Kastracja chemiczna – czy to dobra alternatywa?

Kastracja chemiczna to temat, który mnie osobiście bardzo mocno ostatnio zainteresował. O ile kastracja w przypadku suczek często jest powszechnie akceptowana, tak ''wycinanie'' jajek u psa nie zawsze spotyka się z entuzjazmem innych osób, a nawet samych psiarzy.

Decydując się na psa płci męskiej, braliśmy pod uwagę, że konieczność kastracji może nastąpić. Jednak cały czas myśleliśmy, że psie popędy uda się poskromić przy pomocy treningu, dużej ilości aktywności oraz nowych bodźców.

Jednak wraz z dorastaniem naszego szczeniaczka i wejściem w okres ”młodzieńczego buntu”, byliśmy coraz bliżej konieczności podjęcia jakiejś decyzji.

Dlaczego kastracja?

Kastracja to nie jest magiczne rozwiązanie dla każdego i powinno być głównie stosowane przy bardzo ciężkich przypadkach. Oczywiście jest również kwestia zapobiegania niechcianej ciąży u suczek, ale jeżeli potrafimy zapanować nad swoim psem, to nie jest to moim zdaniem mocno istotne. Jeżeli psiak ma tendencję do uciekania i zdarzyło nam się go „zgubić”, to praktycznie jest to obowiązek – tak z drugiej strony.

Nasz szczeniaczek dorastał całkiem spokojnie i długo myśleliśmy, że załatwimy sprawę treningiem. Jednak nagle przyszedł czas jesiennych cieczek, na które nie byliśmy przygotowani. Nasz słodki piesek z dnia na dzień zamienił się w potwora.

Wył całymi godzinami, nawet w nocy. Nie chciał jeść, nie chciał się bawić. W domu był praktycznie nie do zniesienia. Bardzo męczył również naszą Legion, którą non stop zaczepiał i obskakiwał, nawet pomimo faktu, że była kastrowana. Żeby go uspokoić, wychodziliśmy na spacer, ale tam wcale nie było lepiej. Ciągnął jak szalony do każdego krzaczka, żeby go obwąchać. Nie słuchał, nie dawało się go skupić na sobie.

A psy? Rzucał się na każdego psa, warczał, ciągnął – wcześniej uwielbiał bawić się z innymi zwierzakami. Oczywiście były również ruchy kopulacyjne i doskakiwanie.

Generalnie nie było fajnie, więc możecie sobie wyobrazić, jaką ekstremalną formę może przybrać psie pobudzenie. W związku z tą sytuacją dość szybko postanowiliśmy, że trzeba coś z tym zrobić. Czytaliśmy już wcześniej dużo o kastracji, zresztą Legion też jest kastrowana, więc nie był to dla nas problem emocjonalny (wiele osób nie kastruje psów ze względu na swoje poglądy).

Natomiast przypadkowo dowiedzieliśmy się o alternatywie, jaką jest kastracja chemiczna. Na czym to polega?

Kastracja chemiczna

Kastracja chemiczna polega na wstrzyknięciu psu między łopatki „czipu” z lekiem. Lek ten powoli uwalnia substancje, które wpływają na hormony psa, a w związku z tym ograniczają ilość testosteronu, prowadząc do uzyskania bezpłodności.

W praktyce działanie jest takie samo, jak w przypadku tradycyjnej kastracji, ale z tą różnicą, że czip po pewnym czasie zużywa całą substancję i się rozpuszcza. Działanie trwa ok. 6-12 miesięcy (w zależności od dawki), a po tym czasie psiak wraca do stanu poprzedniego, jeśli nie zdecydujemy się na kolejną dawkę.

Czytałem naprawdę dużo o tym środku i nie znalazłem żadnych negatywnych konsekwencji. Zmiany hormonalne są praktycznie takie same, jak w przypadku zabiegu tradycyjnej kastracji.

Ogromnym plusem kastracji chemicznej jest fakt, że jeżeli zdecydujemy, że bez testosteronu nasz pies nie jest „lepszy”, to możemy bez problemu zrezygnować z kontynuowania, a pupil po pewnym czasie wróci do poprzedniego stanu.

Moim zdaniem to naprawdę świetna alternatywa dla takich osób jak my. Nie jesteśmy przekonani do kastracji i generalnie myślimy, że dużo da się uzyskać szkoleniem. Niektóre osoby mają pieski z tendencją do agresji lub strachliwe i obawiają się, że zabieg jeszcze zwiększy ich problemy.

Kastracji chemicznej można spróbować – zobaczyć przez 6 miesięcy, czy zachowanie psa jest na plus, czy minus i wtedy postanowić, czy zabieg będzie kontynuowany czy przerwany.

Koszt kastracji chemicznej Leviego to było ok. 350 zł za sześciomiesięczny czip. Trzeba tylko pamiętać, że pełne działanie zabiegu (osiągnięcie całkowitej bezpłodności) uzyskuje się po 6 tygodniach od umieszczenia czipu.

My jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów, bo szybko wrócił nasz ukochany szczeniaczek. Zaczął normalnie jeść, przestał wyć, nie zaczepia Legion 🙂 Same plusy dla nas.

Autorzy: Patryk i Kasia/blog Życie z psem