Jacek Krzaklewski - Psy.pl - mamy nosa!

Jacek Krzaklewski

O psach można rozmawiać godzinami - i nigdy się to nie znudzi. Często takie dyskusje prowadzę z Grześkiem Markowskim. On ma wielgachnego psa, znam tego zwierzaka od szczenięcia.

Mnie psy towarzyszyły od najmłodszych lat. Najpierw mieliśmy owczarka niemieckiego, potem po kolei trzy foksteriery i wreszcie jamnika. Były też koty. Dlatego, gdy sam założyłem rodzinę, nie mogło w niej zabraknąć zwierząt.

Jamnik szorstkowłosy Tobi towarzyszył nam przez 21 lat. Przywiozła go ze schroniska dla zwierząt moja żona Bogusia. Akurat byłem na koncercie, a gdy wróciłem, od razu wskoczył mi na kolana. Potem zawsze, gdy wracałem do domu, udawał, że zjada moją żonę, żeby mi się przypodobać i pokazać: to ja rządzę w tym domu. Śmialiśmy się, że jest wielkim lizusem.

Mniej więcej po roku od jego śmierci znowu poszliśmy do schroniska dla zwierząt we Wrocławiu. Chcieliśmy się zorientować, jakie tam są psy. Gdy już wychodziliśmy, zobaczyliśmy kloszarda, który przyprowadził na drucie zabiedzoną suczkę. Widok był straszny – sama skóra i kości, rzadka sierść. Ważyła 7-kg, czyli mniej niż połowę tego, co teraz! Natychmiast zdecydowaliśmy, że ją zabieramy. Niestety, nie jest to takie proste, bo zgodnie z procedurą trzeba odczekać tydzień. Szczęśliwie udało nam się to nieco przyspieszyć.

Prosto ze schroniska pojechaliśmy do kliniki weterynaryjnej. Nie było czasu do stracenia, bo Luna (tak ją nazwaliśmy) kulała na jedną łapę. Lekarz podał zastrzyki i lekarstwa, co trochę postawiło ją na nogi. Potem przez kilkanaście tygodni jeździliśmy na zabiegi i kontrole, podawaliśmy witaminy. Przez pierwszy miesiąc miała straszliwe biegunki – z powodu stresu, który przeżyła. Gdy się załatwiła, natychmiast chowała się w kącie i obgryzała pazury. Bała się, że zrobiła coś złego i zostanie ukarana. Bała się zresztą wszystkiego. Do dziś, gdy się jej kładzie rękę na pupę, to sztywnieje – czyli na pewno była bita. Zęby miała połamane – widocznie próbowała przegryźć łańcuch, na którym ją uwiązano.

Po roku widać, że wreszcie się do nas przyzwyczaiła, przezwyciężyła lęk. Gdy wracam do domu po koncercie, szaleje z radości. Potem sama wymyśla zabawy – na przykład przynosi patyk i daje do zrozumienia, że pora się siłować. Nie sposób jej odmówić.

To idealny pies – w dziesięciopunktowej skali mądrości dostaje maksymalną notę. Gdy tylko rano usłyszy ruch w sypialni, zrywa się na równe łapy – wie, że pora na spacer. Po spacerze oczekuje nagrody za to, że była grzeczna. Trzeba ją pogłaskać, w przeciwnym razie byłaby nieszczęśliwa. Ma też niezwykłą cechę – nigdy nie wyje. To nietypowe dla husky. I jest bardzo łagodna – czasami aż za bardzo. Jakiś czas temu żona zostawiła pod domem rower. Ktoś wszedł, zabrał go, a Luna nawet się nie odezwała.

Uwielbia inne zwierzęta. Zauważyliśmy kiedyś, że kot sąsiadów ma złamaną łapę. Jeden z czterech ich psów znęcał się nad nim. Kiedy Bogusia to zobaczyła, odkupiła kota za złotówkę. Luna od początku opiekowała się nim. Gdy Fiś gdzieś – jak to kot, który chadza własnymi drogami – się wybierał, pędziła za nim i sprowadzała z powrotem do domu.

Często widzę wokół naszego domu piękne, rasowe psy. Lubię na nie patrzeć, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, by takiego sobie kupić. Przecież w schroniskach jest tyle biednych, nieszczęśliwych zwierząt. Czuję, że trzeba pomóc tym skrzywdzonym, znękanym. Naprawdę warto. Zresztą, w każdym dobrym domu powinno być zwierzę. Najlepiej pies, i to taki przygarnięty. Proszę zobaczyć, jaki piękny i mądry nam się trafił!

Jacek Krzaklewski, muzyk zespołu Perfect

Chcesz dać głos i ocenić?
Dołącz do naszego stada – zarejestruj się!
Ocena użytkowników

Dodaj komentarz

Zaloguj się do swojego konta lub skomentuj anonimowo. Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *