego trafiały psy, koty, a nawet osły. Przytulisko nazwał imieniem pierwszego uratowanego kundelka.

Kiedy dwa tygodnie temu talibowie przejęli Afganistan, a rząd tego kraju upadł, rozpoczęły się pospieszne ewakuacje. W tym całym chaosie 52-letni Paul Farthing powiedział, że nie zostawi swoich czworonożnych podopiecznych na pastwę losu. Tak powstała Operacja „Arka”. Były żołnierz piechoty morskiej nagłośnił sprawę w mediach społecznościowych. Utworzył też zbiórkę, która miała pokryć koszty ewakuacji. Afganistan wraz ze zwierzętami mieli opuścić także pracownicy schroniska. Wizy przyznano 24 współpracownikom Paula Farthinga. Po wielu wątpliwościach zgodę ostatecznie wydał też brytyjski minister obrony Ben Wallace, który – jak podają media – „zgodził się spróbować wcisnąć samolot dla zwierząt w napięty grafik startów i lądowań w Kabulu – ale nie poza kolejką”.

„Druzgocący cios”

Ewakuacja nie przebiegła jednak zgodnie z planem. Z relacji weterana wiemy, że dotarcie na lotnisko w Kabulu całej załogi schroniska Nowzad uniemożliwiły czwartkowe zamachy i zmiany przepisów, które zostały wprowadzone kilka godzin przed planowanym wylotem. Pomimo utrudnień w sobotę Farthing wraz z podopiecznymi schroniska był już w samolocie. Wszystkie zwierzęta, które zostały ewakuowane, będą objęte przymusową minimum czteromiesięczną kwarantanną.

Samolot, którym najpierw do Uzbekistanu, a stamtąd do Wielkiej Brytanii poleciały zwierzęta ze schroniska i między innymi też koty z brytyjskiej ambasady w Kabulu, był wyczarterowany i opłacony z prywatnych darowizn. Nie to jednak wzburzyło brytyjską opinią publiczną. Kontrowersje wzbudził fakt, że przy przenoszeniu zwierząt do samolotu niezbędna była pomoc 200 brytyjskich żołnierzy, a także to, że pracownicy schroniska – choć mieli – nie opuścili kraju. Jak podaje dziennik brytyjski „The Independent”, ostateczną decyzję o wpuszczeniu ludzi na pokład samolotu podejmują amerykańskie wojska zarządzające lotniskiem, zaś „pracownicy schroniska nie są uważani za osoby, którym grozi szczególne niebezpieczeństwo z rąk talibów”.

To był dla nas druzgocący cios. Obecnie bardzo ciężko pracujemy nad ich ewakuacją i nie spoczniemy, dopóki oni również nie będą bezpieczni. (…) Dołożymy wszelkich starań, aby im pomóc – czytamy we wpisie opublikowanym na facebookowej stronie schroniska.

Ewakuacja zwierząt – postawa godna podziwu czy krytyki?

Ewakuacja zorganizowana przez Paula Farthinga była szeroko komentowana, a także wzbudziła ogromne wątpliwości. Choć nie brakuje tych, którzy uważają, że Farthing postąpił słusznie i szlachetnie, a jego serce jest największe ze wszystkich miłośników zwierząt, to pojawiło się też wiele słów krytyki. Ostatecznie historia Farthinga podzieliła opinię publiczną. Przeciwnicy Operacji „Arka” zarzucali weteranowi przede wszystkim obranie niewłaściwych priorytetów. Jednym z największych krytyków operacji prowadzonej przez Paula Farthinga już od samego początku był brytyjski minister obrony Ben Wallace, który początkowo odrzucił wniosek weterana o ewakuację zwierząt ze schroniska, podkreślając w swoich wypowiedziach dla mediów, że:

Działania weterana Paula Farthinga odrywają żołnierzy od ratowania ludzi, a to ich trzeba najpierw wydostać. To, na co nie jestem gotowy, to dawanie priorytetu zwierzętom przed ludźmi, którym grozi prawdziwe niebezpieczeństwo.

Szerokim echem odbiła się też wypowiedź polityka Izby Gmin – Toma Tugendhata:

Trudnością jest przedostanie się ludzi na lotnisko i wydostanie ich stamtąd, a my właśnie użyliśmy żołnierzy, by wydostać 200 psów. Tymczasem rodzina mojego tłumacza najprawdopodobniej zginie. Jak zapytał mnie jeden z tłumaczy kilka dni temu: dlaczego mój pięcioletni syn jest mniej wart niż twój pies?

Niepewny los afgańskich zwierząt

Na terenie Afganistanu funkcjonuje też inne schronisko – Kabul Small Animal Rescue. Zostało ono założone przez aktywistkę Charlotte Maxwell-Jones. Mimo obecnej sytuacji schronisko wciąż funkcjonuje i zajmuje się  zdezorientowanymi zwierzętami, które zostały pozostawione przez Afgańczyków czy cudzoziemców opuszczających kraj. Niestety pracownicy nie są pewni swojej przyszłości i tego, jak długo dadzą radę nieść pomoc. Organizacja w mediach społecznościowych również apeluje o pomoc w ewakuacji zarówno pracowników, jak i podopiecznych.

Zapisz się do newslettera Psy.pl i otrzymuj ciekawe treści przed innymi!

źródła: tvn24.pl, wiadomosci.wp.pl, wiadomosci.gazeta.pl, www.onet.pl| zdjęcie główne: www.facebook.com/larevoltedeslevriers, www.facebook.com/newsdeak

Autor: Magdalena Olesińska
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments