Henryk Gołębiewski - Psy.pl - mamy nosa!

Henryk Gołębiewski

Od zawsze kochałem zwierzęta, ale w domu było dużo rodzeństwa i nie mieliśmy ani warunków, ani pieniędzy na to, by zaopiekować się jakimś psiakiem. Ubieg­łej mroźnej zimy trafił do naszego domu kundelek Pako.

 Marzenna, moja partnerka, pracowała w straży miejskiej. Jej koleżankę z pracy wezwano na interwencję, ponieważ w kartonie na śmietniku ktoś znalazł dwa szczeniaczki. Miały trafić do schroniska na Paluchu, ale oba znalazły domy – Pako u nas. Właściwie to on się Marzennie wyśnił – opowiadała mi, że widziała we śnie, jak ktoś przynosi nam za pazuchą pieska. I tak właśnie się stało – jej koleżanka przyniosła nam go pewnego wieczoru. Był zziębnięty i popiskiwał żałośnie. Karmiliśmy go co 40 minut, a co 20 minut sprzątaliśmy kałuże.

Nazwałem go Pako, bo nie bardzo mi się podoba, gdy psy noszą ludzkie imiona. Sam nauczyłem naszego psiaka takich komend, jak: siad, łapa, daj głos, leżeć. Znał je już, gdy miał cztery miesiące, co zadziwiało naszych znajomych. Jest bardzo posłuszny, a przez rok, który spędził z nami, zniszczył tylko telefon komórkowy i 10 z 12 wrzoś­ców, które Marzenna zasadziła w ogródku.

Choć brzmi to banalnie, jest najgłębszą prawdą: pies to najlepszy przyjaciel człowieka, nieraz lepszy niż inny człowiek. Warto mu pomagać, a to, czy tak postępujemy, jest miarą dobroci naszego serca. Nigdy nie byłem w schronisku, bo gdybym tam poszedł, pewnie chciabym wziąć wszystkie mieszkające w nim psiaki.

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *