Forta zawsze wygrywa - Psy.pl - mamy nosa!

Forta zawsze wygrywa

Urocza suczka popularnego aktora Andrzeja Nejmana dostała magiczne imię - od szczęśliwej karty w brydżu. I wygrywa, bo wszyscy ją kochają

Często można Pana spotkać z psem nad stawami?
Dość często. Forta uwielbia się kąpać, więc nie mogę jej odmawiać okazji do hasania w tym miejscu.Mój zawód ma też to do siebie, że zdarzają się czasem na przykład dwie wolne godziny w południe – w sam raz na taki spacer.

Czy pojawienie się psa było impulsem do większej aktywności?
Szczerze mówiąc, zawsze żyłem aktywnie. Jeżdżę konno, mam 12-letnią kobyłkę Funny, którą trzymam w stajni pod Grójcem. Natomiast pies to obowiązek wymuszający regularność, więc musiałem zrezygnować z trybu życia niebieskiego ptaka. Wcześniej zdarzało mi się, że jak poszliśmy z kolegami do knajpy, to wracałem następnego dnia, bo nic nie stało temu na przeszkodzie.

A teraz stoi – pies, którego trzeba wyprowadzić?
Tak, i wcale nie chodzi o to, żeby nie zastać w domu jakiejś niespodzianki, bo nie jestem na tym punkcie przewrażliwiony, czasem ma prawo się coś takiego psu zdarzyć – ale o jej psychikę, żeby nie czuła się opuszczona.

Oprócz psa doszły ostatnio obowiązki związane z pojawieniem się dziecka.
Wolałbym nie rozmawiać na osobiste tematy…

…ale to ważne, bo niestety wiele osób uważa narodziny potomka za dobry pretekst do pozbycia się psa.
To absurd. Inna sprawa, że z Fortą nigdy nie mieliśmy żadnych problemów. Jest niesamowicie cierpliwa i spokojna. Jeśli chodzi o syna, to pilnujemy tylko, żeby się na nim na przykład nie położyła. Natomiast próbowała go już lizać. Nie ma w niej żadnej zazdrości, choć jest nuta smutku. Zauważyliśmy, że czasem patrzy z lekkim rozżaleniem, kiedy się bardziej skupiamy na dziecku. Staramy się minimalizować ten smutek i poczucie odrzucenia. Bardziej się martwimy o przyszłe relacje Jakuba z naszymi kotami. Na razie tylko go obserwują.

Pewnie zaakceptują dziecko tak, jak wcześniej zaakceptowały szczeniaka.
Mam nadzieję. Z rudą kotką Melon, przygarniętą przez nas z włocławskiego schroniska, Forta lubi się ganiać, ale nie ma w tym żadnej agresji. Kotka ją zresztą czasem wyraźnie do tego prowokuje. Syjamka Figa jest bardziej bojaźliwa i mniej skora do wspólnej zabawy.

Forta towarzyszy Panu w jeździe konnej?
Marzyłem o tym. Niestety, cierpi na dysplazję i nie wytrzymuje tego kondycyjnie. Ale gdy czasem idę na koniu na spacer, nie planuję galopu ani nawet kłusa – wtedy ją zabieram. Natomiast do stajni jeździ ze mną zawsze, ma tam towarzystwo innych psów. Na hasło „Jedziemy do Funny” szaleje z radości.

Nie lepiej było wziąć psa z pewniejszego źródła, może byłby zdrowszy?
Z Fortą to było tak, że na prywatce organizowanej przez jedną z osób pracujących przy realizacji „Złotopolskich” wspomnieliśmy z żoną, że myślimy o psie. Była tam druga reżyser Małgosia Zaliwska i powiedziała, że Tolo Ostrouch ma siedem piesków do rozdania przyjaciołom. Wybraliśmy najgrubszego – myśleliśmy, że najsilniejszego. Tymczasem okazało się, że ona już miała problemy ze stawami. Teraz jest po operacji usunięcia jednej z główek kości udowych i myślimy czasem: całe szczęście, że to nam się trafił ten pies. Chodzimy na spacery, Forta jest szczęśliwa. Będziemy się martwić, jeśli stawy jeszcze kiedyś zaczną jej doskwierać. Ale postanowiliśmy ją wysterylizować, by nie narażać szczeniąt na dziedziczenie tej choroby.

W związku z dysplazją trzeba pewnie szczególnie dbać o linię?
Tak, choć ostatnio trochę Fortę pod tym względem rozpuściliśmy – od pojawienia się w domu dziecka podjada, co tylko może. A na spacerach – mam nadzieję, że nie przeczytają tego okoliczni rolnicy – wyjmuje marchewki z ziemi i chrupie je z apetytem…

Zawsze chodzi Pan na spacer ze smakołykami?
Zawsze. Gdy Forta była mała, miała kilka razy lekcje indywidualne u szkoleniowca. Niedużo, bo nie chcieliśmy mieć psa bardzo wytresowanego, tylko takiego, który wraca na komendę – żeby nie musieć go zawsze prowadzić na smyczy. Choć teraz być może znów przydałoby się parę lekcji…

To Pana pierwszy pies – coś Pana zaskoczyło, a może rozczarowało?
Ani przez chwilę nie czułem się rozczarowany. Zaskoczyło mnie tylko, że Forta bardzo lubi szczekać. Szczeka w ogrodzie i bardzo szczeka na piłkę, którą uwielbia się bawić. A na naszym osiedlu teraz w co drugim domu są niemowlaki…

Na inne psy nie szczeka?
Jest tak bardzo uległa, że kładzie się nawet przed każdym westie. Cieszę się, że Forta się podporządkowuje innym psom, bo dzięki temu żaden jej nie pogryzie – no chyba że jakiś dewiant… A czuję się wystarczająco męski, by nie potrzebować psa bandyty, który wspierałby moje ego. Wolę wiedzieć, że ona nikomu nic nie zrobi – ani innym psom, ani ludziom. I tym wygrywa, bo wszyscy ją kochają.

Ale właścicieli często irytuje taki pies, który co chwilę się kładzie na chodniku, zwłaszcza że zwykle się spieszą…
Gdy wychodzę z Fortą, nie spieszę się – to jej czas i to ona wybiera, co wtedy woli robić – wytarzać się w trawie, wykąpać czy ganiać do upadłego z koleżanką wilczycą Kornelią. Bywa, że są potem całe w błocie – i trudno, to jest ich czas.

Czyli pies ma prawo się ubrudzić i dziecko też będzie miało prawo usmarować niedzielne spodenki?
Oj, tak. Ja bym chciał mieć dziecko, nazwijmy to, brudne, ale szczęśliwe. Wierzę w to, że dzieci wychowywane w taki swobodny sposób są zdrowsze, bardziej odporne. A pociechy tych mamuś, które zabraniają im wchodzić do piaskownicy, bo tam koty sikają, i tak prędzej czy później gdzieś wlezą, tylko ich organizm nie będzie na to przygotowany.

Irytuje Pana nadawanie czworonogom ludzkich imion?
Imię Marcin u psa pewnie by mnie zdziwiło, ale już na przykład Cezar – nie. Po prostu chyba nie wszystkie ludzkie imiona pasują do psów. Gdy wzięliśmy Fortę, mieliśmy z żoną okres totalnego zakochania w brydżu. A forta to taka trzynasta, szczęśliwa karta.

Uważa Pan, że taki żywiołowy pies mógłby być szczęśliwy w mieście?
Przy naszym trybie życia na pewno nie. Zwłaszcza że moim zdaniem psy w mieście powinny chodzić na smyczy – ze względów bezpieczeństwa. A tu jestem w stanie wybiegać Fortę w kilkanaście minut – po gonitwie z Kornelią żadna z nich nie jest w stanie ruszyć łapą. W mieście musiałbym chodzić pewnie ze dwie godziny, żeby osiągnąć taki efekt.

Ma Pan ulubione rasy?
Goldeny – choć golden na tych polach i w tym błocie to byłby dramat. Ostatnio spodobały mi się setery z tą ich radością życia. Nie byłem dotąd fanem chudzielców chartów, ale na naszym osiedlu jest jeden, który wydaje mi się uroczy. Co innego widzieć zwierzę na zdjęciu, a co innego poznać jego charakter.

Nie mógłby Pan wpłynąć na to, by mówić trochę o psach w „Złotopolskich”?
Szczerze? Mnie edukowanie poprzez seriale żenuje i śmieszy. Sztuka to sztuka, a edukacja to edukacja. Moim zdaniem, to obniża poziom artystyczny, który i tak jest wątpliwy przy produkcjach tego typu. Wolę uczestniczyć w różnych akcjach jako aktor, na przykład namawiać ludzi, żeby oddawali krew.

To skąd dzieci i młodzież mają się uczyć miłości do zwierząt?
Większość emocji przejmujemy od rodziców i myślę, że nasze dziecko również je przejmie.

Pana rodzice nie sprawili synowi psa…
Moi rodzice ciężko pracowali i mieli świadomość, że trudno byłoby to wszystko pogodzić. I może to nawet lepiej, bo dzięki temu naczekałem się na te zwierzęta i teraz doceniam, że je mam.

Andrzej Nejman – absolwent Akademii Teatralnej w Warszawie, znany m.in. z filmów „Poranek kojota” „Sposób na Alcybiadesa”, „Szamanka” telenoweli „Złotopolscy”. Aktor warszawskiego teatru Kwadrat. Zajął trzecie miejsce w pierwszej edycji. „Tańca z gwiazdami”.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *