Kiełbaska dla wędrowca

„Nie dla psa kiełbasa” często można spotkać się z takim powiedzeniem. Poniższa historia będzie przeciwieństwem, ponieważ kiełbaska sprawdziła się doskonale, jako przysmak zwabiający czworonożnego wędrowca.

Działo się to kilka lat temu, tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Wyszedłem na spacer ze swoją suczką Arią. Mróz szczypał w nos, w parku robotnicy przycinali drzewa. Aria bawiła się w śniegu. Wtem moją uwagę przykuł nieduży czarny pies. Wydawał się zagubiony. Jego sierść była zmierzwiona, a do szyi miał doczepiony sznurek. Jednak zniknął mi z oczu, nim zdążyłem mu się przyjrzeć.

Po kilku godzinach znowu pojawiłem się z Arią w parku i zobaczyłem go w oddali. Stał i patrzył na nas. Miałem w kieszeni kilka psich przysmaków, więc rzuciłem je na śnieg i cofnąłem się. Pies podszedł niepewnie i wziął chrupkę. Jeden z robotników, widząc, że go karmię, zapytał, czy on jest mój. Odpowiedziałem, że nie, ale wydaje mi się, że komuś się zgubił i biega po okolicy, szukając pana. Wtedy robotnik powiedział mi, że rano, gdy przyszedł do pracy, zobaczył go przywiązanego do poręczy pobliskiego baru. A ponieważ było bardzo zimno, odwiązał go, żeby nie zamarzł.

Było jasne, że ktoś go porzucił

Stało się jasne, że ktoś tego psiaka porzucił. Zostawiłem więc pod drzewem wszystkie smakołyki, jakie miałem. Wróciłem do domu i zatelefonowałem do straży miejskiej. Zgodzili się zawieźć psa do schroniska, ale pod warunkiem że uda mi się go złapać i wsadzić do samochodu. Wydawało się to niełatwym zadaniem, lecz mróz stawał się coraz tęższy, zapadał zmrok i wiedziałem, że jeśli nie przekonam tego psa, aby mi zaufał, może nocą zamarznąć.

Zbliżają się święta, podczas których zwierzaki przemawiają ludzkim głosem. Może i mi uda się przemówić po psiemu i wyjaśnić błąkającemu się zwierzakowi, że chcę mu pomóc?

pies patrzy na reklamę
rys. Grzegorz Bąkowski

Kiełbaska dla psa

Wróciłem do mieszkania, wyjąłem z lodówki kiełbasę, którą planowałem zjeść na kolację, pokroiłem w kostkę, wziąłem też obrożę oraz smycz i wyszedłem. Po kilkunastu minutach znowu zobaczyłem czarnego psa. Widziałem, że ma coraz mniej sił i się trzęsie.

Przykucnąłem, rzucając kawałek kiełbasy w jego stronę. Podszedł bliżej, oddaliłem się, a on się poczęstował. Powtarzałem to, aż znalazł się parę metrów od wejścia do bloku. Ale gdy chciałem go zachęcić, aby wszedł na schody, strach go zatrzymał.

Wtedy zrobiłem coś, co nie jest opisywane w książkach dla psich trenerów. Spojrzałem psu w oczy i powiedziałem łagodnie: „Blake, zaufaj mi, chcę ci pomóc. Jeśli nie wejdziesz ze mną, umrzesz z zimna. Proszę, podejdź!”.

I wtedy Blake spojrzał mi w oczy tak, jakby patrzył w sam środek duszy. Było to jak spotkanie z duszą innej istoty, która powierza swój los bezwarunkowo. Pies podszedł i położył mi głowę na kolanach. Był uratowany. Kiełbaska okazała się strzałem w dziesiątkę. A ja odtąd pamiętam, aby zawsze mieć w lodówce kiełbasę dla niespodziewanego wędrowca.

Autor: Jacek Gałuszka