Godzina dobroci - Psy.pl - mamy nosa!

Godzina dobroci

Nie ma we mnie cienia entuzjazmu wobec obchodów Światowego Dnia Zwierząt - są zbyt podobne do świętowania Dnia Kobiet przed laty

Czuję niechęć do ogłaszania października miesiącem dobroci dla zwierząt czy obchodzenia Światowego Dnia Zwierząt. Czy tego dnia zostanie uratowany bodaj jeden wymierający gatunek, ustaną transporty koni na rzeź, nie będzie się przeprowadzało eksperymentów na zwierzętach? Będziemy wszyscy razem i każdy z osobna bardzo dobrzy? Czy po prostu za pomocą działań pozornych, mało ważnych, uspokoimy mocno nieczyste sumienia?Co się zmieni w miesiącu dobroci? Czy w październiku psy zapomną o krótkich łańcuchach, dziurawych budach i pustych miskach? Przybędzie schronisk, ubędzie kolejnych niechcianych miotów? Zakatowanie zwierzęcia zostanie uznane za czyn o wysokiej szkodliwości społecznej?

Przydałoby się zdefiniować, co to znaczy być dobrym dla zwierząt. Czy jesteśmy dobrzy, gdy kupujemy w przypływie litości zabiedzonego szczeniaka z pudełka pod wystawą? Tak, dla tego jednego szczeniaka na pewno. Ale zapłacenie bodaj najmniejszej kwoty za szczenię wzięte ze złych warunków powoduje, że te złe warunki się nie zmienią – bo i po co, skoro znalazł się klient.

Wszelkie towarzystwa opieki nad zwierzętami potępiłyby apele o przeprowadzenie selekcji w schroniskach, o bezbolesne zabicie psów zdziczałych, agresywnych, nieuleczalnie chorych, kalekich. Bo może znajdzie się za godzinę ktoś, kto na pół dzikie zwierzę będzie latami oswajał, trener wyprostuje nieprawidłowe zachowania, a lekarze uleczą wszelkie choroby. To prawda, zawsze jest taka szansa, więc słusznie nie wolno zabijać zwierząt z powodu ciasnoty w schroniskach. Ale w imię tej jutrzejszej hipotetycznej szansy dziś w za ciasnych klatkach psy zagryzają się nawzajem – a śmierć, która je spotyka, jest nieporównanie okrutniejsza niż zastrzyk. Zatem jak być dobrym, skoro pieniędzy na budowę nowych schronisk nie ma?

Czy dobrzy jesteśmy dla zwierzęcia, które w imię modnego wyglądu przybiera w kolejnych pokoleniach coraz bardziej wynaturzone kształty, aż staje się niezdolne nawet do rozrodu bez pomocy człowieka? Czy dobrze jest psom traktowanym przede wszystkim jako materiał hodowlany, choć zapewnia się im zarówno karmę z górnej półki, jak i opiekę wybitnych specjalistów od pielęgnowania rasowego zarostu?

A czy naprawdę dobrzy jesteśmy dla naszych najukochańszych domowych pupilków, zagłaskiwanych na śmierć, rozpuszczonych jak dziadowski bicz, od których niczego nie wymagamy? Czy one rzeczywiście są szczęśliwe bez możliwości zajęcia się czymkolwiek, bez poczucia bezpieczeństwa, więzi emocjonalnych, które rodzą się tylko we współpracy?

Jeśli ktoś chciałby mnie uszczęśliwić, wolałabym zdecydować, w jaki sposób ma to zrobić. Nie chcę biletu na Kasprowy Wierch ani do La Scali – paniczny lęk przestrzeni i absolutny brak muzycznego słuchu uczyniłyby korzystanie z takich prezentów przykrym obowiązkiem. Pies nie ma szansy wybrać rodzaju ludzkiej dobroci. To my musimy wiedzieć, jak najlepiej być dla niego dobrym. Dla naszego własnego zwierzęcia i tysięcy innych, beznadziejnie wyczekujących pomocy.

Zamiast miesiąca dobroci, zamiast Światowego Dnia Zwierząt wystarczyłaby godzina. Godzina w miesiącu we wszystkich szkołach w Polsce, we wszystkich klasach, poświęcona poznaniu potrzeb zwierząt, pokazaniu, co jest dla nich dobre. Godzina przeznaczona na wycieczkę do najbliższego azylu czy lecznicy mogłaby w przyszłości zaprocentować choćby powszechną wiedzą o tym, że ciąża i szczeniaki nie są suce potrzebne do szczęścia ani do trwania w zdrowiu. Godzina poświęcona na informacje o zachowaniach zwierząt, doznawaniu przez nie bólu, strachu i radości pomogłaby zrozumieć, że zwierzę nie jest ani rzeczą, ani człowiekiem. Lekcja w psiej szkółce uprzytomniłaby, w jaki sposób zwierzęta się uczą, czego można od nich oczekiwać, a co przekracza ich możliwości.

Choć wśród nas żyje kilka milionów psów, Szarik, Cywil czy Burek nadal pozostaje istotą nieznaną, budzącą skrajnie sprzeczne, wynikające z braku wiedzy emocje. Dopóki pies jednym jawi się jako krwiożerczy potwór z wyszczerzonymi zębami, a przez drugich postrzegany jest jako skrzyżowanie anielskiej opiekuńczości z nadludzką wiernością – nie dojdziemy do ładu z dobrocią dla zwierząt.

W Polsce potrzebne jest przede wszystkim ustawodawstwo, które chroniłoby zwierzęta przed nieodpowiedzialnością ludzi, a ludzi przed nieodpowiedzialnymi właścicielami zwierząt. Ale bez powszechnej świadomości, kim są, a kim nie są zwierzęta, nie ma szans na sensowne poprawienie przepisów ani tym bardziej na wprowadzenie tych zmian w życie. Koło się zamyka – jedni z nas będą rozpaczliwie usiłowali wyczerpać łyżeczką morze psiej biedy, drudzy na miejsce uratowanego zwierzaka dorzucą tysiące skazanych na cierpienie.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *