Komisarz i Alex – wywiad z Jakubem Wesołowskim


Na planie serialu „Komisarz Alex” rządzi kapitan Chaos, czyli owczarek niemiecki Rocky, odtwarzający postać Aleksa – opowiada aktor Jakub Wesołowski, serialowy komisarz Marek Bromski.

Wielki, niepokorny pies, który nikogo nie słuchał i niewiele jeszcze potrafił – takiego Rocky’ego poznałem podczas castingu do serialu „Komisarz Alex”. Z przekory powiedziałem, że nigdy nie miałem psa, choć w dzieciństwie brat i ja bawiliśmy się z psami, które mieszkały w budzie w ogrodzie przy naszym domu. W rzeczywistości miałem jednak wielką ochotę zmierzyć się z tą rolą i z tym czworonogiem. Miał się on okazać nieprzeciętnie inteligentnym stworzeniem, które zadziwiało mnie co dnia. Rocky ma na przykład jazdę na zieloną piłkę ze sznurkiem. Szaleje za tą zabawką. Przeciągaliśmy się nią długo, ale on jest silny jak diabli, więc kiedy mnie już brakowało sił na przeciąganie, przywiązałem sznurek do ławki, a sam ćwiczyłem na niej pompki. Rocky mógł się mocować z ławką do upadłego.

To było mocne, stary

Najbardziej się obawiałem, że stworzymy sielankową opowieść o wesołym policjancie i jego cudownym psie, którzy się nad życie kochają i wiecznie miziają. Ja tego nie kupuję. Pasuje mi za to relacja, w której czworonóg jest partnerem, ma takie same prawa i tyle samo do powiedzenia, co jego człowiek. Dla mnie prawdziwy facet to samotnik, indywidualista o silnym charakterze. Pies o podobnych cechach może z nim wytrzymać bez zastrzeżeń. W takim duecie powstaje specyficzny rodzaj empatii. Polubiłem tego diabła także dlatego, że tak jak ja robi wszystko po swojemu. To jest to, stary – powiedziałbym do niego – to było mocne, jak zlazłeś z planu, kiedy było już ostatnie ujęcie, ekipa czekała w gotowości, a ty stwierdziłeś, że masz już dosyć.

Rocky
fot. Celestyna Król

Kapitan Chaos

Praca z Rockym, który gra Aleksa, wymaga pełnej gotowości i kombinowania. Mam stale przed oczami wielki znak zapytania, bo choć Rocky jest wyszkolony do tej roli, nie przewidzę do końca jego reakcji, nie jestem w stanie wymusić na nim, żeby zrobił coś co do centymetra. A przecież ram technicznych podczas kręcenia filmu jest naprawdę sporo. Pies nie będzie walczył o dobre światło, o właściwe ustawienie do kamery. Wszystko robi w sposób naturalny. O kształcie wielu ujęć decyduje kapitan Chaos, który dominuje na planie.

Praca przy realizacji serialu „Komisarz Alex” jest nietypowa. Nastawiamy się raczej na złapanie czegoś wyjątkowego. Czasem chcemy powtórzyć jakiś dialog, ale pies nie zawsze ma na to ochotę. Kiedy indziej włączamy kamerę i w długim ujęciu filmujemy, jak Alex idzie, siada, potem się czołga, a następnie skrada. Robi to fantastycznie, a my mamy materiał do wykorzystania. Czasem jest zmęczony, innym razem wesoły albo zrezygnowany. I trzeba to łapać na gorąco, bo przecież reżyser nie powie mu jak aktorowi: Teraz jesteś załamany. Ale za jego sprawą osiągamy jeden z największych walorów tego serialu – szczerość i naturalność.

Na brak urozmaicenia na planie nie mogliśmy narzekać, bo Alex albo dewastował nam scenografię, albo wręcz zjadał jej kawałki. Czasem szedł w swoją stronę, akurat przeciwną do tej, w którą kierowali się aktorzy, i operatorzy nie wiedzieli, kogo filmować. Wiele spontanicznych zachowań psa zostało włączonych do akcji, choć nie było ich w scenariuszu. Słynna już scena z pizzą wzięła się stąd, że kamerzyści niefrasobliwie odłożyli jej nadgryzione kawałki w zasięgu pyska Aleksa i kiedy reżyser zawołał „akcja”, pies przybiegł na plan gotowy do pracy, ale z pizzą w pysku.

Hop do łóżka

Na początku najtrudniejsze były ujęcia, kiedy Alex miał mnie lizać po twarzy. Żeby to osiągnąć, musiałem smarować się jego karmą. Ręce miałem mokre, wszystko obklejone, ale metoda okazała się skuteczna. Poza tym w każdym kostiumie miałem pochowane chrupki dla psa.

Jednej rzeczy nie trzeba go było w ogóle uczyć. W scenach, kiedy kładliśmy się spać, on zawsze był pierwszy w łóżku. I od razu stawał się panem tego miejsca. Nie było mowy, żeby go zepchnąć czy przesunąć. Te zapisy scenariusza miał w nosie. Zawsze też wskakiwał na przednie siedzenie kabrioletu, którym jeździmy, choć powinien siadać w tyle, bo miejsce z przodu było przeznaczone dla podkomisarz Lucyny Szmidt granej przez Magdę Walach.

Musieliśmy też mieć oczy dookoła głowy podczas kręcenia scen na ulicy. Ludzie, którzy po niej chodzili, nie rozpraszali go, gdyby jednak na horyzoncie pojawiło się jakieś małe zwierzątko, żadna siła nie poskromiłaby jego instynktu myśliwskiego.

Czasem robił nas na szaro. Podczas kręcenia jednej ze scen w komisariacie wygłupialiśmy się i podawaliśmy sobie ukryte w dłoniach ciasteczka. Alex kręcił się między nami, wtykał nos w nasze dłonie, a nas bawiło, że udaje się nam go przechytrzyć. I wtedy nagle chaps, wyrwał błyskawicznie łup i położył całą scenę.

Jakub Wesołowski
fot. Celestyna Król

To nie byli przebierańcy

Człowiek w kabriolecie z psem na przednim siedzeniu i wielką kamerą poruszający się po głównych ulicach Łodzi to było dość niezwykłe. Wszyscy nas zaczepiali, ale wtedy nikt jeszcze nie wiedział, kim jest ten długowłosy owczarek. Kamera nie może się trząść, jechaliśmy więc bardzo wolno, no i w chłodnicy zagotowała się woda. Musieliśmy się więc zatrzymać. Jak spod ziemi wyrósł obok nas radiowóz z policjantami i psami w klatkach.

Okazało się, że zatrzymaliśmy się w niedozwolonym miejscu. Ale uwagę policjantów zwrócił przede wszystkim Alex. Wyjaśniłem, że kręcimy film, a ten owczarek niemiecki gra psa komisarza. Policjanci przekomarzali się, że ich podopieczni na pewno są mądrzejsi. Wtedy Alex podszedł do ujadających w klatkach prawdziwych psów policyjnych, obwąchał najpierw jednego i drugiego, a potem ze stoickim spokojem odszedł w swoją stronę.

Jakub Wesołowski
fot. Celestyna Król

On nie słucha

W życiu prywatnym dużo rozmawiam sam z sobą, co okazało się przydatne w scenach, w których gadam do psa. Bardzo je lubię, nawet jeśli Alex mnie nie słucha. Walczymy też o prymat w domu i wtedy możemy pokazać, jakimi jesteśmy uparciuchami, i on, i ja. Żaden nie chce ustąpić, a przecież przewodnik może być tylko jeden.

Przed rozpoczęciem zdjęć spędziliśmy z sobą wiele godzin, aby Alex przyzwyczaił się do mnie. Najtrudniej było nauczyć go, żeby w ogóle mnie zauważał. Z podziwem patrzyłem na jego relacje z Andrzejem Krzemińskim, jego opiekunem i trenerem. Ufa mu bezwarunkowo i zrobi wszystko, o co ten go poprosi. Wskoczy do rowu, do zbiornika z wodą, pobiegnie, zatrzyma się, przebiegnie przez ulicę bez oglądania się. To imponujące. Zrezygnowaliśmy ze szkolenia Aleksa pode mnie, ponieważ posłuszeństwo wobec trenera okazało się wystarczające. Najpiękniejszym przeżyciem było dla mnie, kiedy po kilkunastu spotkaniach Alex rozpoznawał mnie w tłumie ludzi i żywiołowo okazywał radość na mój widok.

Jakub Wesołowski
fot. Celestyna Król

Jeden z nas

Kiedy spędza się po 12 godzin dziennie z psem, to chcąc nie chcąc, zaczyna się go traktować jak partnera ze wszystkimi ludzkimi uczuciami, odruchami, emocjami. W chwilach totalnego zmęczenia, wypalenia wielogodzinną pracą, wystarczyło, że pojawił się uśmiechnięty, energetyczny Alex i wszystkim udzielała się ta siła. Niewielkie doświadczenie ze zwierzętami z dzieciństwa kazało mi sądzić, że pies będzie jakimś oddzielnym bytem, a tu się okazało, że to jest facet. Jeden z nas.

Jakub Wesołowski, aktor filmowy, prezenter telewizyjny, absolwent Collegium Civitas w Warszawie. Popularność przyniosła mu rola Igora Nowaka w serialu TVN „Na Wspólnej” oraz Michała Konarskiego w serialu TVP 2 „Czas honoru”. Obecnie gra komisarza Marka Bromskiego w serialu TVP 1 „Komisarz Alex”

Autor: Paulina Król